Każdy chce mieć swoje pięć minut

"Idź w noc, Margot" - 4. Katowicki Karnawał Komedii

Świadomy kicz, dyskotekowe światła i bohaterowie wyjęci z nieco innej bajki. Dla jednych rewelacyjne show, dla innych zgromadzenie osobliwości występujących w telewizji po 22.00. Kontrowersja objawiona, czyli spektakl "Idź w noc Margot"

„Idź w noc Margot” to spektakl stworzony przez artystów z Teatru Provisorium i Kompanii „Teatr” z Lublina, działających wspólnie już od kilku lat. Wszelkie informacje dotyczące spektaklu opatrzone są informacją przestrzegającą, że sztuka ta przeznaczona jest dla widzów powyżej 21 roku życia. W rzeczywistości, w spektaklu nie ma aż tak obscenicznych scen, by wprowadzać drastyczne obostrzenia wiekowe. Sztuka ta, będąca adaptacją powieści napisanej przez Michała Witkowskiego, epatuje wulgarnością i prostym humorem, wykładanym jak kawa na ławę, typowym dla odbiorców masowych przekazów telewizyjnych. Prosto i nieskomplikowanie. Nudno.

Spektakl jest pewnym tyglem, który skupia w sobie różnorodne osobowości nadające się do teatralnego gabinetu osobliwości. Każda z nich z pewnością zasłużyła na długi seans terapeutyczny na kozetce u psychologa. Bohaterowie są zagubieni w świecie. Po drodze do wyimaginowanej sławy zatracają gdzieś swoją tożsamość. Mają marzenia, lecz brak im sił do ich realizacji. Herosami i autorytetami w zdegradowanym świecie pozbawionym świętości są jednodniowi bohaterowie szklanego ekranu. Okazuje się, że obiektem westchnień mężczyzn i nastoletnich chłopców zamieszkujących małe miejscowości może być pani reklamująca słodycze, której plakat zdobi wiatę na tętniącym życiem przystanku autobusowym. Jej fotografia zostaje przez lokalną społeczność wyniesiona do rangi fetyszu. Mężczyźni śnią o jej spotkaniu, a kiedy w końcu jednemu z nich się to udaje, dąży do profanacji swojego sacrum, do poniżenia kobiety, która „pachniała kliniką operacji plastycznych”. Działania, jakie podejmują bohaterowie są wymuszane przez realizatorów programu, w którym biorą udział. Reżyser telewizyjnego widowiska wielokrotnie podkreśla, że byli nikim, a dzięki jemu i jego ekipie stali się kimś. Kimś zupełnie innym. Doskonale ukazano deprymującą ludzi siłę mediów oraz mechanizmy sterowania wpływem społecznym. Spektakl na poły jest dobrym studium psychologicznym zmiany postaw i zachowań ludzkich, lecz sposób, w jaki wypowiadają się występujące postaci zdecydowania odbiega od przyjętych norm i kanonów. W zasadzie spektakl, który świadomie łamie stereotypy i wymyka się zaszufladkowaniu można uznać za wizjonerski. Niestety, rubaszność, dosłowność oraz bachiczność nie zawsze idzie w parze z dobrym smakiem, co sprawia, że wartość estetyczno-artystyczna sztuki spada.

Przewodnikami po groteskowym świecie są draq queens (Przemysław Buksiński i Jarosław Tomica), zachęcające uczestników castingu do epatowania brutalnością i seksualnością, gdyż właśnie to podnosi oglądalność. I w ślad rad dyktowanych przez koryfeuszy Margot, która nie znosi dotyku obcych ludzi wyjawia, iż radość sprawiało jej nocne obcowanie z kierowcami tirów z Ukrainy i Turcji, a także Holendrem skłonnym do osobliwych rozrywek. Tytułowe zawołanie „idź w noc, Margot!” oznacza odejście w mrok nocy, będący domeną szatana i metamorfozę w kobietę-wampa. Wymalowany ksiądz płynący na fali wieści o pedofilskich skłonnościach cieszy się, że na wieczornej modlitwie było tak wielu młodych chłopców. Nawet wywiad przeprowadzony przez reżysera telewizyjnego show (Michał Zgiet) ze wspomnianym księdzem jest pastiszem, gdyż redaktor pyta kapłana, jak to jest z tym napisem na chorągwi „Jezu ufam Tobie”? Zastanawia się czy jest tam przecinek, czy też nie? Na co ksiądz odpowiada, że święta Faustyna skończyła tylko trzy klasy, więc mogła robić błędy. 

Dowiadujemy się także, że Jezus pochowany jest razem z Matką Boską w zbiorowej mogile, znajdującej się w Licheniu. Natomiast radioaktywny anioł, który chciał dokonać cudu i ofiarować poruszającej się na wózku Asi dar zdrowia okazuje się być zwykłym „zboczkiem”.

Spektakl bazuje na wykorzystaniu tekstów kultury związanych z uroczystościami kościelnymi. Parodiuje je i umieszcza w groteskowym kontekście. Bachiczna procesja składająca się z barwnych postaci, marzących o zaistnieniu w świecie mediów, śpiewająca papieską „Barkę” nie jest najfortunniejszym rozwiązaniem scenicznym. Rodzaj prezentowanego humoru zdecydowania skierowany jest do określonej grupy odbiorców. Pozostałych może drażnić, a nawet irytować. Narracja jest balansowaniem na granicy dobrego smaku. Celowa wulgarność ma przyciągnąć uwagę widza i zainteresować go wykreowanym przez aktorów światem.

Reżyser Witold Mazurkiewicz odsłania krok po kroku tajniki konstruowania telewizyjnego programu w stylu reality show. Widzowie zgromadzeni w sali widowiskowej Teatru Śląskiego stają się obserwatorami castingu.

Miłym zaskoczeniem dla widza przywykłego do klasycznych form scenicznej gry prezentującej świat przedstawiony jest wykorzystanie multimediów. Kamery transmitujące obraz w czasie rzeczywistym na dużym telebimie, umieszczony w drugim planie, stanowiącym tylnią ścianę sceny są doskonałym pomysłem scenograficznym. Projekcje urozmaicają spektakl oraz wnoszą do niego dodatkowe jakości artystyczne. Pojawiające się na scenie postaci nie prezentują swych wdzięków bezpośrednio przed widzem, a wdzięczą się do kamery, która rejestruje ich ruchy i wyświetla projekcje na białym ekranie. Jest to ciekawy zabieg, będący ukłonem w stronę medialnego społeczeństwa, a jednocześnie groteskowym ujęciem współczesnego świata, komentarzem do zachowań ludzkich i ich parodią.

Udanym akcentem scenograficznym jest także moment podniesienia na linach, przypiętych do sufitu inwalidzkiego wózka, na którym zasiada Waldi Bacardi Mandarynka. Bohater huśta się na wózku, fruwając w przestworzach ograniczonych przestrzenią sceny, śpiewając piosenkę.

Aktorzy zostali całkowicie wchłonięci przez świat przedstawionej fikcji, doskonale zaadaptowali się do panujących na scenie warunków. Z właściwą sobie gracją poruszają się po zdesakralizowanych przestrzeniach medialnych kuluarów. Drug queens zrobili prawdziwe show, śpiewając i pląsając w takt dyktowany przez muzykę. Jednakże całość można określić mianem niewyrafinowanej rozrywki dla mas. Prezentowany jest rubaszny humor, który zdobywa poklask wśród masowego odbiorcy o nieskomplikowanej mentalności. Spektakl cechują dłużyzny i irytujące zwroty akcji, przerywające jedną narrację, estetyką telewizyjnego show napędzanego siłą wskaźnika poziomu oglądalności.

Sztuka „Idź w noc Margot” świadomie operuje kiczem i pastiszem. Lawirując na granicy dobrego smaku, celowo sięga po ekstremalne sytuacje. Jest prześmiewcza i dosadna. Wywołuje rezonans, gdyż każdy widz identyfikuje ją z jakąś wartością. I to jest w pewnym sensie sukces, bo sztuka nie jest nijaka, lecz „jakaś”. Na trwale wpisuje się do pamięci publiczności. Wszechogarniająca wulgarność, wbrew zapowiedziom, nie bulwersuje, a nuży. Spektakl zaliczany do gatunku komedii, tak naprawdę ukazuje tragedię ludzkiego losu. Zastanawiając się nad życiem bohaterów możemy im po prostu współczuć, gdyż w spektaklu ukazano negatywną diagnozę społeczną.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
29 stycznia 2011

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...