Kiedy gaśnie pręcik i nadlatują motyle

Pręcik" - reż. Zbigniew Lisowski - Teatr Baj Pomorski

Podczas gdy w Polsce temat choroby, śmierci w sztuce dla dzieci ciągle jeszcze stanowi tabu, w Austrii, Szwajcarii, Holandii, a zwłaszcza Danii już od dawna mówi się na ten temat. Bo przecież, czy tego chcemy czy nie, dziecko ze śmiercią się styka, choćby kiedy w domu umiera jakieś zwierzątko, czy też gdy odchodzi ktoś z rodziny. Ale choć widzi ono śmierć, odbiera ją głównie poprzez emocje. A trzeba pomóc mu ją zrozumieć.

Znakomitą płaszczyzną do takiego dialogu jest właśnie teatr. Oddziałując w dużej mierze poprzez wizualizację, jest on w stanie pokazać to, czego nie da się ująć w słowa. W 1990 roku, założony przez Sylwię Deiner i Tinę Krig - Fondus Theater w Hamburgu, wystawił sztukę "Silniejszy od słońca". Po tym spektaklu zorganizowano cykl spotkań z rodzicami, psychologami i dziećmi. Reakcje młodych widzów po spektaklach i dyskusje upewniły, że jest to dobry kierunek działania.

Dramat Maliny Prześlugi "Pręcik" opowiada historię odchodzenia Dziewczynki w sposób bardzo bliski wyobraźni i percepcji dziecka, a inscenizacja Zbigniewa Lisowskiego w wysoce artystyczny sposób dopełnia to, czego do końca nie da się określić słowem. Ponieważ śmierć jest pojęciem abstrakcyjnym, rozmawia się o niej łatwiej przy wsparciu symboli wizualnych.

Kiedy zamykają się drzwi do foyer, wokół zaczynają płynąć chmury. Znak przemijania. Na suficie są jasne, przesuwając się w stronę kurtyny ciemnieją. Jakby zapowiadając żałobę. Ale już po chwili odsłania się przed nami scena z bajecznie kolorowym pokojem dziecinnym. W łóżku pod barwną kołderką śpi Dziewczynka (niema rola Dominiki Miękus). Nagle znika. Kiedy dzwoni budzik a Dziewczynka nie wstaje, zabawnie przekomarzające się wcześniej przedmioty zaczynają się niepokoić. Okazuje się, że ich właścicielka została zabrana do szpitala. Kapcie, Poduszka i Miś postanawiają ją tam odwiedzić. Wskakują do torby, w której zostają przeniesione do szpitala.

Tu tęczowe barwy zastępuje biel. W starożytnym Egipcie symbol śmierci, u chrześcijan kolor kojarzony z czystością, światłem, dobrem. Nie pomaga miłość i przywiązanie przedmiotów, Dziewczynka musi odejść. Tę decyzję bardzo kategorycznie, chłodno podejmuje Smutne Łóżko. Jedyna postać w spektaklu niekierująca się emocjami; ciekawie zagrana przez Mirosława Szczepańskiego.

Bohaterka ginie po drugiej stronie łóżka wraz z Misiem, jedyną oprócz niej istotą, posiadającą duszę - żarzący się w piersi pręcik, który teraz gaśnie. To, że odchodzi do nieba sugerują pojawiające się wokół dmuchawce, wcześniej motyle. Ale to odejście optymistyczne. Jedna z postaci, Kapciowa opowiada np. o tym, że kiedy skarpetka poszła do nieba, została tam stewardessą. Po odejściu Dziewczynki ze sceny znikają również zaprzyjaźnione z nią przedmioty. Jakby świat materialny przestał dla niej istnieć. Tam, dokąd zmierza, nie będą jej już potrzebne.

Humor, którego w inscenizacji przydano dramatowi wiele, bardzo pomaga dzieciom w percypowaniu tego trudnego tematu.

Inscenizacja każe postrzegać śmierć, jako część ludzkiego życia, jest filozoficzną opowieścią o nieodwracalności praw natury. Pozwala zrozumieć, że ludzka energia i wola mogą wiele zdziałać, ale są jeszcze prawa natury, albo wola boga, wobec której jesteśmy bezsilni, bo nasze życie podlega wyższym wyrokom. Związek człowieka z naturą pokazany jest w tej inscenizacji również poprzez odwoływanie się do motywów przyrody, jak śpiew ptaków, czy wspomniane już chmury, motyle, dmuchawce.

Pomimo trudnego tematu, przedstawienie Lisowskiego nie jest ponure. Ubarwia je humor, interesująca oprawa plastyczna, no i wspaniała muzyka Rafała Skoniecznego i Mateusza Jagielskiego grana na żywo, nie tylko doskonale oddająca emocje bohaterów, ale i komentująca zdarzenia, a niekiedy nawet polemizująca z nimi poprzez wywoływanie alternatywnych nastrojów.

Jednym z najważniejszych elementów tego przedstawienia jest znakomita, bardzo pomysłowa animacja przedmiotów codziennego użytku. To zasługa zarówno scenografii, jak i aktorstwa. Postaci budują tak artyści, jak i niezwykle pomysłowe rekwizyty. Np. Kapcie w różnych scenach różnych są rozmiarów, z różnych stron są ogrywane, wymagają więc bardzo urozmaiconej animacji. Podobnie Budzik. Raz jest mniejszy, raz większy, w zależności od miejsca, w którym Jacek Pysiak gra. Na proscenium np. jest tylko wielką tarczą.

Aktorsko najciekawszą sceną jest kluczowa w interpretacji całego spektaklu kwestia wypowiadana przez Poduszkę, dotycząca sytuacji w zaświatach. Edyta Łukaszewicz-Lisowska oczarowuje tu liryzmem, emanując ciepłem, odpędza wszelki niepokój i strach, jaki mógłby kojarzyć się ze śmiercią.

Wzruszająco też w postać misia, Łysego Joe wciela się Krzysztof Parda. W humorystycznych scenach najlepiej prezentuje się Edyta Sobczyńska, jako Kapciowa, zwłaszcza podczas sprzeczek z Kapciem, którego też zabawnie gra Krzysztof Grzęda.

Wielkie brawa należą się Zbigniewowi Lisowskiego za ciekawą inscenizację, sprawną reżyserię, a przede wszystkim za odwagę sięgnięcia po trudny, nowy w polskim teatrze dziecięcym temat.

To piękne i mądre przedstawienie, na które naprawdę warto z dziećmi pójść.

Anita Nowak
Teatr dla Was
3 stycznia 2013

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia