Komizm, wzruszenie i morał

"List z tamtego świata" - reż. Anna Wieczur-Bluszcz - Teatr Telewizji Polskiej

Zapomnianą powieść Kornela Makuszyńskiego "List z tamtego świata" w wersji scenicznej w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz będzie można obejrzeć dziś w Teatrze Telewizji. I od razu dodam, że warto, bo jest to nie tylko rzecz świetna artystycznie, ale i adresowana do całych rodzin, wszystkich pokoleń. Spektakl familijny. Zatem jest okazja do porozmawiania z dziećmi o sztuce, o wartościach, o tym, co w życiu jest najważniejsze i na co zwrócić szczególną uwagę, by nie marnować czasu, i jaką wybrać drogę, by nasze zachowania przynosiły jak najlepsze owoce.

Wszystko to znajdujemy u Makuszyńskiego. Nie tylko w tym utworze, ale w całej twórczości pisarza, co jest niezwykle istotne, zwłaszcza jeśli chodzi o twórczość dla dzieci i młodzieży, bo przecież formacja etyczna, moralna, wyrobienie wrażliwości na literaturę, teatr, sztukę u dzieci zaczyna się właśnie poprzez utwory przeznaczone dla małych odbiorców. Zatem granica między dobrem i złem musi tu być wyrazista. Jeszcze bardziej aniżeli w twórczości dla publiczności dorosłej.

Akcja "Listu z tamtego świata" toczy się w latach trzydziestych ubiegłego wieku i ukazuje członków rodziny Mościrzeckich, którzy dowiedziawszy się z ogłoszenia w prasie o odnalezionym po latach testamencie ich przodka, zjeżdżają do dworku w Przypłociu - gdzie mieszka ich krewny - na odczytanie owego testamentu. Każdy z nich liczy na pokaźny spadek. Ale rzecz okazuje się dość zagadkowa, niczym rebus, którego niełatwe rozwikłanie zaskoczy wszystkich członków rodu.

Owo poszukiwanie tajemniczego skarbu niesie ze sobą wiele zwrotów akcji i humoru. Komedia Kornela Makuszyńskiego skłania też do głębszej refleksji i zadania sobie pytania o hierarchię wartości, o to, co stanowi fundament uniwersalny, co jest wartością trwałą, niepodlegającą dyktatowi pieniądza. Wizja bowiem odziedziczenia milionowej fortuny sprawia, iż mentalność przyszłych spadkobierców gwałtownie się zmienia. Powoduje snucie planów na przyszłość, nerwowość zachowań, niecierpliwość.

Sztuka dla całej rodziny

Spektakl "List z tamtego świata" według Kornela Makuszyńskiego jest nie tylko świetny artystycznie, ale też adresowany do całych rodzin, wszystkich pokoleń.

Ale do czasu. Zaskakujący finał przynosi opamiętanie i uzmysłowienie sobie, że miłości, przyjaźni, pozytywnych relacji z drugim człowiekiem nie da się wymienić na żadne pieniądze. A wyraźne przesłanie spektaklu mówiące, że warto być dobrym człowiekiem, bo dobro zwycięża, jest najważniejszym elementem tego świetnego przedstawienia.

Dodatkową wartością spektaklu jest język, jakim posługują się bohaterowie. To inna polszczyzna aniżeli ta, którą współcześnie słyszymy na scenach i która zachwaszczona jest obcymi słowami, rozmaitymi skrótami, wręcz równoważnikami zdań. A sposób wypowiadania kwestii przez postaci na scenie nierzadko przybiera obecnie formy niczym nieusprawiedliwionej agresji. Nie wspomnę już o wulgaryzmach, które zyskały dziś status tzw. normalnej polszczyzny i są niemal w każdym spektaklu, co powoduje, że młodzież uważa to za normę i identyfikuje się z taką właśnie okaleczoną polszczyzną.

"List z tamtego świata" napisał Makuszyński w 1936 roku. Estetyka utworu, bogactwo i piękno języka polskiego, sposób obrazowania, kultura zachowań - wszystko to wpisuje się w klimaty tamtejszego czasu i pokazuje ogromną różnicę na niekorzyść dzisiejszej estetyki teatralnej choćby w sposobie dialogowania bohaterów na scenie.

Dobrze, że Teatr Telewizji sięgnął po utwór Kornela Makuszyńskiego. I to nie tylko z powodów stricte artystycznych (świetna inscenizacja Anny Wieczur-Bluszcz i doskonale poprowadzone role całego zespołu). Niezaprzeczalną wartością jest też przypomnienie autora, Kornela Makuszyńskiego. Znakomitego poety, najlepszego polskiego autora książek dla dzieci i młodzieży, a także oddanego społecznika. Niezwykle popularny i płodny literacko w dwudziestoleciu międzywojennym, po wojnie odsunięty w zapomnienie i szykanowany przez ówczesne władze za poglądy sympatyzujące z polskim ruchem narodowym Romana Dmowskiego. Ale i dzisiaj - poza nielicznymi wyjątkami - próżno by szukać utworów Makuszyńskiego na naszych scenach (do wyjątków należy warszawski Teatr Lalka). Czyżby poglądy Makuszyńskiego i brak relatywizacji wartości w jego utworach nadal stanowiły przeszkodę w przywoływaniu jego twórczości, zwłaszcza w teatrach?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
16 stycznia 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia