"Koszmarny strój" Krystyny Jandy

"Zemsta" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Och-Teatr w Warszawie.

Nocą czyhają sępy na pierwsze kompromitujące zdjęcia, słowa, gesty i rozszarpują jak kruki i wrony, rzucając na pożarcie maluczkim - impresje Krystyny Jandy po premierze "Zemsty" na jej blogu.

Jesteśmy dumni i z naszej pracy i z premiery "Zemsty". Pewnie wywoła ona kontrowersje, na to liczymy, ale i niewątpliwie publiczność będzie miała wiele chwil przyjemności z wielu, wielu niezliczonych po prostu powodów.

Wczorajszy wieczór [14 lutego], Walentynkowy, połączony z tą premierą był radością. W Teatrze Polonia graliśmy "32 Omdlenia" , a ja po zbiegnięciu ze sceny, zostawiając "zaspokojoną" publiczność niemogącą ochłonąć po spotkaniu z Jerzym Stuhrem , przede wszystkim, pojechałam czym duch i bez zajmowania się sobą i swoim wyglądem , do Och-Teatru, bo tam przecież premiera i już skończyli i trzeba z nimi być, świętować z nimi. Wbiegłam w tłum zaproszonych gości, już po przedstawieniu i kończących go uroczystościach, gratulowałam, rozmawiałam, cieszyłam się i słuchałam uwag razem z aktorami i reżyserem. Wszystko to odbywało się miedzy 22:30 a 24:00. O 5:00 rano, jak zwykle przebudzona jakimś dziwnym niepokojem że trzeba coś robić i może o czymś zapomniałam, czegoś nie dopatrzyłam albo przeoczyłam, albo może na świecie podczas kiedy ja spałam zdarzyło się coś niezwykłego ( i zdarzyło się deszcz meteorów nad Kalbińskiem), tak wiec obudzona codziennym zwykłym niepokojem i chęcią dalszego życia, otworzyłam komputer i jako pierwszą wiadomość alertu ustawionego na hasła związane z naszymi teatrami i moim nazwiskiem, przeczytałam .nie - Premiera w Fundacji Jandy, nie Zemsta, nie Wiktor Zborowski, nie Fredro, nie .zresztą setki mogłoby być tytułów i wiadomości, bo duże było zdarzenie, wielu dziennikarzy i fotografów otóż nie, nic takiego! Już o 5:00 rano, czyli nie minęło 5 godzin, a przeczytałam KOSZMARNY STRÓJ KRYSTYNY JANDY i zdjęcia! Mili przychodzący do nas dziennikarze i fotografowie po prostu pracowali nocą, wyszli od nas i kiedy w Rosji nad Czelabińskiem spadał deszcz meteorów, oni . elektryzujący negatywny news - KOSZMARNY STRÓJ. I nawet nie wiadomo gdzie ten strój i z jakiej okazji, bo po co?

Tak rzeczywiście wyglądałam koszmarnie, po zbiegnięciu ze sceny w Polonii, nie zajęłam się sobą na moment nawet, zmazałam byle mokrą szmatką cześć mocnego makijażu, rozczesałam włosy spod peruki , nie dając się uczesać w ogóle, bo przecież koledzy czekają i muszę być z nimi, włożyłam na siebie szal bo mi było zimno i wybiegłam chcąc być jak najszybciej na miejscu. Wydawać by się mogło że premiera i to, co się dzieje jest najważniejsze. Ale jakże się myliłam! Po co zauważać sukcesy , i pozytywy. Nocą czyhają sępy na pierwsze kompromitujące zdjęcia , słowa , gesty i rozszarpują jak kruki i wrony rzucając na pożarcie maluczkim.

Mam to gdzieś. Nie zajmuje się swoim wyglądem "obsesyjnie", tylko tyle, ile moim zdaniem trzeba, uważam, że mam obowiązek wyglądać "w rolach", nie chodzę po sklepach, ubieram się w biegu i przy okazji, choć moim zdaniem nie byle jak. Ale też nie wydaję na stroje obłędnych pieniędzy bo jakoś mnie to nie bawi. Kiedyś powiedziałam do mojej przyjaciółki Magdy Umer, zdziwionej ilością mojej garderoby - jak na to kim jestem, garderobę mam niepozorną - i do dziś się z tego śmiejemy. Od jakiegoś czasu ubieram się prawie wyłącznie na czarno bo kolor mnie męczy no i tyle o tym, bo po prostu nie ma o czym mówić.

Pozwolę sobie tylko skomentować zdjęcie które było dowodem na mój koszmarny wygląd.

Włosy - jak mówiłam rozkręcone z pierścionków , które robi się pod peruki rutynowo w każdej garderobie teatralnej, a potem nie wiadomo co z tym "baranem" zrobić. Gdybym chciała się uczesać trwałoby to co najmniej pół godziny, a zeszłam ze sceny w Polonii dokładnie wtedy, kiedy oni tam w Och-Teatrze skończyli grać. Włosy, niefarbowane , naturalnego koloru, co jest w Polsce nie lada odwagą i wyzwaniem. Fryzjerzy płaczą krokodylimi łzami nad moimi włosami, bo choć jest ich dużo i są zdrowe, ten purytanizm i decyzja o "noszeniu prawdy" jak uważają mnie postarza. A ja? Nienawidzę ufarbowanych na blond aktorek , w dziewiętnastowiecznym repertuarze czy w antyku a peruk nie znoszę. Makijaż jak mówiłam - resztki ze sceny, bo malowanie na nowo trwałoby znów jakiś czas, czas zbędny. Na szyi pamiątkowy ryngraf ze św. Teresą , z obrączką mojego męża i brylantem w oprawie art-deco , który mąż kiedyś kupił mi na urodziny. W uszach kolczyki z tego samego okresu, prezent także od niego. Dziś gram w nich często w teatrze. Są wyjątkowej urody. Szal, czerwony, prezent od śp. Feliksa Laskiego z Londynu, pomysłodawcy i fundatora warszawskich nagród teatralnych , słynnych Feliksów. Kiedyś w Londynie byłam smutna z jakiegoś powodu, przyjechaliśmy z Teatrem Powszechnym grać Męża i Żonę Fredry, po przedstawieniu dostałam w prezencie ten piękny czerwony kaszmirowy szal, w kolorze czerwonym na rozweselenie, jak dodał. Bardzo ten szal lubię i mam do niego niezwykły sentyment. Felka nie ma , nagroda trwa dalej , ja dostałam ją raz - już po śmierci Felka, za rolę w spektaklu "Ucho, gardło , nóż" . Jestem pewna, że gdyby Felek żył , nie pozwoliłby, żebym miała taki problem z naszymi teatrami jak czasem mam. Jestem tego pewna. No, ale Jego już nie ma.

Bluzeczka, to czarny, jedwabny sweterek , prezent od jednej z moich niemieckich koleżanek aktorek, prezent na imieniny. Spodnie , ulubione bo wygodne, do przewracania się po scenach na próbach i w ogóle. Najciekawsze są buty. Nie widać ich tu dokładnie, ale to buty gwiazd, jak powiedzieli moi synowie, i to młodszych gwiazd , jak zaznaczyli. Słynne ostatnio Chloe's Susanna boots (gwiazdkowy prezent składkowy dla starej matki) , które, jak twierdzą moi synowie noszą teraz wszystkie gwiazdy na świecie i takie Ty musisz mieć .no i mam. Pod spodem mam bieliznę z 32 Omdleń , której nie zmieniłam z pośpiechu i jestem bez skarpetek.

To tyle o premierze Zemsty w Och-Teatrze! Żeby Was wszyscy diabli wzięli ! Jak mówię w 32 Omdleniach w Oświadczynach. Mówię tam też " Proszę natychmiast stąd wyjść!" i tupię nogą. No wiec tupię nogą ! !!!

Pies na smyczy z łańcuszka, jest tylko dla tego na smyczy z łańcuszka, że ten pies , a raczej ta suczka z którą mieszkam od niedawna, przegryza wszystkie smycze w sekundę . Dziennie średnio cztery. Więc zaczęłam kupować z łańcuszka. I to by było na tyle.

Krystyna Janda
www.krystynajanda.pl/dziennik/
18 lutego 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia