Każdego i tak czeka los łabędzia

"Carmina Burana" - reż. Emil Wesołowski - Opera Krakowska w Krakowie

Z pewnością każdy choć raz usłyszał chóralny hymn „O Fortuno", opisujący kapryśność bogini losu. Popularność tego poematu widoczna jest w popkulturze, gdzie jest wdzięcznie wykorzystywany, m.in. w kinematografii, muzyce czy reklamie. Jednak, jestem pewna, że większość odbiorców nie powiązałaby hymnu na cześć Fortuny z oratorium „Carmina Burana", którego ten poemat jest integralną częścią. Aczkolwiek, myślę, że Carl Orff, twórca tej trzyczęściowej kantaty, nie obraziłby się na takie pominięcie.

Co więcej, byłby szczęśliwy z faktu, że jego twórczość cieszy się aż takim zainteresowaniem. Orffowi zależało na tym, żeby jego muzyka dotarła do szerokiej publiczności. Z tego powodu, w swojej twórczości dążył do prostoty, uproszczeń i schematyczności, poruszając tematy bliskie każdemu człowiekowi. Ogromny sukces odniósł dzięki dziele „Carmina Burana".

Jest to utwór oparty na średniowiecznych pieśniach wagantów, które zostały odnalezione w bawarskim klasztorze. Pieśni te opiewają różnorodne aspekty życia ludzkiego, m.in. potrzebę miłości, dobrej zabawy oraz konieczność posłuszeństwa Bogu. Orff zainspirował się nimi, tworząc autorskie dzieło, którego motywem przewodnim stało się koło Fortuny, będące w nieustannym ruchu i zsyłające na człowieka raz szczęście, raz cierpienie.

Ta zmienność losu ludzkiego widoczna jest w spektaklu „Carmina Burana", wystawianym na deskach Opery Krakowskiej. Jak u Orffa, podstawą wszelkich działań bohaterów jest koło Fortuny, wokół którego soliści baletu tańczą i poddają się jego woli.

Szczególnie emocjonująca jest pierwsza scena, kiedy to znika kurtyna, a widz symultanicznie zostaje odurzony dźwiękiem, głosem i obrazem. Ubrany w czerń chór zaczyna śpiewać hymn na cześć bogini Fortuny. Momentami robi to bardzo dramatycznie. Dzięki temu idealnie odwzorowuje bezradność i niepewność człowieka, który pomimo swoich starań, wciąż tkwi w miejscu i czeka na lepsze czasy, stając się w ten sposób „ofiarą Fortuny". Równocześnie bogini Fortuna ubrana w złoty kostium (w tej roli Magdalena Sztencel) wykonuje akrobacje nad sceną, przyciągając do siebie tancerzy baletu, którzy wyciągają ręce wtedy, gdy los może oferować im szczęście, a uciekają, gdy mają doświadczyć rozpaczy.

Chociaż bogini losu znika ze sceny i pojawia się dopiero na zakończenie przedstawienia, to jej obecność jest wyczuwalna przez cały czas trwania spektaklu. To od niej zależy przeznaczenie bohaterów, nawet jeżeli są tego nieświadomi.

Dramatyzm prologu nie jest kontynuowany w następnych częściach sztuki Orffa. Widz może odetchnąć. W części pierwszej („O wiośnie") poczuje emocje związane z pięknem budzącej się do życia natury, w części drugiej („W gospodzie") będzie świadkiem niekontrolowanej zabawy, zaś w części trzeciej („O miłości") usłyszy piękny dialog o niepewności miłości, w którym uczestniczyli: soliści (Katarzyna Oleś-Blacha sopran koloraturowy, Mariusz Godlewski baryton), Chór oraz Chór Dziecięcy. Jednak, ten miłosny nastrój zostanie zburzony nagłym powrotem bogini Fortuny, groźnie przypominającej, że to ona, a nie bogini Wenus, zarządza ludzkim losem.

Zespół Opery Krakowskiej właściwie oddał klimat sztuki Orffa. Dzięki lekkości ruchów tancerzy baletu odczuwa się delikatność natury, która po zimie budzi się do życia. Wraz z nastaniem wiosny budzą również uśpione uczucia i pragnienia. Nastrój ten został idealnie oddany przez solistki baletu (Mizuki Kurosawa, Malika Tokkozhina, Julia Galambos), które uosabiają dziewczęta, chcące odnaleźć prawdziwą miłość. Biel ich kostiumów symbolizuje nie tylko czystość i niewinność, ale także niepewność początkowego stadium zakochania, kiedy to więcej się błądzi niż faktycznie wie.

Wielce plastyczną jest scena, podczas której tancerki baletu w żółcieni świateł tańczą z wiankami kwiatów i czekają na swoich wybranków. Światło dopełnia ich finezyjne ruchy i potęguje uczucie harmonii. W całym przedstawieniu światło odgrywa znaczącą rolę, współgrając z emocjami bohaterów, m.in. jest delikatnie białe, kiedy mamy do czynienia z wrażliwością i czystością najwyższej próby czy karminowe w części trzeciej, kiedy widz jest świadkiem różnych faz gry miłosnej.

Jedna z najlepszych scen została odegrana przez Leonardo Cusinato. Wciela się on w postać łabędzia, obracanego na rożnie. Na blacie stołu w gospodzie, w atmosferze pijaństwa i zabawy, Cusinato swoim ciałem przedstawia dramat umierającego ptaka. Towarzyszy mu Adam Sobierajski (tenor), który emocjonująco opisuje jego historię.

Kiedy łabędź był na wolności, budził powszechny zachwyt. Jego doskonałość musiała przyciągać wzrok otoczenia i z pewnością myślał, że tak już będzie zawsze. Jednak, los przydzielił mu niewdzięczną dolę i „na czarny kolor przemalował!". Leonardo Cusinato perfekcyjnie zobrazował nie tylko piękno łabędzia (jego wysublimowaną szyję, majestatyczne ruchy skrzydeł), ale także jego cierpienie, wynikające z niespodziewanej śmierci i ciasno związanych skrzydeł, które już nigdy nikogo nie oczarują.

Historia łabędzia uczy jednej prostej prawdy. Należy docenić piękno wokół, dopóki ma miejsce. Cieszyć się ze sprzyjających okoliczności, dopóki nie przybędzie bogini Fortuna i nie zmieni biegu życia na tor gorszy – pełny smutku i rozpaczy. Należy więc oddychać pełną piersią, zanim koło losu nie zakręci się znowu, i nie przemieni nas ponownie w bezradną „ofiarę Fortuny".

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
17 lipca 2018
Portrety
Emil Wesołowski

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia