Koszmar letnich nocy

"Gorące lato w Oklahomie" - reż. Artur Urbański - Teatr im. S. Jaracza w Łodzi

„Sierpień" Tracy Letts to dramat nieschodzący ze światowego afisza od 2007 roku, nagrodzony wieloma prestiżowymi nagrodami (m.in. nagrodą Pulitzera) i przetłumaczony na kilkanaście języków. Na jego kanwie powstał spektakl Artura Urbańskiego „Gorące lato w Oklahomie" wystawiany nieprzerwanie od 2011 roku na deskach teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Pewnego upalnego, sierpniowego dnia ginie uznany poeta i nestor rodziny Westonów. Z tego powodu do domu zjeżdżają się jego krewni, w tym trzy dorosłe córki. Kiedy spotykają się po wielu latach, budzą się w nich dawno uśpione urazy. Klaustrofobiczna przestrzeń rodzinnego domu i okoliczności związane z pogrzebem powodują, że ich konfrontacja ze sobą nawzajem, chorą na raka matką, a w końcu partnerami staje się nieunikniona.

Pierwsze co zwraca uwagę widza to niewątpliwie scenografia. Wnętrze typowego amerykańskiego domostwa stworzone przez Artura Urbańskiego to wielowymiarowa przestrzeń, dająca olbrzymie możliwości kontaktowania i separowania bohaterów. Im dłużej się jej przyglądamy, tym bardziej mamy wrażenie, że każdy jej element jest dokładnie przemyślany i zostanie do cna wykorzystany. W trakcie spektaklu to misternie przygotowane dzieło w płynny sposób ewoluuje, idealnie dostosowując się do potrzeb widowiska.

Nieocenioną rolę w nadawaniu tej przestrzeni charakteru odgrywa gra światłem. To przy jej pomocy uświadamiamy sobie ilość upływającego czasu. Bohaterów obserwujemy najczęściej w wieczornym półmroku kloszowych lamp i ciepłej żółci reflektorów. Tworzą one spokojny i sielski klimat, przez co kłótnie wydają się być jeszcze bardziej intymne i dotkliwe, bo prowadzone w domowym zaciszu.

Istotnym elementem widowiska jest stale przemykająca po scenie niema, młodziutka pokojówka stanowiąca niejako dynamiczny element scenografii. Reakcje i stały grymas przerażenia granej przez Matyldę Paszczenko postaci być może są nieco przerysowane, lecz właśnie obecność tej paraliżowanej strachem istoty podtrzymuje napiętą atmosferę i budzi w widzach niepokój, że ta historia może nie skończyć się dobrze.

„Gorące lato w Oklahomie " to tak naprawdę spektakl o kobietach. Obecni w nim mężczyźni stanowią jedynie swoiste dopełnienie obrazu trzech pokoleń kobiet, których emocje i frustracje rozkładane są na czynniki pierwsze. Przedstawieni są oni tutaj jako bardziej przystępni i bezproblemowi. Ich obecność rozładowuje atmosferę i umożliwia tworzenie choćby pozorów przyjaznego, rodzinnego klimatu. Cała gorycz wydaje się być przetrzymywana i pielęgnowana właśnie przez kobiety. Poznając historię każdej z nich przekonujemy się, że skrywają one w sobie wieloletnie urazy, kompleksy i tajemnice. Nie pozwalają one na swobodne i łatwe relacje zarówno z mężczyznami, jak i ze sobą na wzajem. Violet Weston- zahartowana ciężkim dzieciństwem i ciągle przeżywająca relację z własną matką, Ivy- niepotrafiąca znaleźć w sobie na tyle siły, by uwolnić się z małomiasteczkowego marazmu, Barbara- z nieznośnym poczuciem odpowiedzialności za otaczającą ją rzeczywistość, zawsze niedoskonała w oczach matki, Karen- niezdolna do związania się ze stabilnym, kochającym mężczyzną, aż w końcu Mattie Fae- skrywająca sekret pozamałżeńskiego pochodzenia jedynego, a jednocześnie znienawidzonego syna.

Widzimy, że przyczyny ich problemów nie pochodzą z otoczenia, a z nich samych. Jak mówi Mattie Fae o swoim synu „Bardziej niż nim, jestem rozczarowana w jego imieniu". Dostrzeżenie tego, że źródłem rozczarowań nie są bliskie osoby, a własne nierozwiązane konflikty wywołuje w bohaterkach zaprzeczenie, skrajne emocje- niepohamowaną złość. W teorii psychologii gniew jest bowiem łatwiejszym uczuciem niż poczucie winy.
Świetnie skonstruowany tekst dramatu demonstruje nam krok po kroku, że ze wszystkimi swoimi lękami każda z bohaterek mierzy się w samotności. Dopiero ich nieplanowane zbliżenie naciąga skrupulatnie tkane przez dziesięciolecia, cienkie struny ich wzajemnych relacji. Dając upust swoim odczuciom doświadczają one swoistego katharsis, przekonują się, że mają dla siebie nawzajem duże pokłady zrozumienia. Tworzy się między nimi nowa, bliższa więź.

Wartość tego spektaklu określana jest w ogromnej mierze przez doskonale zgrany zespół aktorski. Wydaje się, że po tak długiej praktyce wczuwania się w konkretne postaci aktorzy nie tylko nie ulegli znudzeniu, ale bardzo dogłębnie zrozumieli stany, w których znajdują się bohaterowie. Szczególne ukłony należą się odtwórczyni roli Barbary Fordham- Ewie Audykowskiej- Wiśniewskiej. Jej trzygodzinna, wyjątkowo intensywna gra aktorska jest imponująca. Odtwarzana przez nią postać to znerwicowana córka i żona, miotająca się między rolą perfekcyjnej kobiety, gospodyni i matki, a własnymi pragnieniami. Przemiany, którym ulega na scenie ukazane są z uderzającą emfazą, lecz jest to zabieg jak najbardziej adekwatny. Doskonale bowiem oddaje to co przeżywa człowiek rozdarty, targany emocjami.

„Gorące lato w Oklahomie" to spektakl klasycznie dobry. Każdy element dopracowany do perfekcji powoduje, że nie da się oderwać uwagi od akcji toczącej się na scenie. Pomimo trudnej tematyki nie jest on nieprzyjemny w odbiorze. Dzięki kunsztowi aktorskiemu i reżyserskiemu twórców, możemy mieć pewność, że siadając na widowni będziemy mieć przyjemność doświadczania dzieła pięknego- widowiska.

Iga Januchta
Dziennik Teatralny
22 marca 2016
Portrety
Artur Urbański

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...