Kosmiczna puszka Pandory

"Trojanie" - reż. Carlus Padrissa - Opera Narodowa w Warszawie

Opus magnum Berlioza zyskuje nową oprawę. Kataloński reżyser przenosi mitologiczny epos w bliżej nieokreśloną przyszłość, naznaczoną piętnem wojen i kataklizmów

Scenografia przechodzi od poprzecinanego zasiekami księżycowego krajobrazu po bitwie, przez wzbudzający pobłażliwy śmiech siermiężne industrialne instalacje jak z \'Seksmisji\' i filmów science-fiction z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, po pejzaże marsjańskie i makroprojekcje niczym z \'Odysei kosmicznej\' Kubricka czy \'Dnia Niepodległości\' Emmericha. Sam osławiony koń trojański to złożona z lustrzanych wielokątów bryła na kształt gigantycznego origami. Po demontażu zewnętrznej atrapy oczom widzów ukazuje się wielkie metalowe jajo, z którego \'wykluwają\' się achajscy najeźdźcy. Scena samobójstwa Trojanek nawiązuje z kolei do takich obrazów, jak \'Psychoza\' Hitchcocka czy tandetny \'Lęk\' Christophera Smitha.

Futurystyczno-cybernetycznej koncepcji brakuje spójności. Elementami spajającymi wszystkie pięć aktów są przede wszystkim traktowane jak fetysz laptopy oraz groteskowe, monstrualne stalowoszare dmuchane glisty. Gra konwencjami oraz wyeksploatowaną symboliką i zbyt dosłowna próba nadania utworowi nowego wydźwięku wydają się manieryczne - willing suspension of disbelief nie jest możliwe, zebrane metafory giną w wysilonym natłoku intertekstualnych nawiązań i w efekcie rozwiązany przez awangardowego reżysera worek tematów zamiast rogu obfitości staje się chyba nie do końca zamierzoną puszką Pandory. Całkowicie niezrozumiałe wydają się inne zabiegi sceniczne, jak np. wprowadzenie w pierwszym akcie widowiska bokserskiego, którego ring następnie służy dość idiotycznie przedstawionej walce Laokoona z wężami. Już lżej strawny jest Iopas śpiewający swój poemat w dzwonach, nabijanej ćwiekami białej skórze i okularach od Ray-Bana niczym Król rock\'n\'rolla (choć to też już dawno zużyta klisza; wspomnijmy chociaż Fisberto w \'Księżniczce na opak wywróconej\' Calderóna, wciąż wystawianej na deskach Teatru Narodowego).

\'Trojanie\' w Operze Narodowej stają się widowiskiem w pełnym znaczeniu tego słowa. Widowiskiem multimedialnym, maksymalnie wykorzystującym światło i projekcje wideo. Przez cały czas trwania spektaklu widz bombardowany jest komputerowymi trójwymiarowymi animacjami oraz obrazami wyświetlanymi na monitorach wszechobecnych laptopów. Projekcje czasami harmonijnie dopełniają scenografię, czasami bardziej tworzą własny, narcystyczny spektakl - grafik chwilami \'odlatuje\', podobnie jak stworzona przez niego geometryczna bryła konia trojańskiego płynąca przez wzburzony suchego przestwór oceanu, która nagle wznosi się w powietrze niczym pegaz wynoszony na orbitę przez silniki rakietowe.

Na tym tle bardzo korzystnie wypadają soliści. Wyróżniają się przede wszystkim mezzosoprany głównych ról kobiecych: w scenach znad Skamandra obdarzona potężnym głosem Sylvie Brunet (Kasandra), w części kartagińskiej niemal dorównująca jej Anna Lubańska (Dydona). Z męskich partii wokalnych na uwagę zasługują Sergey Semishkur (Eneasz), Alexander Gergalov (Korebus) i Rafał Siwek (Narbal); kilka pozostałych ról męskich jest niestety mało zauważalnych. Przyzwoicie wypadły partie chóralne, nieźle broni się też choreografia, wprowadzająca np. w czwartym akcie ożywczy powiew tańca arabskiego (choć już powietrzne ewolucje akrobatyczne wydają się zaczerpnięte z zupełnie innej bajki).

Valery Gergiev, ograniczony partyturą, niewiele wnosi do wykonania, choć na pochwałę zasługuje pewne przyspieszenie przez większość czasu epickiego tempa narracji. Najlepiej skonstruowane są dwa ostatnie akty; inspirowany \'Kupcem weneckim\' czwarty z jego niemal impresjonistycznym liryzmem i piąty o najbardziej spójnej konstrukcji.

Podsumowując, po co najwyżej znośnej inscenizacji \'Wesela Figara\' kończącej miniony rok, właśnie otwarty sezon w Operze Narodowej wzbudza apetyt. Ciekawą pozycją będzie niewątpliwie \'Król Roger\', ale na niego będziemy musieli poczekać jeszcze pół roku.

Michał B. Paradowski
Warsaw Insider
21 stycznia 2011

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia