Krwawy Leon, Marilyn Monroe i Holokaust

2. Gdański Festiwal Tańca

Na trwającym od 13 czerwca Gdański Festiwal Tańca miały już miejsce trzy premiery trójmiejskich tancerzy oraz performance z ich udziałem w Galerii Bałtyckiej. Maria Miotk jako Marilyn Monroe, Agnieszka Kamińska poruszająca temat Holokaustu i Leon Dziemaszkiewicz w roli kanibala - każde z tych wydarzeń to zupełnie inne spojrzenie na taniec

Pierwszą z trójmiejskich premier przygotowała Maria Miotk wraz z Aliną Jurczyszyn, Barbarą Pędzich i Dorotą Zielińską. Spektakl "Tajemnicza śmierć Normy Baker" miał stanowić artystyczną wizję symbolicznego "zgonu" Normy, zwyczajnej dziewczyny z Los Angeles, która w wieku 20 lat trafiła do świata wielkiego showbiznesu stając się jednym z jego największych symboli już jako Marilyn Monroe. Spektakl otwiera bardzo długi i zupełnie niepotrzebny prolog przed wejściem do sali teatralnej, w którym obserwujemy Marię Miotk jako dumną Marilyn Monroe rozdającą autografy i zazdrosną o zainteresowanie okazywane innej.

Historia Monroe sprowadzona zostaje do kilku banalnych chwytów - dziewczyny usiłują wspiąć się na siebie, co ma symbolizować wzajemną rywalizację, albo uciekają przed światłem reflektora, czemu towarzyszy okrzyk "Norma!". Zwraca uwagę przede wszystkim Alina Jurczyszyn, która wyróżnia się szczególnie głosem - świetne wykonanie pieśni do shruti boxu (medytacyjnego instrumentu) i interesująca interpretacja "I wanna be loved by you" Marilyn Monroe. Jurczyszyn skutecznie odwraca uwagę od rozgrywanych za nią figur tanecznych, w których prym wiedzie z kolei Dorota Zielińska (tancerka Opery Bałtyckiej). Spektaklowi brakuje myśli przewodniej, dlatego rozpada się na ciąg raczej mniej niż bardziej udanych etiud.

Zupełnie inne podejście do tańca i teatru zaprezentowała Agnieszka Kamińska z Teatru Amareya, której spektakl "Ocaleni. Na skraju nieba" stanowi jedną z najlepszych dotychczas propozycji całego Gdańskiego Festiwalu Tańca. Kamińska w ciągu 30 minut przedstawia świat po Holokauście - widzimy wstrząsaną nerwowymi tikami i drgawkami dziewczynkę, stąpającą powoli i niepewnie, jak płochliwe zwierzę, przez kolejne pola wyznaczane światłem.

Postać odgrywana przez Kamińską składa się właściwie z dwóch bohaterek - dziewczynki i matki, chociaż granica między nimi jest bardzo subtelna. Gdy Kamińska w nienaturalnej pozie przemierza całą sceną, by po chwili wrócić z nawleczonymi na sznurek ośmioma identycznymi lalkami, jawi się już jako naznaczona traumą wojenną matka, która utraciła dzieci. Gdy bez emocji "bawi się" lalkami znów przypomina dziecko. Efekt wojennej traumy potęguje fragment książki Mieczysława Abramowicza "Każdy przyniósł, co miał najlepszego" opisujący bestialstwa popełniane przez nazistów.

Agnieszka Kamińska do końca spektaklu jest konsekwentna. W spektaklu nie ma ani jednego fałszywego tonu. Ruch tancerki, wyraźnie inspirowany techniką tańca butoh, utrzymuje tempo przedstawienia w paraliżującej, upiornej wręcz monotonii. Obraz powojennej traumy, szoku wywołanego końcem dotychczas zrozumiałego i oswojonego świata, wywołuje wstrząsające wrażenie. Łzy cieknące po policzkach Kamińskiej, gdy zbliża się do widzów w ostatniej scenie spektaklu, by utonąć w mroku tuż przed widownią, na długo pozostają w pamięci.

Swój najnowszy spektakl zaprezentował także Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, który do projektu "Hungrige herzen" zaprosił m.in. tancerki Julię Mach i Annę Steller. Efektem jest przedziwne widowisko epatujące obrazami, przypominającymi mniej drastyczne wideoarty formacji Suka Off - na projekcjach jest więc krew i wykrojone z ciała i zjedzone przez Leona serce.

Szereg często absurdalnych i nieprzystających do siebie scenek otwiera wizyta pędzącego czarnego worka (Iwona Baranek). Potem pojawiają się motywy znane z dotychczasowych spektakli Leona - pływacy (trio Dziemaszkiewicz, Julia Mach, Anna Steller), etiuda z pluszowym pieskiem - świetnie wykonana przez centralną postać spektaklu - Julię Mach. Sympatycy twórczości Leona Dziemaszkiewicza odnajdą tu charakterystyczne motywy alienacji, skrępowania, przemocy, czy agresji.

Każdy z uczestników spektaklu-performace\'u ma tu swoje pięć minut - malutka Iwona Baranek mówi, że kocha taniec, ale nikt jej nie chce. Naśladuje ruchy Julii Mach w jednej z ciekawszych scen spektaklu. W pewnym momencie Leon ją uprowadza - najpierw zaczyna z nią tańczyć, potem wiąże, wkłada do dużej torby i wynosi ze sceny. Prezentowany wideoart nie pozostawia złudzeń - dziewczyna zostaje przez niego pokrojona, a jej serce Dziemaszkiewicz zjada na surowo. Z kolei Kuba Bielawski przez niemal cały spektakl okleja taśmą krzesło, aby wykrzyczeć proekologiczne hasła całkowicie rozbijając przedstawienie.

Klasą samą w sobie pozostaje Julia Mach. Jej drapieżne, zwierzęce ruchy, gdy jak samica niesie w zębach małego ruszającego się pieska, stanowi ozdobę spektaklu. I chociaż ciekawych wizualnie etiud znajdziemy tu znacznie więcej, spektakl Leona pozostaje jednym z najbardziej dziwacznych eksperymentów tego znanego performera.

Nowości festiwalu dopełnia performance "Uloi", czyli Off Żak Project przygotowany przez Kayę Kołodziejczak i Gdańską Korporację Tańca w Galerii Bałtyckiej. Tancerze występowali przy jednym z wejść do galerii na wszystkich poziomach. Wchodzący w różne interakcje taneczne tancerze, budzili zaskoczenie, bawili, albo rozśmieszali publiczność, którą często stanowili przypadkowi przechodnie, przekonując, że takie inicjatywy są potrzebne. Kolejny taneczny performance za rok.

Łukasz Rudziński
Trójmiasto.pl.
29 czerwca 2010

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...