Kopciuszek na przekór modom

"Kopciuszek" - reż. Wendy Ellis Somes - Opera Narodowa w Warszawie

Przepiękna muzyka Siergieja Prokofiewa i wspaniała, wysmakowana, odwołująca się do dziecięcej wyobraźni choreografia Fredericka Ashtona łączą się w balecie "Kopciuszek" w spójną całość i tworzą baśniową opowieść z prostym, czytelnym przesłaniem, że warto być dobrym

Bajką Charlesa Perraulta interesowali się i nadal interesują twórcy różnych dziedzin sztuki. Najczęściej sięgają po "Kopciuszka" filmowcy, ale też twórcy teatralni. Trudno czasem w ich interpretacji rozpoznać wątek bajki, tak bardzo bowiem jest przerabiany i "odświeżany". Owo "odświeżanie" dotyczy nie tylko formy, nowego języka wyrazu, ale i warstwy przesłania moralnego. Parę lat temu ekrany zdominował amerykański film "Pretty woman" z Julią Roberts. Ponoć o Kopciuszku, tylko że ten hollywoodzki Kopciuszek był tzw. kobietą lekkich obyczajów.

Dominująca dziś w kulturze (a także w pozostałych dziedzinach życia) relatywizacja wszystkiego prowadzi do promowania antywartości, które traktowane są jako norma, a nierzadko jako wzór do naśladowania. Zwolennicy powyższych tendencji, mając w głębokiej pogardzie klasyczny styl tańca i w ogóle wszelką tradycję, uznają pewnie balet "Kopciuszek" w choreografii Fredericka Ashtona za "naftalinę". Ale ta "naftalina" jest dziełem doskonałym artystycznie i - jak się okazuje - ponadczasowym. Klasyczny język baletu nie zestarzał się, mimo iż od prapremiery baletu Ashtona minęły 62 lata. Mimo że Frederick Ashton nie żyje już od 1988 roku, jego balet wciąż jest obecny na scenie w kształcie ustalonym przez tego wybitnego artystę. A pilnuje tego Wendy Ellis Somes, angielska balerina, która współpracowała z Ashtonem i po jego śmierci została spadkobierczynią praw realizatorskich do wystawiania "Kopciuszka" w jego choreografii. Jej najnowsza praca to realizacja Ashtonowskiego baletu w wykonaniu zespołu Teatru Wielkiego w Warszawie. Wersja jest taka sama jak ta na macierzystej scenie Ashtona w londyńskim Royal Ballet.

Podzielony na trzy akty balet daje dzieciom różnorodność przeżyć - emocjonalnych i artystycznych. Pierwszy akt ukazuje Kopciuszka na tle mieszkania jego przyrodnich sióstr i ojca. W wersji Ashtona macocha Kopciuszka już nie żyje, a jej dwie przyrodnie siostry grane są przez mężczyzn. Ma to swoje uzasadnienie w tym, że obie są złe i brzydkie. Męska obsada i ucharakteryzowanie postaci na czarownice ma podkreślić i ukazać kontrast między nimi a dobrym i szlachetnym Kopciuszkiem, który - jak się potem okaże - jest piękną dziewczyną.

Partię Kopciuszka doskonale tańczy Aleksandra Liashenko. Artystka chwilami zdaje się płynąć po scenie. Wszystkie puenty, subtelność każdego gestu, znaczący ruch ręką, obrót ciała, skłon głowy budują postać delikatnej, kruchej, pięknej i skromnej dziewczyny o dobrym, przebaczającym sercu. Jej tańce solowe, jak również pas de deux z księciem (w tej roli wyrazisty Maksim Wojtiul) podczas balu, to sceny pełne liryzmu i poezji. Liashenko czytelnie oddaje kolejne stany emocjonalne swojej bohaterki: od zagubienia i nieśmiałości, poprzez zakochanie się w księciu i niepokój z powodu zbliżającej się północy, aż po smutek wynikający z tęsknoty za księciem i wreszcie radość w finale spektaklu.

W pamięci pozostają ogromnie zabawne partie złych sióstr tańczone przez Siergieja Basałajewa i Carlosa Martina Pereza z dużą ekspresją. W lirycznej tonacji prowadzi postać wróżki Anna Lorenc, a błazen Pawła Koncewoja ukazuje paletę żartów choreograficznych. Bajkowo prezentuje się corps de ballet. A scena z gwiazdami jest nie tylko cudownie baśniowa, ale i bardzo piękna plastycznie.

Zachwyca narracja choreograficzna Fredericka Ashtona. Nie ma tu wysokich skoków, nie ma tzw. cyrkowych efektownych popisów, jest czysty i szlachetny w swej prostocie ruch. No i wspaniała muzyka Prokofiewa o pięknej melodyce, charakteryzująca wszystkie postaci i tak doskonale zharmonizowana tutaj z ruchem, co świadczy też o talencie i muzycznej wrażliwości choreografa, a nade wszystko o jego zawierzeniu partyturze muzycznej.

Powstał spektakl znakomity, wysublimowany estetycznie i czytelny w odbiorze nawet dla najmniejszych dzieci. Ale jest to także przedstawienie, które z wielką przyjemnością oglądają dorośli. To rzadka już dziś okazja, by na przedstawienie można było udać się całą rodziną. Spektakl poprzez swoją prostą, acz wyrafinowaną formę i komunikatywność każdego gestu, ruchu oraz znaku plastycznego pobudza wyobraźnię i wyrabia u dziecięcej publiczności wrażliwość na piękno sztuki.

To bardzo ważne, wszak obecne "produkcje" przeznaczone dla dzieci tworzone są najczęściej w tzw. stylistyce komputerowej kreskówki, gier itp., gdzie "cyborgowe" postacie są zazwyczaj odhumanizowane, akcja zaś zasadza się na walkach, wojnach, scenach przemocy.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
11 grudnia 2010

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia