Każda rola jest zadaniem dla aktora

rozmowa z Justyną Sieńczyłło

Rozmowa z Justyną Sieńczyłło, występującą w monodramie "Mój dzikus", prezentowanym podczas III Katowickiego Karnawału Komedii

Magdalena Mikrut: W spektaklu „Mój dzikus" przedstawia Pani małżeńskie perypetie pewnej kobiety. Jaka jest wykreowana przez Panią bohaterka? 

 Justyna Sieńczyłło: To typowa kobieta, Polka, borykająca się z małżeńskimi oraz partnerskimi problemami codziennego życia. Jest bezrobotna i żyje marzeniami. 
MM: Czy postać ta została stworzona od podstaw, czy też obdarzyła ją Pani cechami swojego charakteru?

MM: Czy postać  ta została stworzona od podstaw, czy też  obdarzyła ją Pani cechami swojego charakteru? 

JS: Tak, została stworzona od podstaw. Jednak jako aktorka samoistnie obdarzam ją różnymi walorami. Jestem instrumentem służącym do przedstawienia pewnych treści na scenie. Jednakże nie mamy ze sobą wiele wspólnego. Tekst monodramu krytycznie oceniającego mężczyzn został napisany właśnie przez dwóch mężczyzn: Emiliana Kamińskiego i Jana Jakuba Należytego.

MM: Długo przygotowuje się Pani do spektaklu?

 JS: Około dwóch godzin. Jednym z moich wielkich mistrzów aktorstwa był pan Tadeusz Łomnicki i podobnie jak on staram się przed każdym spektaklem dwukrotnie przepowiedzieć sobie rolę. Nie zawsze jest na to tyle czasu. Powstały już dwadzieścia trzy wersje tekstu. Monodram ciągle ewoluuje. Najpierw nasycony był nutką polityki, teraz jego kształt uległ zmianie. Dlatego też każda próba wygląda inaczej. Zadziwiające jest to, że „Mój Dzikus" grany jest już od dwóch lat, ale jeszcze nigdy nie miał oficjalnej premiery.

MM: Kiedyś, w wywiadzie dla jednego z magazynów opowiadając o „Moim Dzikusie" powiedziała Pani, że „ niezależność jest jak afrodyzjak". Czy ta chęć uniezależnienia się od hossy i bessy na rynku ról teatralnych była powodem założenia Teatru Kamienicy?

JS: Tak, może też, dlatego, żeby nie czekać na telefon z ofertą pracy. Mamy z mężem za dużo energii w sobie, żeby siedzieć z założonymi rękami. Mój mąż był inicjatorem przedsięwzięcia. Taki teatr można porównać do grania monodramu. Człowiek przejmuje odpowiedzialność za całość. W podbramkowych sytuacjach może denerwować się tylko na siebie. Można powiedzieć, że Teatr Kamienica jest naszym czwartym dzieckiem.. Ostatnio powstaje wiele tego typu teatrów. Ludzie czują niedosyt tego, co mają i tego, co oglądają w telewizji.

MM: Sytuacja przypomina może troszkę tą z końca XIX i początek XX wieku, kiedy to nastąpił rozkwit teatralnych scen wolnych oraz rewolucyjnych związanych z twórczością Antoine\'a, Strindberga czy Copeau.

JS: Zakładanie nowych teatrów wiązałabym z potrzebą wypowiedzenia się. W obecnych czasach chaosu i znacznego przyspieszenia tempa życia ludzie potrzebują urozmaicenia oraz wypowiedzenia się na forum publicznym.

MM: Jest Pani zarówno aktorką teatralną, filmową jak i telewizyjną. Ogromne rzesze Polaków kojarzą Panią z rolą graną w „Klanie", dlatego też chciałam spytać, jak traktuje Pani rolę w serialu?

JS: Grając w „Klanie" zarabiam na życie. Natomiast, z monodramem „Mój Dzikus" jeżdżę po świecie. Zaprezentowałam ten spektakl już między innymi w Sztokholmie i Oslo. W planach mam jeszcze Australię. Jednak, jeśli ludzie przychodzą na moje spektakle, to chcą zobaczyć Bognę z „Klanu". Dzięki telewizji wyrabiam, pospolicie mówiąc, gębę. Nie wolno deprecjonować seriali telewizyjnych. Każda rola jest zadaniem dla aktora, które przysparza wielu nowych doświadczeń. Jest realizacją życiowej pasji. Serial to szkoła, a z każdej szkoły można wiele wynieść. Jednakże osobiście wolę teatr, ponieważ jest szlachetniejszą sztuką.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
28 stycznia 2010

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia