Każda lina musi kiedyś pęknąć

"Himalaje" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski w Katowicach

Coraz częściej na deskach śląskich teatrów pojawia się temat Himalaizmu. Zaczęło się w październiku od „Wandy" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, a szóstego czerwca miała miejsce premiera „Himalajów" w Teatrze Śląskim, opowiadająca o Jerzym Kukuczce, ale nie tylko.

„Himalaje" to spektakl nieoczywisty, w niespotykanej formie. Robert Talarczyk zaproponował „Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" w formie uroczystego balu, który zaczyna się w momencie pęknięcia liny Kukuczki na południowej ścianie Lhotse 24 października 1989. Sztuka zdaje się być życiem Kukuczki, które na chwilę przed śmiercią przelatuje mu przed oczami. Bal skupiający się na osobie Kukuczki obejmuje 21 aktorów wcielających się przede wszystkim w różnych Himalaistów, takich jak Wojciech Kurtyka, Wanda Rutkiewicz czy Artur Hajzer, jednakże pojawiają się takie postacie jak rodzice Kukuczki, Dziennikarka, Celina Kukuczka czy góra Lhotse pełniąca rolę wyroczni-filozofki. Co więcej, przez cały spektakl niemalże wszyscy aktorzy są na scenie w tym samym czasie, co tylko potwierdza jak wielkim przedsięwzięciem „Himalaje" są.

Scenariusz opracowany przez Dariusza Kortko, Marcina Pietraszewskiego i Artura Pałyge bazuje na biografii Kukuczki, spisanej przez Kortko i Pietraszewskiego właśnie. Tekst wydaje się być zbiorem etiud skoncentrowanych na Kukuczce, które dzieją się jednocześnie. Taka koncepcja daje możliwość twórcom zaskakiwać widza na każdym kroku. Akcja nie toczy się w oczywisty, linearny sposób, więc rozwój wydarzeń do samego końca pozostaje dla widowni zagadką.

Najnowszy spektakl dyrektora Teatru Śląskiego pozostanie w pamięci widzów na długo, ale nie tylko z powodu fantastycznej konwencji, ale i świetnych kreacji aktorskich. Jerzy Kukuczka (Dariusz Chojnacki) i jego żona, Celina (Agnieszka Radzikowska) to dwie niezwykłe rolę, świetnie oddające rozterki i problemy, z jakimi musiały się mierzyć te dwie postacie w rzeczywistości. Szczególnie kreacja Radzikowskiej pozwoliła widzom zwrócić uwagę na jej niewidoczny na pierwszy rzut oka tragizm, jakim jest towarzyszenie w życiu zbytnio ambitnemu mężowi, pozostając przy tym na dalszym planie. Oprócz tego uwagę przykuwała karykaturalna rola dziennikarki, w którą wcieliła się Barbara Lubos. Szaleństwo, które ją cechowało, obrazowało zaangażowanie niedoinformowanych mediów w wyścig Kukuczki z Rheinholdem Messnerem, pierwszym zdobywcą wszystkich ośmiotysięczników. W Messnera wcielił się Grzegorz przybył, który również stworzył interesującą kreację charyzmatycznego i spokojnego człowieka, który w zestawieniu z Kukuczką cechował się dojrzałością w spinaczce. Dojrzałością, której zabrakło Kukuczce.

Spektakl doskonale uzupełniała mroczna, nieco letargiczna muzyka Miuosha, który w trakcie całej sztuki nieprzerwanie wygrywa ją z tyłu sceny. Świetnie komponowała się ona z video-artem przygotowanym przez Wojciecha Doroszuka, który nadawał spektaklowi nutę tajemnicy. Do wizualnej strony „Himalajów" należała również scenografia Katarzyny Borkowskiej, składająca się z śnieżnych zasp po bokach sceny i wiszących nad głowami aktorów fragmentów skał i lodowych odłamków. Całość tworzyła nieprzyjazny i chłodny klimat, jaki panuje na szczytach ośmiotysięczników.

Ostatnia premiera na dużej scenie Teatru Śląskiego to niewątpliwy sukces. „Himalaje" to spektakl niepowtarzalny, intrygujący i piękny, który z pozoru opowiada o losach Kukuczki, lecz w gruncie rzeczy trzeba postawić sobie pytanie, czy Talarczyk nie stworzył dzieła na tyle uniwersalnego, że historia najbardziej znanego polskiego himalaisty w pewnym stopniu dotyczy każdego z nas. W końcu wszyscy jesteśmy przywiązani liną, która kiedyś musi pęknąć.

Jan Gruca
Forum Młodych Krytyków DT
13 czerwca 2018
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia