Klątwa nawiedza Łódź

"Klątwa", Teatr Nowy w Łodzi / Monika Macur

Zamiast Gręboszowa, współczesna polska wieś. Zamiast tragedii z antycznymi elementami, dramat dotykający obecnych problemów. Łukasz Kos wyznacza nowy tor dla adaptacji Wyspiańskiego. W 2007 roku reżyser zrealizował dramat Stanisława Wyspiańskiego w jeleniogórskim Teatrze im. Norwida. Teraz "Klątwa" nawiedza również Łódź. Ta świetna adaptacja wchodzi właśnie na deski łódzkiej sceny Teatru Nowego.

Wydawać by się mogło, że „Klątwa” nie daje możliwości zastosowanie śmiałych rozwiązań formalnych. Reżyser udowadnia, że nie tylko można to zrobić, ale zdecydowanie należy. Odważnie wychodząc poza schemat stosowany dla sztuk Wyspiańskiego, buduje swój spektakl w sposób bardzo oryginalny. Nie neguje przy tym twórczości Czwartego Wieszcza. Dzieło Wyspiańskiego udaje mu się umieścić w nowym kontekście i formie.  

Tuż po wejściu na salę widzowi daje się wybór: może usiąść albo na widowni albo na scenie. Ta zaś zostaje rozbudowana niemal dwukrotnie. W całości pokryta jest drewnianymi paletami, jakie budują symboliczną górę, na której szczycie zostaje usytuowany czerwony neonowy krzyż. Zastosowane desek w połączeniu ze światłem potęgują wrażenie wszechogarniającej suszy. Poprzez taką formę sceny widz ma wrażenie, że bierze czynny udział w dziejących się wydarzeniach; staje się wręcz współmieszkańcem wsi. 

„Klątwa” to dzieło pozwalające na wydobywanie zeń rozmaitych wątków. Łukasz Kos z dramatu Wyspiańskiego wybiera tylko część motywów. Próba wprowadzenia wszystkich spowodowałaby niemałe zamieszanie. Wątki wybrane i przedstawione przez reżysera nadają całemu spektaklowi współczesny wymiar. Akcja dramatu zostaje przeniesiona w realia współczesnej polskiej wsi. Upewnia nas o tym scenografia: wino, ortalionowe dresy, przykrótkie nogawki. Wyrwanie wsi z historycznego aspektu nadaje jej pewną dozę uniwersalności.  

Łukasz Kos unaocznia problem zbiorowości. W jego wersji „Klątwy” pojęcie wspólnoty zostaje zanegowane. Wszyscy bohaterowie żyją razem, ale tak naprawdę osobno. Nawet zbiorowy taniec w stylu wiejskiego techno przy akompaniamencie akordeonu to próba wyrażenia pojedynczych jednostek, nie zaś pogłębienia poczucia więzi. Tańczą ze sobą, ale tak naprawdę siebie nie widzą. Wedle słów Księdza: wszyscy się oddalają, odchodzą. Wiejską zbiorowość łączy jedynie wspólne miejsce zamieszkania.  

Postrzeganie mieszkańców wsi jako indywidualności daje możliwość wysunięcia na pierwszy plan postaci Młodej (Joanna Niemirska). Głównym zagadnieniem staje zaś tragizm jednostki mierzącej się nie z tytułową klątwą pochodzącą od srogiego Boga, lecz z własnym sumieniem, po części ukształtowanym przez zbiorowość, w której żyje. To właśnie Młoda wraz z rozwojem akcji staje się postacią najbardziej charakterystyczną. Całość jej tragizmu zostaje zaś zbudowana dzięki świetnym scenom dialogowym rozgrywającym się między nią i Dziewką (w przedstawieniu nazwaną Kaśką) oraz Matką (Iwona Lach).  

Nie można jednak powiedzieć, że reżyser pozbawił adaptację formy nadanej przez Wyspiańskiego. Chętnie czerpie z typowych dla polskiego dramatopisarza motywów. Podrygi przy akompaniamencie akordeonu od razu przywodzą na myśl chocholi taniec. Aktorzy wykorzystując natomiast „biały głos”, inaczej zwany „śpiewokrzykiem” stają się niczym antyczny chór, komentujący wydarzenia i rytmizujący przebieg przedstawienia.  

Nie jest to jednak spektakl zrealizowany nienagannie. Oryginalność przedstawienia burzą pewne problemy techniczne, chociażby z dźwiękiem. Jest to wynik zarówno wykorzystanych mikroportów, jak i rozległej sceny. Pomimo wad technicznych warto zobaczyć Wyspiańskiego w nowej, świeżej formie, dostrzec uniwersalność przedstawionych w „Klątwie” prawd, zastanowić się, kogo dziś dotyka wszechogarniająca „susza”.

Monika Macur
Dziennik Teatralny Łódź
23 lutego 2009

Książka tygodnia

Teatr plastycznej metafory. Scenografie Jadwigi Mydlarskiej-Kowal
Muzeum Śląskie
Redakcja: Sylwia Ryś, Elżbieta Spadzińska-Żak

Trailer tygodnia