Kompetencja w panice, albo o spójności

"Skrzywienie kręgosłupa. Wieczór dla osób z wadą postawy" - reż. Natalia Sołtysik - Wrocławski Teatr Współczesny

Najnowsza premiera Wrocławskiego Teatru Współczesnego „Skrzywienie kręgosłupa" przeznaczona jest, jak czytamy w podtytule, „dla osób z wadą postawy", czyli dla wszystkich tych, którzy borykają się z wewnętrznymi krzywiznami. Twórcy spektaklu przyjrzeli się dziecięcym lękom utkwionym w podświadomości, maniom, obsesjom, nerwicom, powracającym myślom i kompulsywnym działaniom. Trzeba przyznać, że rewizja została przeprowadzona stylowo i klimatycznie. Oprawa muzyczna i gra światłem budowała filmowy nastrój na scenie, a scenografia urzekała geometryczną przestrzenią.

Czy ćwiczysz czasem przed lustrem?

Rozpoczynający spektakl dialog Beaty Rakowskiej - Kristensen i Tomasza Orpińskiego – Kretzky'ego wprowadza element zabawy i dobrze znane poczucie zmieszania, kiedy rozmowa dotyczy czegoś osobistego i wstydliwego. A takim tematem jest niewątpliwie przeglądanie się w lustrze, robienie min, sprawdzanie jak się wygląda w danej sytuacji, krótko mówiąc, nieskończone skupienie na sobie. Przebija przez to niedojrzałość, niepewność, a jednocześnie dręczący perfekcjonizm, sprawdzanie siebie, jakieś takie gombrowiczowskie prześladowanie. Ta otwierająca scena odbywa się w bardzo ciekawej estetycznie przestrzeni – ściany i podłoga wyłożone są jasną boazerią. Pod ścianą stoją krzesła i fotele, a przez całą jej długość biegnie strumień światła równolegle do podłogi, oświetlając twarze rozmawiających.

Na scenie pojawiają się kolejni bohaterowie, odgrywając swoje wewnętrzne melodie, poszukując integralności, ujawniając delikatną nić, która tka ich osobowości. Występująca gościnnie Aleksandra Matlingiewicz w roli Schmitt – zmysłowo odgrywa tragedię perfekcjonizmu.
Jerzy Senator jako Hufschmidt, podszyty niepewnością, rywalizujący o palmę pierwszeństwa, odsłania człowieka, który nie pragnie sukcesu, ale dąży do niego. W scenie z rodzicami, Marią Kanią – Mamą i Maciejem Tomaszewskim – Papą, która jest sugestywna, dotkliwie zabawna, choć wcale nieśmieszna, pokazuje jak presje z dzieciństwa, ze szkoły, z domu traumatyzują dorosłość.

Rolę Kruse gościnnie zagrał Marek Kocot. Jego bohater racjonalizuje i dystansuje rzeczywistość, szukając przyczyny w innych. Policzkowany przez Jerzego Senatora ułożył w głowie cały możliwy plan zdarzeń, który według niego skłonił Hufschmidta do irracjonalnego czynu. Na mitingach terapeutycznych, albo może na spotkaniach z wewnętrznym krytykiem – Marcin Łuczak jako Presti, cały czas czuje się winny, bo nie rzucił palenia. Jego koledzy też nie mogą zmazać winy przez targające nimi namiętności lub nie-uczynki. Zina Kerste jako Hipersprzątająca w cichej agresji ucieleśniła samotność i manię, które zwalczyły poczucie własnej wartości i dały miejsce pogardzie.

Krzywozgryz, krzywonos, krzywosąd

Twórcom przedstawienia udało się na różne sposoby pokazać to, co dzieje się na granicy nerwów bohaterów. Stworzyli niepowtarzalny klimat groteski, niepokoju, chaosu, rozdarcia, strachu. Aktorzy brutalnie ukazują, kim chcielibyśmy być, a kim możemy, dzięki temu, że dostaliśmy „gówniany woreczek", o który nie prosiliśmy. Człowiek jest bezradny wobec cienia winnego, który się do niego przykleił wraz z pierwszymi naukami o dobru i złu. Ostatnia część spektaklu stawia pytanie, czy szczęście rzeczywiście można zdobyć rzutem na taśmę? Na pewno nie znajdziemy w spektaklu jednoznacznej odpowiedzi. Wskazówkę w postaci identyfikacji tego, co boli i krzywi kręgosłup już tak.

Sztuka Ingrid Lausund obnaża mechanizmy społeczne, demaskuje gry międzyludzkie, ściąga i zakłada maski, porusza temat roli społecznej. Znakomity, bystry tekst „Skrzywienia kręgosłupa" we wrocławskim przedstawieniu ożył i nabrał mocnych kolorów. Lęki, strachy i nerwice zostały ucieleśnione i może dzięki temu łatwiej będzie je oswoić? Niektóre zastosowane chwyty były już wielokrotnie ograne. Absurdalna ilość przedmiotów na scenie i ogólny chaos towarzyszą dążeniu do punktu kulminacyjnego. Zobrazowanie klimaksu za pomocą bardziej dyskretnych środków wyrazu mogłoby zbudować nową jakość. Mimo wszystko zastosowanie znanych formuł nie umniejszyło piękna czy precyzji pozostałych scen. A co najważniejsze, spektakl porusza, rozśmiesza i pozostawia wyraźny ślad.

Martyna Dębska
Dziennik Teatralny Wrocław
16 marca 2017

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia