Koncerty na życzenie publiczności

6. Europejski Festiwal im. Jana Kiepury - Krynica

- W festiwal wkładam całe serce, bo kocham artystów i krynicką publiczność. Podczas festiwalu miasto pęka w szwach, a gdy się on kończy staje się puste i smutne. Unikam wtedy wychodzenia z hotelu, by zachować w pamięci gorącą festiwalową atmosferę.

Na koncerty plenerowe przychodzą tłumy, nawet 30-40 tys. ludzi. Deptak jest wypełniony po brzegi - mówi Bogusław Kaczyński, dyrektor Europejskiego Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy.

-Po Krynicy i Łańcucie został Pan 31 maja honorowym obywatelem podtoruńskiego Lipna -miasta, w którym urodziła się Pola Negri i Lech Wałęsa. Nie uszczupli to Pana sympatii do Krynicy i Europejskiego Festiwalu im. Jana Kiepury?

- To śliczne miasta, w których żyją mili ludzie. Sympatii wystarczy mi dla wszystkich. Do Krynicy pierwszy raz przyjechałem 23 lata temu, na zaproszenie władz, które zaproponowały mi objęcie dyrekcji festiwalu. Wcześniej unikałem wyjazdów w góry, gdyż wolę klimat morski. A teraz od 23 lat jeżdżę do Krynicy, którą polubiłem i za to, że zawsze stawała naprzeciw polskiemu kryzysowi. Miasto tonie w zieleni, jest czyste i zadbane, przypomina blask dawnej monarchii austro-węgierskiej. Szkoda, że władze wojewódzkie i centralne nie są hojne dla krynickiego festiwalu, stale przyznając mu minimalne dotacje. 

-Czy człowiekowi-firmie trudno pozyskiwać sojuszników dla sprawy festiwalu? 

- Niełatwo jest także zdobywać pieniądze na działalność wspierającą wysoką kulturę. Zamykają się wtedy drzwi do gabinetów decydentowi szefów bogatych firm, które wolą sponsorować imprezy w rodzaju wyboru miss gminy. 

-Nie rezygnuje Pan jednak... 

- W festiwal wkładam całe serce, bo kocham artystów i krynicką publiczność. Podczas festiwalu miasto pęka w szwach, a gdy się on kończy staje się puste 
i smutne. Unikam wtedy wychodzenia z hotelu, by zachować w pamięci gorącą festiwalową atmosferę. Na koncerty plenerowe przychodzą tłumy, nawet 30-40 tys. ludzi. Deptak jest wypełniony po brzegi. Cudowna krynicka publiczność jest różnorodna. Specjalnie na festiwal przyjeżdżają z kraju i odległych zakątków świata ludzie wytworni, prawdziwi znawcy muzyki. Inna część publiczności to osoby, które przyjechały na kurację i przypadkowo trafiły na czas, w którym Krynica staje się miastem z Janem Kiepurą w herbie, ale bardzo cieszą się, że mogą uczestniczyć w koncertach. Jestem wzruszony, gdy widzowie dziękują mi potem za swój pierwszy kontakt ze sztuką. Deklarują, że odtąd będą się starali przyjeżdżać na kurację właśnie w czasie trwania festiwalu. 

-Co roku zabiega Pan o to, by w koncertach brali udział wybitni wykonawcy. Przyjazd których gwiazd najbardziej Pana ucieszył?

- Każdy festiwal obfituje w wydarzenia artystyczne. Nie potrafię wymienić wszystkich znakomitych wykonawców. Czymś niezwykłym był spektakl Teatru Wierszalin "Bóg Niżyński", występy Sety del Grande z mediolańskiej La Scali i Teresy Kubiak z nowojorskiej MET. Stefania Toczyska przybyła na festiwal specjalnie z Wiednia, a ulubienica publiczności Grażyna Brodzińska jest mu niezmiennie wierna od 23 lat. 

-Jakie atrakcje będą w Krynicy w tym roku? 

- Przyjedzie "Mazowsze", co szczególnie raduje zagranicznych gości polskiego pochodzenia, którzy po występach zespołu płaczą ze wzruszenia. Będzie też spektakl patriotyczny "Pod skrzydłami Orła Białego" w wykonaniu Reprezentacyjnego Zespołu Wojska Polskiego. Jak co roku zaprezentujemy przedstawienie o tematyce żydowskiej. Tym razem przedstawią go artyści
z Teatr STU z Krakowa. Nie zapomniany oczywiście o patronie festiwalu: w kinie można będzie obejrzeć filmy z Janem Kiepurą, a podczas koncertu śpiewane będą jego piosenki, z "Brunetkami, blondynkami" na czele.

-Czy, nawet osobie tak kreatywnej jak Pan, nie zabraknie świeżych, festiwalowych pomysłów? 

- Mam ich w głowie kilka razy więcej niż potrzeba. Niestety, jestem ograniczony warunkami Krynicy, która nie posiada prawdziwej sali koncertowej, a orkiestra symfoniczna i teatr operowy nie ma miejsca nawet na odbywanie prób. Brygada techniczna musi codziennie rozkładać i ustawiać w Pijalni 1200 krzeseł. Gdyby nie ograniczenia - także finansowe - to mógłby z pewnością być jeden z najpiękniejszych festiwali na świecie. Szkoda, że inwestorzy działający w Krynicy nie dostrzegają korzyści, jakie może im przynieść festiwal i przez te wszystkie lata odmawiają nam jakiejkolwiek pomocy i zainteresowania. 

-Goście przyjeżdżają na koncerty, ale także dla Pana. Jak odbiera Pan uwielbienie ze strony publiczności? 

- Prowadzę wszystkie festiwalowe koncerty na życzenie publiczności. Przyjęcie jej jest wzruszające, czuję się wprost adorowany każdego dnia. Szczególnie w ubiegłym roku było to miłe, gdyż do Krynicy przyjechałem po ciężkiej chorobie, a publiczność zgotowała mi owację na stojąco i odśpiewała sto lat. Pomyślałem sobie wtedy: warto było doczekać takiej chwili! 

-W tym roku sprawi Pan gościom festiwalu dodatkową przyjemność, prezentując tu po raz pierwszy album "Teatr Kaczyńskiego - Roma". Czy to wspomnienia z czasów dyrekcji w Romie, czy rodzaj rozliczenia z przeszłością? 

- Z wielką przyjemnością przedstawię w Krynicy album o teatrze. Miło wspominam tamte czasy, kiedy miałem przyjemność kierować tyloma wybitnymi artystami. Opisałem też walkę, jaką toczono wówczas ze mną. Chciałem przy okazji pokazać, jak można zniszczyć wysiłek zbiorowy tylu ludzi. Zniszczono Romę, nie mnie. Miałem dokąd wrócić. Mogłem poświęcać więcej czasu przygotowywaniu programów telewizyjnych i radiowych, wyjeżdżać z koncertami, wykładać na wielu zagranicznych uczelniach.

-I więcej czasu na krynicki festiwal. Czy jest on bardziej misją edukacyjną, 
czy rodzajem hołdu składanego ulubionemu śpiewakowi? 

- Zdecydowanie misją edukacji muzycznej. Jan Kiepura jest patronem festiwalu, radością i i jego znakiem firmowym. Najważniejsza jest jednak popularyzacja muzyki, dotarcie z nią do tłumów ludzi. Na festiwalu 19-latek i 90-latek znajdą coś interesującego dla siebie. W dodatku propozycję utrzymaną na najwyższym artystycznym poziomie. 

-Krynica wykorzystała swe powiązania z wielkim śpiewakiem. Czy inne małopolskie miejscowości mogłyby kreować swój kulturalny wizerunek w oparciu o związki z wybitnymi artystami? 

- Pretekst, że ktoś się gdzie; urodził, czy przebywał, może być pomocny w kreowaniu takich wydarzeń, ale nie jest konieczny. W każdym mieście może się odbywać jakiś festiwal, trzeba tylko znaleźć odpowiednią formułę, umiejętnie skonstruować repertuar, pozyskać publiczność i środki finansowe. W mieście historycznym, chlubiącym się zabytkowym kościołem, można w jego wnętrzu prezentować muzykę oratoryjną. W miasteczku z pięknym rynkiem można urządzać plenerowe koncerty gwiazd. W Krakowie co roku organizujemy Przystanek Festiwalu, a koncerty wspierane przez prezydenta Jacka Majchrowskiego - było nie było, podobnie jak Jan Kiepura, "chłopca z Sosnowca"- gromadzą dziesiątki tysięcy ludzi.

-Dyrektorze, czas więc zaprosić na festiwal do Krynicy. 

- Serdecznie zapraszam. Obiecuję, że przez dwa tygodnie Krynica będzie tętniła życiem. Warto zakosztować festiwalowej atmosfery, gdyż - jak mówią nasi goście- można nią żyć później przez cały rok, do kolejnego festiwalu.

Małgorzata Iskra
Polska Gazeta Krakowska
13 sierpnia 2008

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...