Katharsis nie tylko dla feministek

"Gatunek Żeński" - reż. Bartłomiej Wyszomirski - Teatr Muzyczny w Toruniu

Współcześnie rozumiany feminizm zakłada absolutną niezależność kobiet połączoną z totalną swobodą działania przy dodatkowej afirmacji kobiecości. Feministki walczą o prawa kobiet (choć obserwując niektóre ich działania nie można oprzeć się wrażeniu, że bardziej robią wokół siebie zbędny szum), stawiają kobietę na piedestale, podkreślając jej nieocenioną i niezastąpioną rolę w świecie zdominowanym przez "tych podłych mężczyzn". Najnowsza produkcja toruńskiego Teatru Muzycznego wyśmiewa feminizm w jego skrajnej formie i w lekki oraz błyskotliwy sposób pokazuje, że do osiągnięcia harmonii w świecie potrzebna jest współpraca żeńskiego pierwiastka z męskim.

Akcja spektaklu dzieje się w wiejskim domku Margot Mason, wojującej feministki i pisarki, do której niespodziewanie przybywa młoda kobieta. Pozornie przyjaźnie nastawiona do Margot, próbująca nawiązać kontakt typu mistrzyni-uczennica, Molly ujawnia prawdziwy cel swojej wizyty. Otóż w osobie pisarki (a zwłaszcza w jej twórczości) dopatruje się źródła swoich największych niepowodzeń życiowych i usiłuje dokonać aktu zemsty ze skutkiem śmiertelnym. Jakby tego było mało, w domu zaczyna pojawiać się coraz więcej osób i atmosfera zaczyna się zagęszczać. Każdy z kolejno przybyłych gości jest w pewien sposób związany z Margot - czy to jej córka Tess, szukająca odpoczynku od domowego zgiełku, czy to jej zięć szukający... właśnie swojej żony, czy też wydawca bestsellerów Margot Mason i jednocześnie jej wieloletni przyjaciel. Na koniec zjawia się też taksówkarz, typowy mężczyzna po przejściach, który przywiózł Tess do matki. Dzięki zagęszczeniu postaci na tak małej przestrzeni, widoczny jest szereg powiązanych ze sobą nieporozumień, a raczej niedomówień, wychodzących od osoby Margot. Choć bohaterom najwygodniej najpierw obarczyć całą odpowiedzialnością za zaistniały chaos właśnie główną postać, to z czasem dochodzą do wniosku, że to wszystko przez feminizm. Oczywiście nie dzieje się to w trakcie spokojnej rozmowy właściwej dorosłym i poważnym ludziom, wręcz odwrotnie: poprzez wysublimowany humor sytuacyjny i pełne błyskotliwych smaczków brawurowe konwersacje, niczym po poplątanej nitce do kłębka, bohaterowie osiągają konsensus, wyjaśniając sobie wszystko, dochodząc jednocześnie do wniosku, że z feminizmem można przesadzić w złą stronę, a kobiety i mężczyźni mogą w piękny sposób się uzupełniać.

Oglądając "Gatunek żeński" doszłam do wniosku, że gdyby miał wyreżyserować ten spektakl jakikolwiek reżyser filmowy, to musiałby to być koniecznie Woody Allen. Nie dość, że przedstawione tu zostały trudne relacje damsko-męskie, to jeszcze wszystko zostało opowiedziane inteligentnym językiem, któremu nie brak humoru i polotu. Bartłomiej Wyszomirski, reżyser, postawił na klasyczną formę prezentacji problemu tak, by sztuka i jej idea, obroniły się same. Nie udał się w tę samą stronę, co wielu reżyserów teatralnych młodego pokolenia, hołubiących udziwnieniom pod postacią nie do końca pasującego ruchu scenicznego, czy mało logicznym wobec spektaklu wstawkom muzycznym. Wyszomirski postawił na tempo, które nadawały dobrze napisane dialogi i mocne, konkretnie wykreowane postaci. Dodatkowo kolorowa, nieco surrealistyczna scenografia Izabeli Toroniewicz sprawiała, że "Gatunek żeński" okazał się spektaklem, który jest przyjemny w warstwie nie tylko intelektualnej, ale i wizualnej, estetycznej.

Ta realizacja to doskonały przykład na to, że współcześnie można zrobić teatr, który fantastycznie spełnia jedną ze swoich podstawowych funkcji: pozwala widzowi odpocząć, o co w dzisiejszych czasach, niestety, coraz trudniej.

Katarzyna Wiśniewska
teatrdlawas.pl
26 stycznia 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...