Koronawirus w kulturze

Menedżer Dawida Podsiadły: koncerty będą się odbywać dokładnie tak samo, jak przed epidemią

- Apelujemy w imieniu organizatorów i artystów do wszystkich, którzy mają bilety na przełożone koncerty, imprezy i spektakle, nie zwracajcie ich. Przyjdźcie na wydarzenia w nowym, bezpiecznym terminie.

Tylko w ten sposób branża koncertowa i artyści mają szansę przetrwać ten kryzys – mówi Maciej Woć, dyrektor zarządzający Sony Music na Europę Środkową i Wschodnią oraz menedżer Dawida Podsiadły. Koronawirus radykalnie zmienia życie w naszym kraju. Trudna próba czeka polskich artystów i organizatorów. W rozmowie z Onet Kulturą kilkoro z nich przybliża swoją sytuację.

Wirus nie oszczędza nikogo. Fotografka teatralna Magda Hueckel woli nawet nie liczyć, ile straciła przez pandemię. – W marcu miałam zaplanowanych kilka sesji teatralnych i portretowych. Żadna się nie odbędzie. Odwołane mam też trzy wystawy do czerwca, pokazy filmów na festiwalach – wymienia. W jej wypadku sytuacja jest podwójnie trudna, ponieważ jej syn Leon cierpi na CCHS, Klątwę Ondyny. Miesięczne wydatki to kwota 2000 zł, na którą składa się rehabilitacja, opieka pielęgniarska, logopeda i część sprzętu medycznego. – Na szczęście większość wydatków możemy pokryć z 1%, który od 9 lat zbieramy – przyznaje.

Dla Magdy Hueckel i Tomasz Śliwińskiego, jej partnera i ojca Leosia, sposobem przetwarzania tej trudnej historii jest film. Pamiętamy ich poruszający, nominowany do Oscara dokument "Nasza klątwa". Kilka dni temu w Kinie Elektronik premierę miała mieć "Ondyna", krótki metraż o życiu młodego mężczyzny zmagającego się z CCHS. W tej roli występuje Bartosz Bielenia, partneruje mu Magdalena Koleśnik. Koronawirus zweryfikował plany premiery. Szkoda tym większa, że pokaz miał być połączony ze zbiórką na osoby chorujące na CCHS.

– Cały dochód miał być przeznaczony na badania nad lekiem. Problem chorób rzadkich, takich jak Klątwa Ondyny polega na tym, że nikomu oprócz osób bezpośrednio zainteresowanych nie opłaca się w nie inwestować – podkreśla Magda Hueckel. Dlatego wspólnie z Tomaszem Śliwińskim założyła Fundację Zdejmij Klątwę, organizując rożnego rodzaju akcje mające na celu finansowanie badań. Jednocześnie realizują projekty artystyczne osadzone w świecie CCHS, za co otrzymali niedawno europejską nagrodę Eurordis Visual and Media Award. Teraz po odwołanej premierze Magda i Tomasz chcą zorganizować pokaz "Ondyny" w sieci. Informacje ukażą się na facebookowej stronie filmu.

Wirus pustoszy teatr

W trudnej sytuacji są też aktorzy. W szeroko udostępnianym poście Krzysztof Skiba pisze: "Już nie mogę czytać tego utyskiwania moich koleżanek i kolegów z branży artystycznej. Jęczą jak stare baby u lekarza, że odwołano im koncerty czy spektakle. Stękają jak dziady kościelne, że stracą pieniądze. No trudno WSZYSCY (oprócz producentów maseczek ochronnych i płynów dezynfekujących) STRACĄ. Nie tylko artyści, są w tej trudnej sytuacji" – czytamy na jego Facebooku.

Problem w tym, że polscy artyści żyją najczęściej z miesiąca na miesiąc i najzwyczajniej w świecie nie mają z czego odłożyć. Sam pracowałem w teatrze, więc znam stawki. O te aktualne pytam wziętego aktora teatralnego i filmowego Dariusza Chojnackiego, który potwierdza: 2100 zł za etat plus kwoty za spektakl. Stawki są zróżnicowane, od 250 zł do 400 zł, w zależności od roli.

Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Śląskiego. – Sytuacja jest bardzo trudna. 20 marca była planowana największa premiera Teatru Śląskiego w tym sezonie, spektakl Agaty Dudy-Gracz "Prawda, prawda, prawda...". Musieliśmy ją przesunąć. Na razie przerwa jest zaplanowana do 14 kwietnia. Nie zagramy prawie 50 przedstawień. Straty obecnie to pół miliona złotych.

Dariusz Chojnacki: – Zespół Teatru Śląskiego pracował od czterech miesięcy nad premierą spektaklu Agaty Dudy-Gracz. Aktorzy zrezygnowali z części spektakli, żeby zrobić dla widza coś wyjątkowego. Mieli zagrać kilka spektakli, teraz wszyscy zostali w lesie. To nie są ludzie z pierwszych stron gazet, nie dostają za koncert 60 tysięcy, nie grają na co dzień w filmach, a są wybitnymi artystami. Trzeba pamiętać, że takich artystów jest w Polsce 80 procent – zauważa. Odpowiadając na wpis Krzysztofa Skiby, dodaje: – Fajnie sobie zrobić tweeta, podreperować reputację jadąc po bogatszych kolegach. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkim się tak powodzi. Większości raczej nie.

Teatr pustoszeje, a wraz z nim konta jego artystów i pracowników. Odwołane są próby, wyjazdy. Michał Opaliński z Teatru Polskiego we Wrocławiu: – 20 kwietnia miałem rozpocząć próby do nowej premiery Teatru Polskiego w Podziemiu "Planety małp" w reżyserii Marcina Libera, zakontraktowane wyjazdy festiwalowe ze spektaklami w kwietniu i maju, realnie wiem, że to się nie wydarzy. Nieformalnie między sobą przez telefon mówimy, że sezon teatralny skończył się 12 marca – mówi aktor. Sam jest w komfortowej sytuacji, bo etat pozwala mu przeżyć. Wiele jego koleżanek i kolegów pracuje na "śmieciówkach", więc przez najbliższy czas nie mają szansy na jakikolwiek zarobek. Zostali kompletnie sami. – Strach myśleć co to za sytuacja, kiedy masz kredyty, dzieci, najmy. Depresja puka do okien – dodaje.

Nowa rzeczywistość

Polska kultura szybko zaczęła reagować. Po odwołaniu premier kinowych, filmy wchodzą do sieci, jak "Hejter" Jana Komasy. Producent filmu Wojciech Kabarowski w tej sytuacji prosi o wsparcie: "Oglądajcie proszę HEJTERA na wszystkich platformach VoD, na których nasz film jest dostępny. Moja prośba nie wynika tylko z faktu, że to bardzo ważny i dobry film, ale że możecie nam producentom po prostu pomóc w zaistniałej sytuacji. Wyprodukowaliśmy HEJTERA w 100% za środki prywatne. W budżecie filmu nie ma ani grosza z PISF i innych funduszy publicznych czy państwowych. Mamy z koproducentami filmu specyficzny gentleman agreement. Zwrot nakładów, nawet bez żadnych zysków sprawi, że dostaniemy środki na nowy film" – pisze w swoim poście. Film był w repertuarach po premierze raptem kilka dni, po czym kina zamknięto.

"Decyzja o udostępnieniu filmu na VoD jest desperacką próbą ratowania tego co da się jeszcze uratować. Przypomnę, że nawet Tribeca Film Festival został przesunięty a HEJTER dostał się tam do konkursu głównego jako pierwszy polski film pełnometrażowy w historii. Tak więc jeśli lubicie nasze filmy, pierwszą Salę czy Jesteś Bogiem, oglądajcie HEJTERA na premium VoD. Namówcie rodzinę i znajomych a my zrewanżujemy się następnym filmem, który Wam się spodoba" – dodaje producent.

Trudne decyzje na skutek pandemii podejmowała także branża muzyczna. Przesunięto koncerty, odwołano wiele festiwali muzycznych, w tym jeden z najważniejszych, Glastonbury 2020. Przykłady zdecydowanych działań widzimy także w Polsce. Po latach przerwy do koncertowania wrócił Artur Rojek, ale trasy nie dokończy wiosną, a dopiero jesienią. Podobnie Dawid Podsiadło, którego "Leśna Muzyka" zdążyła odwiedzić już kilka polskich miast. Maciej Woć, dyrektor zarządzający Sony Music na Europę Środkową i Wschodnią oraz menedżer Dawida Podsiadły: – Najważniejsze jest to, jak zachowają się posiadacze biletów. Procedowanie zwrotów w skali kilkudziesięciu tysięcy biletów to ogromny wysiłek organizacyjny i finansowy. Apelujemy w imieniu organizatorów i artystów do wszystkich, którzy mają bilety na przełożone koncerty, imprezy i spektakle – nie zwracajcie ich. Przyjdźcie na wydarzenia w nowym, bezpiecznym terminie. Tylko w ten sposób branża koncertowa i artyści mają szansę przetrwać ten kryzys – podkreśla. Taki właśnie ruch wykonał festiwal Glastonbury, "rolując" zakupione bilety na tegoroczną edycję na przyszły rok.

Zostań w domu, nie wychodź z teatru

Kryzysowi przeciwdziała też teatr. Mateusz Węgrzyn, rzecznik prasowy Teatru Powszechnego w Warszawie mówi, że pracownicy pracują zdalnie. Zebrania odbywają się online, zapadają pierwsze decyzje. – Uruchomiliśmy program "Powszechny online. Teatr minimum", udostępniamy nagrania archiwalnych spektakli i debat, publikacje w wersji elektronicznej oraz przygotowujemy specjalne materiały nagrywane przez artystów. W ten sposób chcemy podtrzymać dostęp do teatru dla widzów, a artyści w ramach tego projektu również wykonują swoją pracę, tylko w ograniczonej obiektywnymi warunkami formie – przyznaje.

Podobnie działania podejmuje Teatr Śląski. – Staram się moich aktorów zapraszać do projektów online, żeby w jakimś stopniu rekompensować im straty poniesione z tytułu odwołanych spektakli. Ale to jest kropla w morzu potrzeb. Liczę na to, że kultura zostanie potraktowana priorytetowo, bo bez kultury żaden naród nie jest w stanie się podnieść, po takim kryzysie. Wiedział to już Winston Churchill w czasach II wojny światowej – mówi Robert Talarczyk.

Zanim nadejdzie pomoc ze strony rządu pozostają nam działania na poziomie instytucji, zwłaszcza myśląc o aktorach bez etatu. Mateusz Węgrzyn: – W kwestii zabezpieczenia na przyszłość w pierwszej kolejności pracujemy nad wsparciem dla etatowych aktorów i pracowników technicznych, następnie, wspólnie z innymi teatrami, chcemy zaplanować pomoc dla aktorów gościnnych (zdanych najczęściej na umowy cywilnoprawne). Tylko konsolidacja środowiska i wsparcie odgórne mogą zapewnić realne efekty – dodaje.

Skutki pandemii

Kina, teatry, sale koncertowy stoją puste. Dziś wydają się niepotrzebne, ale to właśnie kultura daje nam nadzieję, pomaga odetchnąć. Jest wiele niewiadomych, ale organizatorom nie brakuje pomysłów na to, żeby proponować rozwiązania zastępcze. Maciej Woć: – Oczywiście epidemia koronawirusa to poważna sprawa i na dziś powoduje, że nasza rzeczywistość z dnia na dzień stała się inna, smutniejsza, ale nie mam absolutnie żadnych złudzeń, że jako ludzie wyjdziemy z tego obronną ręką silniejsi i mądrzejsi o nowe doświadczenia. Koncerty będą się odbywać dokładnie tak samo jak przed epidemią i myślę, że rynek będzie próbował szybko wrócić do tego samego punktu, w którym był w 2019 roku. Pytanie nie brzmi czy tylko kiedy. Oby jak najszybciej.

Załóżmy więc, że jutro pada hasło, otwieramy. Wszystko nagle wróci do normy? Aktor Andrzej Kłak ma wątpliwości. – To może być trudne. Mam nadzieję, że wszystkim artystom i tym na etatach i tym bez nich, starczy siły, żeby wreszcie ustalić i wywalczyć regulacje prawne i finansowe naszej grupy zawodowej. To pokazał ostatni czas, jak wielu z nas zostaje nagle z niczym. Może nie z niczym. Zostaje z nami lęk.

Dyrektor Teatru Śląskiego patrzący na rosnące koszty jest pełen obaw. – Czekają nas trudne czasy. Nic nie będzie już takie samo. Widzowie mogą przez dłuższy czas nie chcieć się gromadzić w miejscach publicznych, co może być zabójcze dla teatrów, oper, czy sal koncertowych.

Ale to tylko przewidywana. Póki co pozostaje nam skupić się na kwestiach zdrowotnych, zalecać się do komunikatów podawanych przez organizacje rządowe i dbać o spokój. Co zaleca aktorka Julia Wyszyńska: – Trzeba pokornie dostroić się do wydarzeń, nie budować katastroficznych scenariuszy. Nie inwestujmy w ten kierunek myślenia. Nie chodzi o wypieranie albo ignorowanie niebezpieczeństwa, w żadnym wypadku, ale trzeba pamiętać, że głowa z radością produkuje najgorsze z możliwych scenariuszy. Trzeba teraz dbać o siebie, o spokój, o kontakt ze sobą, z bliskimi – podkreśla.

Później powinna jednak przyjść pomoc z góry, może niekoniecznie z niebios, ale z urzędów i ministerstw. Maciej Woć: – Mam głęboką nadzieję, że cały sektor kultury, jako dobra narodowego zostanie objęty jakimś programem pomocowym i wsparciem na poziomach władz państwowych. We wszystkich krajach na świecie wirus ma taki sam wpływ na kulturę i wszędzie bez takiej systemowej pomocy na pewno powrót do normalności będzie bardzo trudny lub niemożliwy – dodaje. Nie traci przy tym wiary w to, że lato 2020 będziemy mogli spędzać pod sceną: – Wszyscy liczymy na to, że sezon festiwalowy jednak w jakimś wymiarze ruszy, bo przecież musimy myśleć pozytywnie. Ja jestem mimo wszystko dobrej myśli i liczę na to, że latem będziemy mogli odetchnąć po tym ponurym czasie, bezpiecznie spędzając czas pod chmurka przy świetnej muzyce.

(-)
Onet.Kultura
23 marca 2020

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia