Kochanek czy kochanka?

"Weekend z R." - 22. Gliwickie Spotkania Teatralne

"Czy kochanek kochanki i kochanka mej kochanki jest także moim kochankiem?" - śpiewał przed laty Kabaret OT.TO. Pytanie to staje się całkiem zasadne w przypadku farsy "Weekend z R." Och-teatru z Warszawy

W „Weekendzie z R.” problematyka zdrady została bowiem opisana dogłębnie, choć, jak na farsę przystało, w sposób lekki i nie dramatyzujący. Ot, jako jeden z elementów (jeśli nie główny element) życia małżeńskiego. Słowo „kochanek” jest tu odmieniane niemal przez wszystkie przypadki. I słusznie, jeśli w jednym domu na uroczej kolacji ma zgromadzić się czterech mężczyzn i dwie kobiety, powiązani rozmaitymi relacjami, które do poprawnych wcale nie należą. 

Fabuła początkowo wydaje się prosta. Clarice pod nieobecność męża zaprasza do domu dekoratora (czy może raczej: projektanta) wnętrz oraz swojego włoskiego kochanka. Drobna pomyłka sprawia jednak, że mąż zostaje, a na domiar złego pojawia się bliska przyjaciółka Clarice, będąca zarazem kochanką męża głównej bohaterki. Skomplikowane? Wcale nie. Clarice jak magnes przyciąga kłopoty, a wraz z nimi kolejne postaci. W jej domu szybko zaroi się od kolejnych mężów i kochanków. Oprócz talentu do prowokowania niezręcznych sytuacji, Clarice posiada również upór. Nie zrezygnuje z raz powziętego planu. Jeśli rzeczywistość nie sprzyja jego realizacji, tym gorzej dla niej. W pośpiechu wymyśla kolejne absurdalne wytłumaczenia, a swoich gości obdarza coraz bardziej wymyślnymi rolami. W pewnym momencie nikt nie może już być pewnym swojej funkcji, a zapytanie „kim ja w końcu jestem?” staje się nie tyle żartem, ile wręcz koniecznością.

Jeśli jednak szukać postaci, wokół której koncentruje się akcja spektaklu, być może nie jest to wcale Clarice, a Rodney. Jako osoba postronna, w dodatku gej, nie wchodzi w intymne relacje z żadnym z pozostałych bohaterów, jest jednak pewnego rodzaju języczkiem u wagi i może przesądzić o losach intrygi. Za tę rolę słusznie chwali się Jacka Poniedziałka – niemal mistrzowsko gra mitami związanymi z homoseksualizmem.

Obsada jest zresztą jednym z najmocniejszych punktów spektaklu. Oprócz reżyserującej sztukę Krystyny Jandy (w roli Clarice) występują m.in. Piotr Machalica i Cezary Żak. Aktorzy tworzą zgrany zespół, który ze swobodą prowadzi akcję przez kolejne spiętrzenia pomyłek.
Choć sztuka została napisana niedawno i to specjalnie dla Och-teatru, Robin Hawdon sięga do repertuaru znanych farsowych chwytów. Jest więc obowiązkowe qui pro quo, oblewanie się wodą, są gonitwy wokół „stylowych” kanap, rozmowy na stronie i wzajemne unikanie się małżonków. A skoro rzecz dzieje się w Londynie, całość opakowana zostaje w drobnomieszczańskie, angielskie dekoracje. W ten właśnie drobnomieszczański styl znakomicie zresztą wpisują się ukazane tu postacie.

Nie da się ukryć, że farsa rządzi się swoimi prawami. Istotny jest rytm, którego z czasem nabiera spektakl „Och-teatru”, a także humor. Mniej istotny jest temat (choć ten zawsze oscyluje wokół relacji damsko-męskich) i jego realizacja. Ważne staje się nie tyle poszukiwanie nowatorskich instrumentów, ile zapewnienie widowni dobrej zabawy. A ta na „Weekendzie z R.” nudzić się raczej nie będzie.

Barbara Englender
Dziennik Teatralny Katowice
10 maja 2011

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia