Kiedy Miłość ponad Nienawiścią jest

"Romeo i Julia" - chor. Paul Chalmer - Opera Nova w Bydgoszczy

Brawurowo wystawiony balet „Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa , w choreografii Paula Chalmera i pod muzycznym kierownictwem Macieja Figasa w wykonaniu tancerzy i orkiestry Opery Nova otworzył jubileuszowy, XXV Bydgoski Festiwal Operowy. Kto wie, czy bydgoska inscenizacja nie stanie się ważnym artystycznie ogniwem w historycznym ciągu najciekawszych inscenizacji tego baletu.

Pięćdziesiąt dwie części muzyczne, przy zachowaniu swej samodzielności, układały się pod batutą Macieja Figasa oraz w choreografii Paula Chalmera w filmowe obrazy. Kolejne miejsca akcji to: plac w mieście, komnata Julii, sala balowa w pałacu rodziny Capuletich, przypałacowy ogród, cela ojca Laurentego i grobowiec Capuletich. A przestrzenie te wypełniały – Miłość, Nienawiść, Beztroska, Pompatyczność, Walka i Śmierć.

Nie bez powodu dziełu Sergiusza Prokofiewa przypisuje się synestezję, którą realizatorzy wychwycili idealnie. Spektakl bowiem pozwala na kojarzenie wrażeń odbieranych przez wzrok i słuch. Zarówno muzyka, jak i scenografia, „współgrały" z tańcem postaci, a przede wszystkim z przeżywanymi przez nie emocjami. Trudno pozostać przy określeniu „scenografia" wobec tego, co zaprojektowała Diana Marszałek. Jest to architektura komponująca przestrzeń szesnastowiecznej Anglii, z dbałością o każdy najmniejszy detal, jak w przypadku liści tworzących korony drzew w przypałacowym parku Capuletich. Kostiumy Agaty Uchman, wierne epoce, oszałamiają swą urodą plastyczną, odzwierciedlają jej wrażliwość na kolor i różnicują pozycję społeczną występujących postaci. Co więcej, oddzielają kolorystycznie rodzinę Montekich od Kapuletich. Fascynująca to jednorodność plastyczna i stylistyczna ( zwłaszcza w scenach zbiorowych ), konstruująca świat, w którym żyje Julia i Romeo. A do niego dołącza się w sposób istotny gra świateł reżyserowana przez Macieja Igielskiego, szczególnie oddająca światło księżyca pomiędzy drzewami w ogrodzie.

Paul Chalmer, wspólnie z Baletem Opery po zauroczeniu widzów swą choreograficzną wersją „Dziadka do orzechów", wystawianą niedawno w Bydgoszczy i tym razem osiągnął wyżyny artyzmu. Tancerki i tancerze przenieśli publiczność do świata wypełnionego skrajnymi emocjami. Obok doskonałej techniki wykonawczej, okazali się równie wspaniali w grze aktorskiej. Paul Chalmer w sposób idealny wykorzystał metodę twórczą Sergiusza Prokofiewa, narzucającemu komponowanej przez siebie muzyce baletowej porządek charakterystyczny dla ruchu ciała pełnego ekspresji. Walor cielesnej plastyczności muzyki odzwierciedlał się w każdej tańczonej baletowej frazie.

Para głównych wykonawców podczas I premiery – Natalia Ścibak jako Julia oraz Paweł Nowicki w roli Romea zasygnalizowała niezwykłe wyczucie harmonii. Jako para zakochanych stali się zjawiskową wprost egzemplifikacją postaci Julii i Romea. Ich eteryczność, subtelność okazywanych wobec siebie uczuć, poddanie się miłości, konkurowało z bardzo silnymi i skrajnymi przeżyciami. W scenie balkonowej, w tańcu miłosnym i w pożegnaniu Romea z Julią, Natalia Ścibak i Paweł Nowicki wyrażali w sposób bardzo delikatny swoje emocje. Ich gesty, spojrzenia, technika kreowały niezwykły klimat. Wielkie brawa!
Krzysztof Górski bardzo ciekawie wykreował postać Merkucja. Kipiał humorem, zarażał beztroską, tańczył z niezwykłą lekkością, chwilami wręcz płynął nad sceną. Po pojedynku z Tybaltem, jego zmaganie się ze śmiercią, to taniec, w którym uśmiechem na twarzy maskuje śmiertelny cios zadany przez przeciwnika. Także i sam Tybalt, wykreowany przez Tomasza Wojciechowskiego to wyrazista, określona jednoznacznie postać. I ta oszałamiająca precyzja wykonawcza! Na kontraście pomiędzy Merkucjem a Tybaltem Paul Chalmer zbudował dwie ciekawe charakterologicznie postaci.

I w tym zabiegu, jak i w pozostałych układach choreograficznych widoczny staje się duch Szekspira. Czyli tak typowa dla tego dzieła literackiego jak i jego wersji muzycznej oraz baletowej - „niezgodność w harmonii" – połączenie tragedii z komedią czy romantyzmu z antyromantyzmem. Ale żeby to zobaczyć i przeżyć, trzeba podziwiać kunszt artystyczny wszystkich tancerek oraz tancerzy podczas scenicznych akcji. Chociażby w odsłonach zbiorowych, podczas których ich gesty przekładają się na emocje. Niezwykle dokładne i harmonijne jest konstruowanie scen zbiorowych. Tancerki i tancerze pojawiają się na scenie i nikną z niej w idealnie obliczonych przedziałach czasowych.

Orkiestra pod batutą Macieja Figasa wydobywa w sposób idealny emocjonalność muzyki. Razem z motywami miłosnymi pojawia się płynność i łagodność brzmienia wraz ze zmienną dynamiką. Scenom wypełnionym nienawiścią towarzyszą krótkie i głośne, oderwane od siebie dźwięki. Pompatyczność wyrażają wolne i regularne tony instrumentów blaszanych, a śmierć kochanków – obsesyjnie pogmatwane tonacje oraz brzmienie skrzypiec na bardzo wysokich rejestrach.

Warto też zwrócić uwagę na liczne sceny pojedynków z użyciem szpad i sztyletów. Dawno na bydgoskiej scenie nie było tak mistrzowskiego i efektownego wykonania scen z walką w roli głównej. Ale skoro tak znany fechmistrz jak Sylwester Zawadzki przyjął zaproszenie do przysposobienia tancerzy do walki wręcz, to efekt jest znakomity. Sztuka pojedynkowania połączona z ciekawą choreografią pozostawia w pamięci widzów niezapomniane wrażenia.

Dominanta kompozycyjna, jaką jest obecność pierwiastka śmierci w bydgoskiej realizacji, wyróżnia ją na mapie inscenizacji tego baletu Sergiusza Prokofiewa. Serce na plakacie do spektaklu, utworzone przez trupie czaszki to nie tylko odbicie wspomnianej szekspirowskiej „discordia concors", ale zestawienie dwóch najważniejszych pól znaczeniowych w tej opowieści baletowej, czyli Miłości i Śmierci. Motyw ten zapowiada swą obecność podczas rozdawania masek na bal u Kapuletich, kojarzących się z odrealnionymi, demonicznymi postaciami i przypominają trofea myśliwskie zabitych zwierząt. A wzmacnia się z każdym taktem w „Tańcu rycerskim". Niepokojąco i złowieszczo rozbrzmiewa podczas balu, gdy Romeo poznaje Julię. Te pozbawione harmonii interwały i akordy podnoszą napięcie spektaklu. Opadająca i wznosząca się linia melodyczna ma charakter synkopowy, a jej mroczność podkreśla tuba, puzon, niskie basy. Motyw ten jak demon wydobywa się z warstwy muzycznej, by zdobyć i pochłonąć w końcu parę kochanków. Z kolei plastyczny motyw krwawego serca jest także widoczny na sukni Pani Kapuleti, kiedy to rozpacza nad ciałem Tybalta. Olga Karpowicz poraża swą rozpaczą, a taniec ze szpadą odzwierciedla jej nienawiść do zabójcy i narzędzia zbrodni oraz chęć zemsty. Brawo!

Najbardziej widowiskowym elementem spektaklu jest uruchomienie maszynerii, wydobywającej spod poziomu sceny grobowiec Kapuletich. Płonące lampy-świece, panujący półmrok i mrok potęgują wrażenie martwoty podziemnego świata, do którego już przynależą kochankowie. Scena ta skłania do wielu refleksji nad moralną kondycją ludzi. Postawy rodziców wobec własnych dzieci, niszczycielskiej siły kłótni, wszechobecnej nienawiści i braku chęci do wzajemnego porozumienia się.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
24 kwietnia 2018
Portrety
Paul Chalmer

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia