Kobietą jestem i nic co ludzkie...

"Sztandar ze spódnicy" - reż. Ula Kijak - Wrocławski Teatr Współczesny

Spektakl powstał na podstawie dramatów, prozy, listów oraz publicystyki Gabrieli Zapolskiej, która jest ikoną emancypacji z przełomu XIX i XX wieku. To sztandarowa postać polskiej emancypacji, która zainspirowała Urszulę Kijak. To spektakl o kobietach, który został zrealizowany wyłącznie przez płeć piękną.

Zapolska, czyli Maria Gabriela Korwin- Piotrowska to aktorka, dramatopisarka, powieściopisarka i publicystka, w której twórczości prozatorskiej i dramatycznej dominują wpływy naturalizmu, a później impresjonizmu i preekspersjonizmu.

Zapolska na przełomie wieków stała się mistrzynią w kreowaniu portretów psychologiczno- społecznych. Jako zagorzała feministka ukazywała m.in. psychiczne problemy okresu dojrzewania dziewcząt oraz moralne problemy prostytucji i chorób wenerycznych. Najnowszy spektakl Teatru Współczesnego we Wrocławiu jest próbą odpowiedzi na pytanie „Co stało się z kobiecością w czasach kiedy mówi się o kryzysie męskości?”. To obrazek różnic pomiędzy płcią biologiczną a społeczną, walk jakie toczą się pomiędzy nimi. W spektaklu postawiono kilka pytań dotyczących gender i patriarchatu. Kijak sięgnęła, m.in. po „Skiz”, „Żabusię” czy znaną każdemu „Moralność Pani Dulskiej”. Spektakl nie był jednak tak charyzmatyczny jak mogłoby się wydawać.

Aktorki opowiadają o walkach jakie same toczą wewnątrz siebie. O ich marzeniach, ale także o tym, co mogłyby stracić dzięki ich spełnieniu, o niemalże konfikcie tragicznym. Kijak posiłkując się doświadczeniami Zapolskiej oraz jej postrzeganiem świata, stawia kobietę przed bardzo trudnym wyborem. Już samo pojawienie się kobiet na tym spektaklu powinno zmusić chociaż do chwilowego traktowania na poważnie tego, co można zobaczyć na scenie. Każda przedstawicielka płci pięknej powinna go zobaczyć i pośmiać się z siebie, ale także momentami zapłakać nad swym losem i otchłanią jaką niosą za nią jej własne decyzje.

Spektakl zarówno dla feministek jak i szowinistów. Wielu mężczyzn może go potraktować dosłownie, a dla grona kobiet może to być impuls do działania. Tak ważne pytania nie padają jednak wprost. Widz musi się domyślić, ale czyż nie  jest to lepsze od bezpośredniego podania?! Wiadomo, że pytania o ślub czy przyszłość są dręczącymi kwestiami od zarania dziejów, choć współcześnie problemy te ewaluują.
Spektakl został podzielony na trzy części. Pierwsza stylizowana była na czasy, w których żyła Zapolska, drugi to lata pięćdziesiąte minionego stulecia, a ostatni to czasy współczesne. Spektakl nosi znamiona filmu. Poszczególne akty kończą się uciętą sceną. Postaci na chwilę zatrzymują się w bezruchu, by w kolejnej scenie pojawić się w innym wcieleniu, ale w tej samej roli.   

Świetna scenografia, perfekcyjny ruch Pań, kiedy znajdowały się w grupie. Kobiety świetnie odegrały scenę z prasowaniem, praniem czy kołysaniem dzieci. Równo w jednym rytmie wykonywały poszczególne sekwencje. Niesamowicie wyglądały, kiedy wszystkie, ale jak jeden organ wykonywały tę samą czynność. Ciekawe było również sparafrazowanie na koniec modlitwy pokutnej: „ …Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry, że zgrzeszyłam idąc do pracy/nie idąc do pracy, chcąc/nie chcąc mieć dziecka, chcąc być człowiekiem….”.

W spektaklu pada bardzo ważne zdanie, które mówi o tym, że tak naprawdę wielką krzywdę może wyrządzić tylko kobieta kobiecie, a kultura patriarchalna jest wyłącznie źródłem perypetii.

Niestety aktorki nie mogły się popisać swą grą. Prócz tych kilku scen grupowych były właściwie bierne i nie mogły się wykazać. Tekst również nie pozwalał im na spełnienie, gdyż był monotonny. Spektakl jest próbą odzwierciedlenia tego, co możemy zobaczyć na plakacie promującym dzieło Kijak. Rozsznurowany gorset na nagich plecach kobiety, na których widać odciśnięte ślady…, a wszystko w kolorze czerwonym.

Monika Nawrocka
10 maja 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia