Kontrapunkt zakończony

45. Przegląd Teatrów Małych Form - Kontrapunkt

Różnorodny, ciekawy, bogaty w artystyczne wydarzenia i oblegany przez publiczność. W niedzielę późnym wieczorem zakończył się w Szczecinie 45. Przegląd Teatrów Małych Form Kontrapunkt.

Szesnaście konkursowych spektakli, widowisko hologramowe, plenerowa inscenizacja "Odysei", "Trylogia" Jana Klaty [na zdjęciu], koncert, wystawy, Noc Performerów, wreszcie spotkanie z teatrami niemieckimi podczas całodniowego wyjazdu - w tym roku organizatorzy zafundowali kontrapunktowym widzom prawdziwy sześciodniowy maraton. Co interesujące, nikt nie narzekał na rosnące z każdym dniem zmęczenie, przeważała raczej ciekawość kolejnych propozycji. Te dobrane zostały zresztą bardzo starannie: pojawiły się monodramy, formy klasyczne, performerskie, oparte na tańcu. Było i przedstawienie stanowiące coś pośredniego między rockowym koncertem a poetyckim slamem. O mniejszej różnorodności można mówić w odniesieniu do tematyki: aż pięć spektakli skupiało się na historyczno-politycznych rozliczeniach. 

Najciekawsza z tego nurtu była "Trzecia generacja" izraelskiej reżyser Yael Ronen, zrealizowana przez berliński Schaubuhne i Teatr Narodowy Habima z Tel Avivu, z olbrzymim dystansem i dużą dozą czarnego humoru, analizująca stosunki niemiecko-izraelsko-palestyńskie. Przewrotne, doskonale przemyślane przedstawienie stanowiło jeden z dwóch najmocniejszych punktów tegorocznego konkursu. Ten drugi to "Lipiec", autorski spektakl Iwana Wyrypajewa przygotowany w warszawskim Teatrze na Woli, zrealizowany w formie fascynującego choć szokującego monologu w wykonaniu rewelacyjnej Karoliny Gruszki. W Szczecinie "Lipiec" pokazano na rozpoczęcie festiwalu, zawieszając tym samym niebywale wysoko poprzeczkę innym tytułom. Po stronie pozytywów Kontrapunktu zapisać trzeba też dwa widowiska pozakonkursowe: piękne wizualnie hologramowe "Seigradi" rzymskiego teatru Santasangre i wystawioną na Łasztowni szaloną "Odyseję" niemieckiego Teatru Titanick.

Nie ustrzeżono się i minusów. Dwukrotnie zdarzyło się dużym grupom publiczności opuszczać widownię: podczas "Samotności pól bawełnianych" kieleckiego Teatru im. Stefana Żeromskiego i - co chyba najbardziej zaskakujące - w trakcie "Chór jest w wielkim błędzie", najnowszej produkcji Rene Pollescha, jednej z największych gwiazd współczesnego niemieckiego teatru. Niczym nie porwały spektakle w Schloss Brollin. Najwięcej jednak zastrzeżeń można mieć do kwestii dowożenia publiczności na przedstawienia. W czwartek zdarzyło się kierowcom wynajętych autobusów nie czekać na widzów wychodzących właśnie z kilka minut opóźnionej inscenizacji w "Pleciudze". Prawdziwa katastrofa przytrafiła się jednak w Dniu Transgranicznym: mylenie dróg, rozpoczęte już w Szczecinie, zakończyło się półgodzinnym spóźnieniem do teatru Volksbuhne w Berlinie. 

Najbardziej optymistyczną rzeczą przy Kontrapunkcie jest jednak liczba widzów. Karnety i bilety rozchodziły się błyskawicznie, na wszystkich spektaklach widownia wypełniona była po brzegi. Wniosek jest prosty: jest w nas, szczecinianach dużo apetytu na dobry teatr.

Katarzyna Strózyk
Kurier Szczecinski
27 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...