Kosmiczny spektakl w Siemaszkowej

"Kosmonauty wiadomość ostatnia do kobiety, którą kochał w byłym Związku Radzieckim" - reż. Steve Livermore (Anglia) - Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Najnowsza sztuka rzeszowskiego teatru imponuje scenografią która doskonale oddaje bezmiar kosmosu i pozwala odczuć samotność zagubionego w nim człowieka.

Dzieło, którego premiera zapełniła w piątkowy wieczór widownię Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie ma wyjątkowo długi tytuł - "Kosmonauty wiadomość ostatnia do kobiety, którą kochał w byłym Związku Radzieckim".

Autorem dramatu jest Szkot - David Greig. Na polską scenę postanowił zaadaptować utwór Steve Livermore - brytyjski reżyser, który wcześniej przygotował dla rzeszowskiej publiczności "Hamleta" (Livermore jest etatowym reżyserem w "Siemaszce"). Pomogli mu w tym studenci Instytutu Filologii

Angielskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego, tłumacząc sztukę na język polski.

Zapomniani astronauci

Fabuła jest iście filmowa i na pierwszy rzut oka frapująca. Na orbicie okołoziemskiej krąży stacja kosmiczna. Dwóch astronautów straciło kontakt z ziemią, a i tam na dole o nich zapomniano, bo właśnie rozpadł się Związek Radziecki. Nie wiadomo, na jak długo starczy im tlenu i żywności, ale bynajmniej nie to spędza im sen z powiek i wywołuje cierpienie. Najgorsza jest samotność i bezradność wobec kosmicznej pustki. Żal za pozostawioną gdzieś córką, za niespełnioną miłością.

Akcja toczy się na dwóch równoległych planach. Kiedy w górze kosmonauta zbliżający się do granicy szaleństwa obiecuje drugiemu, że nocą poderżnie mu gardło, na dole beznadziejnie nudny urzędnik państwowy zdradza żonę z piękną Nastazją, z kolei żona - z zawodu logopeda - próbuje dogadać się ze sparaliżowanym pacjentem, a tropiciel UFO Bernard wciąż śle ku niebu informacje, licząc, że ktoś na nie odpowie.

Greig jednak przekonuje, że komunikacja nie jest możliwa, słowa nie trafiają w sedno, a to, co najważniejsze w rozmowach, nie zostaje powiedziane. Samotność ziemskich bohaterów jest równie wielka, jak i ta na kosmicznej stacji. Tyle że na dole łatwiej ją oszukać, zaglądając do baru, idąc do łóżka z piękną dziewczyną.

Z lekkim niedosytem

Aktorzy wcielają się w różne postacie. Małgorzata Machowska - raz jako grzeczna logopeda, raz jako tancerka erotyczna - jest nie poznania. Przekonująco z urzędnika w tropiciela UFO przeistacza się Robert Chodur, a z zawałowca we właściciela barów - Piotr Napieraj. Prawdziwie kusząco, jak na tancerkę erotyczną przystało, wypada Małgorzata Pruchnik.

Sztuka wzbudziła spore dyskusje. Trzeba podkreślić, że zachwyca scenografią. Jej twórczyni - Zofia Mazurczak - nie dość, że wykorzystała całą powierzchnię sceny, dzięki czemu uzyskała wrażenie głębi, to jeszcze - za sprawą zdjęć kosmosu wyświetlanych na ścianach przed kurtyną - sprawiła, że spektakl "wchodzi" na widownię. To poszerzenie scenicznej przestrzeni świetnie naśladuje bezmiar kosmosu.

Szkoda, że sama sztuka do tła nie dorasta. Jest poprawna, ale brak jej błyskotliwości. Wydaje się, że autor mógł sięgnąć dalej - pogłębić dialogi, skomplikować charaktery, czymś widza zaskoczyć. A tak... zostaje lekki niedosyt.

Alina Bosak
Gazeta Codzienna Nowiny
7 lutego 2014

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia