Karuzela zawsze

"Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" - reż. Monika Strzępka - Narodowy Stary Teatr

Najnowsze dzieło niepokornego duetu zaskakuje. Monika Strzępka i Paweł Demirski udowadniają spektaklem "Nie-boska komedia. Wszystko powiemM Bogu!", że potrafią w diagnozie współczesności wznieść się ponad płaską publicystykę. Bo chociaż oczywiście ta wariacja na temat Krasińskiego wypływa z doraźnej potrzeby - to jednak w ogólnym rozrachunku idzie dalej, ku próbie syntetycznej wypowiedzi na temat mechanizmów determinujących życie współczesnego człowieka.

Znajdujemy się pod spodem, pod ziemią. Scenografia podpowiada nam: to nie będzie historia opowiedziana od A do Z, to będą skojarzenia, fobie, fantazmaty. Nad sceną wiszą bowiem ogromne korzenie drzew, które gdzieś tam na górze pewnie rosną, gdzieś tam nad nami toczy się może normalne życie. Jednak my jesteśmy na zapleczu zbiorowej świadomości, w piwnicy, w której jako społeczeństwo trzymamy to, co nas uformowało. Wszystko się kotłuje: romantyczna poezja miesza się z antysemityzmem, poczucie niesprawiedliwości z pogardą, historia z dniem dzisiejszym, marzenia o awansie społecznym z palącą świadomością bycia niżej. Twórca tych infernalnych dekoracji Michał Korchowiec zadbał o to, by przypominały interaktywny obraz Beksińskiego - odpychający, ciemny, straszny. Od samego początku widać więc, że będziemy taplać się w brudach, na co jednoznacznie, jak myślę, wskazuje też stojąca na scenie poczciwa kozetka, odsyłająca do freudowskiej psychoanalizy.

Postacie z "Nie-boskiej komedii" - Orcio (Juliusz Chrząstowski), hrabia Henryk (Marcin Czarnik/Małgorzata Hajewska-Krzysztofik), Pankracy (Michał Majnicz) - wiecznie cierpiącego Zygmunta występują tu obok Wilka z Wall Street, Rotschilda (gra ich Szymon Czacki), Barbary Niechcic z "Nocy i dni" (Dorota Segda) czy młodej dziewczyny z Izraela biorącej udział w "Auschwitz Tour" (Małgorzata Zawadzka). Ale to nie koniec, bo są jeszcze bohaterowie mniej konkretni, jakby wyciągnięci z odmętów zbiorowej psychiki; jest więc na przykład Prozac (znów Dorota Segda), są dwie Melancholie (Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała), są Lęki poranne codzienne (Juliusz Chrząstowski na bis) i więcej, i więcej. Sama treść jest równie gęsta, co ta siatka postaci. By opisać lęk przed rewolucją społeczną, Demirski sięgnął po rozmaite konteksty: jest "Campo di Fiori" Miłosza (za sprawą słynnej karuzeli postawionej przy murze warszawskiego getta, na której "wzlatywały pary / Wysoko w pogodne niebo"), jest Sarah Kane, jest "Człowiek marmuru".

Bogata, przepakowana struktura sztuki Demirskiego służy ukazaniu paraliżującego odwiecznego zapętlenia rzezi, rewolucji i nieszczęścia. Zmieniamy perspektywy, czasy - by dostrzec w końcu, że oglądamy cały czas katastroficzny refren ludzkości, która wypatruje tego, co nieuchronne. Na przykry wniosek, który z tego płynie (następne przewroty tak naprawdę nie zmieniają klasowego porządku rzeczy), można też spojrzeć bardziej uniwersalnie; siłą tego tekstu jest to, że z miesiąca na miesiąc staje się jak gdyby coraz bardziej aktualny, coraz bardziej "realistyczny". Jeśli niepewność ekonomiczną i klasowe nierówności zastąpimy obecną globalną sytuacją polityczną - dostaniemy niezwykle sugestywny obraz strachu przed wojną. Powracające wymienianie krwawych zrywów i powstań, wybrzmiewające pieśni kościelne, wspomniana już karuzela (która później pełni funkcję zbiorowej szubienicy) - te elementy tworzą dziko intensywną atmosferę schyłku naszego świata. Jasne, że to przesadzone, ale co z tego, skoro działa. Poza tym: po to też jest ten spektakl - byśmy choć przez chwilę nie byli jak Barbara Niechcic, która przejmuje się jedynie niewypitą jeszcze herbatą i pięknymi nenufarami (jej wywodom towarzyszy, rzecz jasna, walc Waldemara Kazaneckiego).

Podziw budzi realizacyjne mistrzostwo. Monika Strzępka zadbała o to, by słowa zalewające widzów ze sceny nie spowalniały spektaklu. Nic nie trzeszczy, nic się nie ciągnie - przedstawienie przez ponad trzy godziny pędzi naprzód. Dobrze też, że spektakl poprzecinany jest humorem. Śpiewane przez aktorów piosenki ("Who wants to live forever" Queen, "Jeremy" Pearl Jam, "Tonight" Davia Bowie'ego i "Creep" Radiohead) są ironicznymi puentami scen pełnych grozy i napięcia. Daje to gorzko-zabawny efekt. Są też aluzje, powiedzmy, środowiskowe; w tekst sztuki wmontowana została na przykład parafraza słynnej wypowiedzi reżyserki w radiu TOK FM na temat tego, że nikt jej nawet nie zaproponował kawy - godna szacunku autoironia.

Jednak warstwa "nie-boskiej" robiąca wrażenie największe - to aktorzy. Zespół Starego Teatru pokazuje swoją prawdziwą wielkość, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Dorota Segda - przezabawna, Juliusz Chrząstowski - bezbłędny, wzruszający, Marcin Czarnik - jak maszyna. Naprawdę - wszyscy są znakomici, patrzy się na nich z rosnącym podziwem. Najbardziej chyba zapada w pamięć końcowy - nazwijmy to - monolog na dwa głosy, który wygłaszają Marta Nieradkiewicz i Dorota Pomykała; to jedna z tych chwil przeżytych w teatrze, które chce się wziąć ze sobą, zakopać w swojej pamięci i wracać do nich co jakiś czas. Wielkie brawa. A to nie jedyny, oczywiście, świetny aktorski moment; jest wiele innych, prawie tak samo pięknych. Dzięki takiemu aktorstwu wizja Demirskiego zdaje się nam jeszcze bardziej możliwa, jeszcze bliższa. Ostrość kreacji aktorskich wzmaga to - tak pewnie przez twórców pożądane - poczucie dyskomfortu, zagrożenia.

Spektakl podszyty jest - bo ja wiem - rezygnacją, wrażeniem daremności. To daje się odczuć. Oczywiście, nadal jest dużo krzyku, gróźb, krnąbrności, jednak siła "nie-boskiej" tkwi właśnie w tej myśli o niedającej się zatrzymać powtarzalności cierpienia. Świat wypada ze swoich torów, przez chwilę jest inaczej, przez moment wydaje się, że będzie lepiej. Czy trzeba dodawać, że to pozory? Nie, nie trzeba. Karuzela się kręci i będzie się kręcić nadal.

Spektakl zaprezentowany podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych organizowanych przez Teatr Dramatyczny w Warszawie w dniu 21 marca 2015 w Teatrze Powszechnym.

Karol Płatek
Teatr dla Was
24 marca 2015

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia