Kraina bez dróg

"Kombinat" - reż. Wojciech Kościelniak - Teatrze Muzycznym w Poznaniu

Jak powiedział filozof Jiddu Krishnamurti: "Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa." Powiedział on również, że "prawda to kraina bez dróg." Te słowa mają swoje odzwierciedlenie w Kombinacie. Zarówno w samym spektaklu jako wciągającej fabule, jak i w piosenkach Grzegorza Ciechowskiego.

"Kombinat" to spektakl muzyczny w reżyserii Wojciecha Kościelniaka inspirowany twórczością Grzegorza Ciechowskiego i zespołu Republika. Jego premiera rozpoczęła także uroczystości związane z 65-leciem działalności Teatru Muzycznego w Poznaniu.

W pierwotnym znaczeniu kombinat to zespół zakładów przemysłowych działających pod wspólnym zarządem lub potocznie instytucja, organizacja o rozmiarach trudnych do ogarnięcia. Utwór Republiki o tym samym tytule opowiada o społeczno-politycznej sytuacji w kraju.

Kombinat pracuje
Oddycha buduje
Kombinat to tkanka
Ja jestem komórką
Nie wyrwę się

Już na dzień dobry wyraźnie widzimy, że jest to miejsce działające niczym ogromna maszyna zasilana krwią obywateli. Machina ta wskazuje im miejsce w społeczeństwie oraz obowiązki wobec opresyjnego państwa. Wszyscy mają być identyczni, robić to samo i myśleć tak samo. To władza decyduje, kiedy jest czas by jeść, pracować, spać czy uprawiać seks. A wszystko pod czujnym okiem Agrawy (Anna Lasota) i psów (Mateusz Feliński i Maciej Zaruski). Słabe jednostki są niepotrzebne. Buntownicy także nie są mile widziani. Panuje ciągła inwigilacja. Wiara, jeżeli już w Kombinacie istnieje, to jest ona fanatyczna, wspierająca totalitarną władzę, a wszelkie wątpliwości i zadawanie pytań są zabronione. Nic dziwnego, że część bohaterów, niewchłonięta jeszcze przez system, czuje się wyobcowana i ciężko im się odnaleźć. Początkowo wykazują oni jeszcze jakieś indywidualne cechy - marzą, tworzą, pragną.

Niestety jakiekolwiek próby samodzielnego myślenia zostają zduszone w zarodku przez Stalówę (w tej roli wspaniała charyzmatyczna Lucyna Winkel), przypominającą nauczycielkę z naszych najgorszych koszmarów, rozdającą pały na lewo i prawo. Nagradza się natomiast zachowania takie jak chciwość, ślepa wiara i całkowite poświęcenie się dla systemu, a także dążenie do celu po trupach. Przykładem może tu być taniec z martwą fordanserką (w tej niełatwej roli Paula Goerlich).

Bohaterowie, którzy mają problem z podporządkowaniem się, zostają poddani reedukacji. Wyznaczone zostają im zadania, które mają nauczyć ich żyć w Kombinacie. W każdym z pokojów po wykonaniu zadania dostają pieczątki i oddają własną krew, na rzecz Kombinatu. Mają na to określony czas, inaczej czekają ich przykre konsekwencje. Wobec opornych jednostek władza stosuje tortury, jeśli trzeba, spalą nawet mózg. Wszystko po to, by wytresować poddańcze społeczeństwo, którym łatwo się rządzi.

Jako ludzie - jeszcze niczym niezepsuci - instynktownie poszukujemy prawdy, wolności i miłości. Nie chcemy czuć się samotni. Główni bohaterowie Jan (Jakub Brucheiser) i Suku (Dagmara Rybak) opierają się reedukacji do samego końca. Uodparniają się z czasem na usilne próby przeprogramowania ich umysłów. Wreszcie wspólnie postanawiają uciec. Ale czy istnieje w ogóle jakieś życie poza Kombinatem? U dawnych przyjaciół na próżno szukają schronienia. Ukończyli oni program pomyślnie, pomyślnie dla Kombinatu i stali się tylko trybikami wielkiej machiny.

Gdzie są moi przyjaciele
Bojownicy z tamtych lat
Zawsze było ich niewielu
Teraz jestem sam

Suku fascynują koniki morskie. Stworzonko, które pojawia się w utworze Śmierć na pięć, zostało z niego wyciągnięte i stało się symbolem wpisanym nawet w tytuł spektaklu. Jest on ważnym elementem symbolizującym cechy głównego bohatera, opierającego się systemowi. Konik morski przypomina figurę szachową, jest więc elementem gry. Jednocześnie jest symbolem chęci bycia niezależną jednostką. Jest zwierzęciem zagrożonym, jednym z najstarszych, budową nie różni się od swoich przodków, a przez jego wyjątkowe indywidualne cechy nie sposób pomylić go z czymś innym. I co bardzo istotne w tej historii- pławikonik w niewoli żyje o wiele krócej...

To niesamowite jak reżyser połączył piosenki Republiki we wciągającą opowieść. Pozwala nam to zauważyć, że piosenki Grzegorza Ciechowskiego bez problemu tworzą jeden świat. Nie ma wielu artystów, których utwory byłyby tak spójne. Piosenki zachowały swoją oryginalność, nie zmieniono ich, za to dobudowano do nich fabułę spajającą utwory w opowieść. Utwory świetnie tę opowieść podkreślają, nadając jej mocnego, dramatycznego wydźwięku. Złość, frustracja, bezsilność zostają wyśpiewane niczym krzyk sprzeciwu pozbawiania jednostki wolności.

Scenografia (Damian Styrna) jest minimalistyczna, a mimo to wywołuje silne emocje. Surowy styl - metal i beton dają nam odczuć, że pomieszczenia są klaustrofobiczne i bez możliwości ucieczki. Podobnie futurystyczne kostiumy (Anna Chadaj) - szare, pozbawione indywidualnych cech, za długie rękawy niczym te w kaftanie bezpieczeństwa, głowy bohaterów łyse z kodem QR z tyłu lub z bardzo jasnymi blond włosami przywodzą od razu na myśl życie w hermetycznym kontrolowanym świecie. Z kolorów przewija się głównie czerwień, chociażby w spotkaniu Jana z Lalą (Anna Federowicz) i jej towarzyszkami ubranymi w stroje kąpielowe i zupełnie przezroczyste spódniczki. Czerwień zawsze mniej lub bardziej nawiązuje do krwi i pożądania. Najwięcej kolorów pojawia się podczas spotkania z Soniciem (Radosław Elis). Fantazyjne postaci z halucynacji wypływają na scenę niczym mieszkańcy z głębin mórz i oceanów.

Podczas spektaklu usłyszymy między innymi takie utwory jak Znak równości, Będzie plan, Biała flaga, Śmierć w bikini, Telefony, Tak... tak... to ja. Nie sposób nie znać przynajmniej jednego z utworów, bo nie sposób być całkowicie obojętnym wobec twórczości Republiki i Obywatela G. C.

Mimo innych czasów i innego ustroju teksty Republiki odświeżone surrealistyczną fabułą okazują się nadal aktualne. Pokazuje to tylko, jak bardzo są one ponadczasowe i uniwersalne dzięki metaforom i trafnym spostrzeżeniom o ludziach i otaczającym nas świecie, który wbrew pozorom nie zmienia się aż tak bardzo, a czasem zwyczajnie nie jest tym, czym na pierwszy rzut oka się wydaje.

Można śmiało powiedzieć, że "Kombinat" to opowieść o nas samych. Od najmłodszych lat wpaja nam się wartości wyznawane przez naszych rodziców, potem zostajemy nieustannie poddawani ocenie, uczeni szablonowego myślenia i rozwiązywania problemów tylko według utartych ścisłych schematów. Wszelkie indywidualne interpretacje otaczającej nas rzeczywistości i subiektywne doznania uznawane są za błędne, jeśli są inne niż te wyznawane przez większość. Poddawani jesteśmy reedukacji niczym w Kombinacie. Czujemy nacisk społeczny, by doganiać innych w osiągnięciach, ukończyć szkołę, założyć rodzinę, kupić dom na kredyt i pracować, pracować, pracować... Karmieni pozornym poczuciem bezpieczeństwa w szarym zaprogramowanym na konsumpcjonizm, zysk i wyzysk świecie. Kombinat pochłania nas mniej lub bardziej subtelnie, wmawiając nam, że poglądy i wybory, których dokonaliśmy, są nasze. Niedopasowane jednostki, stają się wyrzutkami zbędnymi, a nawet przeszkadzającymi w funkcjonowaniu tej wielkiej machiny napędzanej krwią obywateli.

Tak to moja krew
To moją krwią podpisywano wojnę miłość
Rozejm pokój wyrok układ czek na śmierć
Moja krew
(...)
Moja krew
I twoja też

Czy mamy jeszcze odwagę na bycie sobą, wyrażanie siebie, odkrywanie, opuszczenie ciasnych ram? Czy raczej pędzimy razem z innymi, ramię w ramię, wszyscy identyczni, jak na komendę, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy? Niech każdy odpowie sobie sam.

Anna Rękoś
Dziennik Teatralny Poznań
26 czerwca 2021

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...