Kolejne życie pewnej Elżbiety

"Biała bluzka" - reż: Magda Umer - Och-Teatr w Warszawie

Pusta scena, na niej krzesło. Siedzi na nim kobieta. I mówi, mówi, mówi. Szybko, emocjonalnie, bez ładu i składu, pozornie bez sensu

W jej opowieści pojawiają się kartki na mięso, glony, którymi można się odżywiać, bo przecież są zdrowe, w końcu bohaterem staje się indyk - kupiony na bazarze praskim za 5000 zł. Ale ptak niedługo zajmuje pierwszoplanową pozycję. Wkrótce na jego miejsce wskakuje milicjant chcący bohaterkę wylegitymować, zatrzymać, przesłuchać. Ale i niezręczna relacja władza - obywatel szybko się zmienia. Bohaterka opowiada o spędzonych z milicjantem chwilach, wypuszczeniu na wolność indyka, który "frunął nad Targową ulicą jak po fiołkowym niebie Argentyny". Abstrakcja staje się kompletna. 

Nagle głos z offu pyta: "Czy znasz adres tego milicjanta z Targówka? Syn urzędniczki będzie miał kolegium". To zdanie wywołuje w kobiecie furię: "Czyś ty oszalała? Ja się szmacę, żeby nie pełzać. A Ty? Chcesz zostać płazem?". 

Ten monolog, ten krzyk pierwszy raz słychać było na scenie w 1987 roku. Wtedy odbyła się premiera opartego na opowiadaniu Agnieszki Osieckiej spektaklu, który wyreżyserowała Magda Umer. Jego bohaterkę Elżbietę zagrała Krystyna Janda. Teraz panie wróciły do postaci sprzed 23 lat. 

Elżbieta nadal jest szalona, nieodpowiedzialna, zagubiona, nieprzystosowana. Nadużywa alkoholu, chce nadużywać świata. I nie umie sobie poradzić z rzeczywistością - szarą, brudną i beznadziejną. Nie jest opozycjonistką-bohaterką ani konformistką z partyjną legitymacją. Jest zwykłą dziewczyną, jakich w Polsce tamtego czasu były miliony. Tyle że osobną. Jak pisała o niej Agnieszka Osiecka: "Jest w stanie żyć tylko w ogniu. Jeżeli zabawa, to szalona, jeżeli miłość, to olbrzymia, jeżeli przyszłość, to fantastyczna".

Ale w tej nowej Elżbiecie pojawia się jeszcze inny rys. Jest już bowiem dojrzała. Po przejściach, które ją poharatały i spowodowały, że myśli, czuje i interpretuje inaczej. Więcej rozumie, więcej jest w stanie zaakceptować, wiele rzeczy odmiennie ocenić. 

Powrót do tekstu tak mocno zakorzenionego w niewesołym momencie naszej historii wydaje się zadaniem karkołomnym. Ale Umer i Janda podejmują to ryzyko. Po co to m.in. robią? "Żeby opowiedzieć nowym pokoleniom, w sposób specyficzny dla Osieckiej, klimat i koloryt czasu minionego. Agnieszce Osieckiej udało się nadzwyczajnie opisać tamten czas, w codziennych rozmowach i szczegółach, hasłach, problemach, które do dziś są czytelne i budzą stare demony". Zmieniły nieco adaptację tekstu, dodały kilka nowych piosenek, a kilka usunęły. Tchnęły w ten sposób w "Białą bluzkę" kolejne życie.

W sobotę więc za fortepianem usiądzie Janusz Bogacki, na krześle Krystyna Janda i zabiorą nas w świat Elżbiety. 

"Biała bluzka", monodram wg opowiadania Agnieszki Osieckiej, reż. Magda Umer, aranżacje Janusz Bogacki, wyk. Krystyna Janda, Och-Teatr, ul. Grójecka 65, bilety: 50 - 70 zł, rezerwacje: tel. 22 589 52 00, premiera: piątek (4.06), godz. 20, spektakle: sobota (5.06) - niedziela (6.06), wtorek (8.06) - piątek (11.06), godz. 20

Katarzyna Czarnecka
Rzeczpospolita
4 czerwca 2010

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...