KKK powoli staje się tradycją

rozmowa z Tadeuszem Bradeckim

Rozmowa z Tadeuszem Bradeckim - dyrektorem artystycznym Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, będącego współorganizatorem Katowickiego Karnawału Komedii.

Tomasz Klauza: Jak zareagował Pan na propozycję współorganizowania Katowickiego Karnawału Komedii? 

Tadeusz Bradecki: Miałem mieszane uczucia. Po pierwsze - dlaczego akurat komedie? To przecież czasem są farsy… Po drugie – przez pięć wieczorów nie możemy grać naszych przedstawień, a więc aktorzy nie zarabiają norm. Praktyka jednak pokazała, że moje obawy były zupełnie bezpodstawne – Katowicki Karnawał Komedii był ogromnym sukcesem, bilety świetnie się sprzedawały, a widzowie byli bardzo zadowoleni. Podczas dwóch poprzednich edycji prezentowane były – obok nowości – przedstawienia, które w repertuarach teatrów obecne były od dawna, a nie zdążyły jeszcze zawitać do Katowic. W tym roku nastąpiła zmiana – produkcje, które pokażemy, w większości miały swoje premiery w ubiegłym roku. Bilety rozeszły się błyskawicznie i wydaje mi się, że Katowicki Karnawał Komedii powoli staje się tradycją.

T. K. : Należy zaznaczyć, że – obok nowych przedstawień z całej Polski – prezentowane są także najnowsze premiery Teatru Śląskiego, będące przeciwwagą dla spektakli czysto farsowych. Rok temu była to dosyć gorzka refleksja na temat polskości, czyli „Trzy po trzy”, teraz – opowieść o poszukiwaniu miłości, napisana przez Woody’ego Allena…

T. B. : Zgłaszając „Trzy po trzy”, do końca nie wiedzieliśmy, jakiego rodzaju spektakl Rudolf Zioło przygotował. I faktycznie, mimo momentów komicznych, był on bardzo gorzki. W tym roku pokazujemy naszą najnowszą produkcję – „Zagraj to jeszcze raz, Sam” Woody’ego Allena, która cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem widzów – bilety na ten spektakl wykupione są do końca lutego. Skoro jest zapotrzebowanie w tym okresie roku na komediowy repertuar, to bardzo miło nam go widzom dostarczyć. W marcu z kolei weźmiemy udział w „Interpretacjach” – ogólnopolskim, bardzo ważnym festiwalu młodej polskiej reżyserii. Myślę, że korzystają na tym nie tylko Katowice czy Teatr, ale również cały region.

T. K. : Podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu mówił Pan, że z pewnością zobaczy „Samych” z Legnicy. Czy również w tym roku w programie jest spektakl, na który chce się Pan wybrać?

T. B. : Jestem bardzo ciekaw „39 stopni” z Teatru Powszechnego z Łodzi. Znajomy, który był na premierze, bardzo zachwalał to przedstawienie. Tak więc z przyjemnością obejrzę ten spektakl, by zweryfikować jego opinię.

T. K. : Jako reżyser wystawiał Pan m.in. komedie Szekspira, Fredry, Nowaczyńskiego i „Przyjęcie dla głupca” Vebera. Czy jako widz lubi Pan ten gatunek czy może jest Pan raczej nastrojony bardziej molowo?

T. B. : Uwielbiam się śmiać, ale to nie znaczy, że komediowość ma być wyznacznikiem moich wyborów teatralnych. Najpiękniej jest wtedy, gdy jako widz mogę zarówno śmiać się, jak i płakać, gdy sztuka dotyka obu tych sfer w człowieku. Podobnie jest z reżyserowaniem – lubię, gdy świat, do którego zapraszam widzów, jest zarówno śmieszny, jak i smutny. Osobna kwestia dotyczy tego, że nie każdy tekst stawia sobie tego typu ambicje.

T. K. : W maju kolejny Szekspir w Pańskiej reżyserii – „Wiele hałasu o nic” w przekładzie Stanisława Barańczaka i ze scenografią autorstwa pani Urszuli Kenar. Czy – mimo, iż premiera dopiero za kilka miesięcy – mógłby Pan już dzisiaj zdradzić jakieś szczegóły, dotyczące tej inscenizacji?

T. B. : Wiele hałasu o nic” było pomyślane jako kontynuacja sukcesu „Poskromienia złośnicy”. Istotą tego tekstu jest pojedynek Benedicka i Beatrice. Wydawało mi się, że powtórzenie tej samej pary aktorskiej w innym tytule i klimacie zachęci do obejrzenia spektaklu przynajmniej tych widzów, którym spodobały się miłosne zapasy Petrucchia i Kasi. Niestety, w międzyczasie pani Monika Radziwon – z powodu poważnych planów życiowych – zdecydowała się odejść z etatu. Będzie wprawdzie występowała w „Poskromieniu…”, ale sam projekt już upadł. Zamiast „Wiele hałasu o nic” zaproponuję więc widzom inną „komedię problemową” Szekspira, czyli „Wszystko dobre, co się dobrze kończy”. W przeciwieństwie do „Wiele hałasu o nic” nie jest to beztroska komedyjka, lecz bardzo złożony tekst. Nie zmienia to faktu, że element komiczny jest tam obecny i nie zamierzamy z niego rezygnować. Data premiery się nie zmienia – koniec maja. Co do scenografii – Urszula Kenar, moja serdeczna przyjaciółka i współpracowniczka od trzydziestu lat, z powodów zdrowotnych, będzie niedysponowana przez najbliższe miesiące. Autorem scenografii będzie więc Sławomir Smolorz, który robił m.in. kostiumy do „Stuff Happens”.

T. K. : Podczas tegorocznej konferencji prasowej w Korezie wspominał Pan o rozmowach na temat stworzenia trzeciej, międzynarodowej odnogi festiwalu…

T. B. : Jeżeli Katowice pretendują do miana Europejskiej Stolicy Kultury, to oznacza, że działalność instytucji kulturalnych musi ulec wzmożeniu. Jeszcze we wrześniu rozmawiałem z panem rektorem Sławkiem na temat rozmaitych projektów. Następnie przekazałem prezydentowi Katowic program, zatytułowany „Kierunek Europa”, w którym wspomniałem m.in. o „Badenheimie 1939” (austriacka scenograf, trójka aktorów z Austrii) i „Iwonie, księżniczce Burgunda” (reżyser i autorka scenografii z Węgier). Postulowałem tam także, by Teatr Śląski był gospodarzem – w miarę możliwości finansowych – jednego, dwóch lub trzech spektakli z Europy. Na ręce pani Edyty Sytniewskiej z Wydziału Kultury złożyłem projekt, który nazwałem „Europejską Witryną Teatralną”. Pomysł polega na tym, by co roku na przełomie maja i czerwca na scenie Teatru Śląskiego gościć najciekawsze spektakle z teatrów europejskich. Tegoroczna edycja odbyłaby się pod nazwą „Europa Środkowa”. Wszystko funkcjonowałoby na zasadzie wymiany – oni przywożą swój spektakl tutaj, my jedziemy z naszym przedstawieniem do nich. Mam na myśli trzy teatry: Schauspielhaus z Grazu, Teatr Węgierski w Cluj i ludzi, tworzących festiwal teatralny Dream Factory w Ostrawie. Graz jest miastem partnerskim Katowic, podobnie jak Ostrawa. Teatr w Grazu i w Cluj należą także do Unii Teatrów Europy. Rozmawiałem już z dyrektorami wspomnianych teatrów – Anną Badorą, Polką, stojącą na czele Teatru w Grazu i Gaborem Tompą z Cluj. Zarówno oni, jak i organizatorzy Dream Factory przyjęli mój pomysł z aprobatą. Teraz pozostaje jedynie wstępne uzgodnienie terminów.

T. K. : Dziękuję za rozmowę.

Tadeusz Bradecki – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. W latach 1990 – 1996 był dyrektorem naczelnym i artystycznym krakowskiego Teatru Starego. Jest także autorem trzech dramatów: „Wzorzec dowodów metafizycznych”, „W piaskownicy” i „Saragossa”. Ma w dorobku przede wszystkim role w filmach i spektaklach Krzysztofa Zanussiego („Spirala”, „Pokuszenie”, „Rok spokojnego słońca”, „Z dalekiego kraju”, „Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest…”, „Stan posiadania”, „Linia opóźniająca”, „Życie za życie”, „Napoleon”, „Brat naszego Boga”, „Głosy wewnętrzne”, „Persona non grata”, „Życie jako śmiertelna choroba, przenoszona drogą płciową”, „Suplement”), gdzie obsadzany był przede wszystkim w rolach duchownych. Grał także u Krzysztofa Kieślowskiego („Amator”, „Bez końca”), Tadeusza Konwickiego („Dolina Issy”), Jerzego Domaradzkiego („Wielki bieg”) i Stevena Spielberga („Lista Schindlera”). W ostatnich latach mogliśmy go oglądać m.in. w filmach Magdaleny Piekorz („Pręgi”), Macieja Pieprzycy („Drzazgi”) i Ryszarda Bugajskiego („Generał Nil”). W Starym Teatrze był m.in. Widmem w „Weselu”, Billym Bibbitem w „Locie nad kukułczym gniazdem” i Goeffreyem w „Smaku miodu”. W spektaklu Teatru Telewizji „Historia Witolda Gombrowicza” grał młodego autora „Ferdydurke”. Wystawiał m.in. Szekspira („Romeo i Julia”, „Jak wam się podoba”, „Miarka za miarkę”, „Stracone zachody miłości”), Dostojewskiego („Biedni ludzie”), Słowackiego („Fantazy”), Buchnera („Woyzeck”), Potockiego („Rękopis znaleziony w Saragossie”), Brechta („Kariera Artura Ui”), Mishimę („Markiza de Sade”), Durrenmatta („Play Strindberg”), Norwida („Miłość czysta”), Gombrowicza („Operetka”, „Iwona, księżniczka Burgunda”), Weissa („Marat / Sade”), Ionesco („Król umiera, czyli ceremonie”), Topora („Zima pod stołem”), Mameta („Glengarry Glen Ross”) i Walczaka („Piaskownica”, „Pierwszy raz”). Zagranicznym widzom prezentował swoje odczytania sztuk Mrożka („Na pełnym morzu”), Gombrowicza („Iwona…”), Szekspira („Sen nocy letniej”, „Wesołe kumoszki z Windsoru”, „Poskromienie złośnicy”), Shawa („Profesja pani Warren”, „Dom złamanych serc”) i Pirandella („Sześć postaci w poszukiwaniu autora”).
Od trzech lat jest dyrektorem artystycznym Teatru Sląskiego w Katowicach

Tomasz Klauza
Dziennik Teatralny Katowice
16 stycznia 2010
Portrety
Tadeusz Bradecki

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...