Kiszkoskręt

"W małym dworku" - reż. Anna Augustynowicz - Och-Teatr w Warszawie

Witkacy był szaleńcem. Szalone jest i W małym dworku. Witkacy był nieobliczalny. Przez sztukę znamiona nieobliczalności przewijają się mimochodem. Witkacemu obca była jakakolwiek konwencja. Niestety, spektakl tonie w sztywnych ramach formy. Tematyka egzystencjalna miesza się z mrocznymi spazmami. I powstaje teatralna zupa. Z trupa!

Anastazji Nibek się zmarło. „Na raka we wątrobie” - o czym jej Widmo (Maria Seweryn) ciągle przypomina. Poza tym jej Duch z wielką gracją przechadza się po scenie, zaciąga papierosowym dymem, strofuje nieposłusznego męża (Maciej Wierzbicki). Ma do takiego panoszenia prawo – Anastazja zarządzając domem była nie tylko troskliwą matką, uległą kochanką, ale przede wszystkim strażniczką porządku. Porządku, który panuje również podczas opłakiwania jej czcigodnej osoby – kłótnie są tylko dostojne, wymiany kontrowersyjnych poglądów nie rażą ostentacją, a bojaźliwy Kozdroń (Aleksander Janiczek) kuli się i dygocze tak, aby nikomu nie wadzić. Dyscypliny wśród żałobników nie burzy nawet zjawienie się kochanko-kuzyna Anastazji – Jęzorego Pasiukowskiego (Mariusz Drężek). Parę mocniejszych słów, próba niewinnych rękoczynów, delikatne wzburzenie zazdrosnego męża. Harmonia musi być! Bo mały dworek ogarnął pesymistyczny ład. Skażony niedomówieniami, intrygami, obłudą. Sztuka działa bowiem jak dobry rentgen ludzkiej mentalności. Ukazuje widok przerażający, a zarazem śmieszny. Tutaj nie ma miejsca na fałszywe kroki. Każda sprawa jest wyrachowana, pokątnie ukartowana, załatwiona po znajomości. I jak to w spektaklach obnażających prawdę o człowieku bywa. Wszystko: kończy się źle!

Za demona przedstawienia niewątpliwie można uznać Kucharkę (Barbara Kurzaj), która choć jest postacią trzecioplanową, nadaje sztuce grobowej wyrazistości. Trzęsąca się, niska, zgarbiona – przeraża samym wezwaniem do kolacji. Pojawia się niespodziewanie, po chwili – znika jak kamfora. Niepozorna, cichociemna i cmentarnie ponura. Strach się bać!

Drugim czarnym charakterem jest Aneta Wasiewiczówna (fenomenalna Izabela Kuna). Egzaltowana ciotka, która swoją miłością do nauki zarażać miała Zosię (Anna Smołowik) i Amelkę (Anna Moskal). Nie wzbudza jednak ich zaufania, zostaje zepchnięta na drugi plan, w związku z czym przez większą część sztuki straszy swoim mrocznym obliczem zza szyb ustawionych na środku sceny boksów (przywołujących na myśl obraz trumien). Aneta, choć rzadko dochodzi do głosu, w pewnym momencie staje się przodowniczką odgrywanego przed widzami dance macabre. Przeraża lapidarnymi refleksjami i chłodną wytwornością. Trzyma domowników krótko, z wyczuciem. Dominując, przeradza się w następczynię zmarłej Anastazji. Ciarki same przechodzą po plecach…

Najważniejszymi aspektami sztuki są akustyka i ruch sceniczny. Fenomenalne echo, „uaktywniające się” z każdym postawieniem szklanki na stole, mocniejszym krokiem, wzbudza w widzach niepokój i idealnie komponuje się karykaturalną krzątaniną bohaterów po scenie. Gesty żałobników (wielokrotnie wymownie spowalniane) podkreślają panujący w dworku chłodny dystans – każdy jest samotną wyspą w tym królestwie krokodylich łez. Brutalne, przykre, życiowe… Tak jak cały spektakl, która trochę cmentarnym tonem, trochę psychodelią, momentami jaskrawą groteską, idealnie wpisuje się w charakter człowieka-zagadki. Stanisława Ignacego Witkiewicza. Nieokrzesanego Witkacego…

Marta Małkińska
Teatrakcje
29 grudnia 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia