Kryzys męskości

"Moralność pani Dulskiej" - aut. Gabriela Zapolska - reż. Paweł Szkotak - Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie

Kostiumy i dekoracja mogą sugerować, że obejrzymy klasyczną szkolną lekturę, ale niech nikogo nie zwiedzie ten widok. "Moralność pani Dulskiej" w reżyserii Pawła Szkotaka to spektakl na wskroś nowoczesny, lekko tylko pociągnięty patyną czasu, żeby uwypuklić jego uniwersalność i nieprzemijalność ukazanych w nim problemów.

Zwykła polska rodzina z dominującą matką i wycofanym ojcem oraz dziećmi traktowanymi przedmiotowo bez emocji i uczuć. Wszystko tu jest na pokaz - uczucia, religia, moralność. Wszystko po to, żeby zapewnić sobie komfort psychiczny i przede wszystkim finansowy. Szczere rozmowy należą tu do rzadkości, a jedynym bogiem, którego czci się naprawdę, jest pieniądz.

Już pierwsza scena mówi wiele o głównej bohaterce - w koszuli nocnej i szlafroku pani domu Dulska siedzi na kanapie i przelicza pieniądze wyjęte ze szkatułki. Przeliczanie pieniędzy to jej ulubione zajęcie. Pieniądze to jedyna rzecz, którą Dulska kocha, bo w odniesieniu do ludzi takie uczucia są jej obce. Człowiek to dla niej środek do celu. Mąż z dobrą posadą, lokatorka prowadząca się niezbyt moralnie, ale za to regularnie płacąca zawyżony czynsz - to osoby przydatne. Inna lokatorka robiąca skandal próbą samobójstwa czy służąca, która zaszła w ciążę z paniczem - to osoby, które należy usunąć z drogi. Tak myśli Aniela Dulska.

Pierwowzorem Anieli Dulskiej jest znana z kołtuństwa lwowska mieszczka, niejaka pani Gołąbowa. Nazwisko bohaterki łączy się również z lwowianką – niejaką Czesławą Dulską, która w odpowiedzi na ankietę ogłoszoną w 1905 roku przez popularny lwowski dziennik „Wiek Nowy" opisała swój system gospodarowania w domu, oparty na egoizmie, skąpstwie i wyzysku służącej. Wątek najstarszego syna Dulskich, Zbyszka, ma swoje źródło w romansie syna krewnych, państwa Pertaków, stanisławowskich znajomych męża pisarki. Młodzieniec ów romansował – za przyzwoleniem matki i całej rodziny – ze służącą.

Gabriela Zapolska posklejała te wątki w całość i stworzyła dzieło wiekopomne, które do dzisiaj jest regularnie grane na polskich scenach teatralnych i to zazwyczaj z dużym powodzeniem. Ta tragifarsa, zwana kołtuńską, to w zasadzie samograj, ale wymaga znakomitych aktorów, żeby utrzymać wysoki poziom. Tak się właśnie stało w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, gdzie obsada okazała się bardzo trafiona.

To oczywiste, że największą uwagę skupia na sobie postać Dulskiej. Dulska Żanety Gruszczyńskiej-Ogonowskiej wcale nie kojarzy się z zaniedbanym, rozczochranym babskiem, które krzyczy i zatruwa życie ludziom wokół. To całkiem elegancka i nawet seksowna Dulska, chociaż twierdzi: "Ja i Felicjan dawno już głupstwa wybiliśmy sobie z głowy". W tej kreacji aktorskiej Dulska bardziej niż przekupkę na rynku przypomina współczesną energiczną bizneswoman, która twardą ręką prowadzi interes, nie wdając się w sentymenty. Jest jednocześnie prezesem i marketingowcem firmy zwanej "dom". Brudy są ukrywane i załatwiane wewnątrz firmy, a na zewnątrz nie ma prawa nic się przedostać. Ale, jak mówi cybernetyka, czyli nauka o systemach, najbardziej nieprzewidywalnym elementem systemu jest człowiek. Męża udało się Dulskiej spacyfikować i zrobić z niego potulne zwierzątko, ale już cała reszta wymyka jej się z rąk i głównie na tym polega jej tragedia. Dulska, jak każdy tyran, załamuje się w obliczu okoliczności, których nie jest w stanie przewidzieć. Okazuje, że cała kontrola na nic, skoro są sprawy, które wymykają się spod tej kontroli. Aktorka znakomicie pokazuje ten moment załamania swoje bohaterki. Uchodzi z niej cała energia jak z przekłutego balonu. Ale jej menadżerskie doświadczenie każe jej wezwać na pomoc posiłki w postaci Juliasiewiczowej. Chociaż ukorzyć się przed osobą, nad którą jeszcze niedawno okazywała wyższość i wytykała jej błędy, to jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu tej tak pewnej siebie osoby.

Ale Żaneta Gruszczyńska-Ogonowska pokazała w tej roli coś jeszcze, coś, co często jest pomijane w tej historii - strach Dulskiej. Strach i zależność od opinii ludzkiej. Strach, który powoduje jakieś wewnętrzne uwikłanie, napięcie, konieczność kontrolowania wszystkiego wokół, co jest bardzo męczące. Dulska nie jest wolna. Przynajmniej nie wewnętrznie. Żyje jakby siedziała na lasce dynamitu, która może w każdej chwili spowodować wybuch. Jest niewolnicą konwenansów. Niewolnicą w gruncie rzeczy nieszczęśliwą. Zbudowała swój świat na marnych podstawach, które wcale nie są stabilne. Odnalazła się w życiu, które wydało jej się jedyne właściwie. Tylko czy sama sobie to wymyśliła, czy tak została wychowana? Już widać, że córki będą po niej dziedziczyć pewne cechy - Hesia spryt i kołtuństwo, Mela dostosowanie się do norm społecznych.

Aktorka, mimo stroju z epoki, wydaje się być współczesną kobietą, w której pod zapiętą pod szyję sukienką pulsuje wiele namiętności, mocno tłumionych i mocno kontrolowanych.

W spektaklu Pawła Szkotaka kobiety dominują na scenie, ale przez całe przedstawienie odnoszę wrażenie, że akcenty są tu rozłożone inaczej niż zazwyczaj. Że tak naprawdę chodzi o mężczyzn. Dulska, z całą swoją energią, tupetem, absorbowaniem swoją osobą otoczenia, jest tylko tłem opowieści o mężczyznach.

Felicjan Dulski, mąż i ojciec, teoretycznie pan domu, zarabiający na ten dom, zostaje zepchnięty na drugi plan. Spełnił swoją rolę jako reproduktor, więc zostaje odsunięty od domowych spraw. Żona traktuje go jak swoje kolejne dziecko. To postać, która widzów zazwyczaj śmieszy swoimi krótkimi wejściami, w których nawet się nie odzywa, tylko wykonuje jakieś miny i gesty np. dopominania się o cygaro. W koszalińskim spektaklu gra go Piotr Krótki, który czyni z niego jedną z najważniejszych postaci tego dramatu. Nadaje mu rys człowieczeństwa dotąd chyba niespotykany w innych realizacjach. Jego wejściom towarzyszy muzyka z opery "Pajace" Ruggera Leoncavalla - słynna aria Cania "Śmiej się, pajacu". Na początku, kiedy Dulski w szlafroku przytula się do ciepłego kaflowego pieca, na jego twarzy rozlewa się błogi uśmiech. Czujemy, że to rzadka dla niego chwila szczęścia. I czujemy, że jest człowiekiem, który czuje i cierpi. A kiedy pada jego słynne zdanie "A niech was wszyscy diabli", wchodzi na krzesło i maluje sobie twarz na biało, niczym aktorzy z "Pajaców". Jakby chciał pokazać wszystkim, że w tej historii jest tylko aktorem dramatycznym. To skłania do refleksji, jaki jest ten Dulski? Jakie ma życie wewnętrzne i dlaczego tak się dał podporządkować żonie? Może jest mu tak wygodnie? Dulski Piotra Krótkiego wzbudza w nas niepokój, chcemy go lepiej poznać, poznać jego motywacje, chcemy się do niego zbliżyć i może wesprzeć go w nieszczęściu. To na pewno sukces aktora.

Zbyszko to kolejna męska zagubiona postać. Chociaż on próbuje jeszcze walczyć. Jednak jego krótkotrwały bunt przeciw matce, kiedy postanawia się ożenić ze służącą, jest aktem zrobienia na złość swojej matce. Nie ma w tym niczego głębszego. Zbyszko grany przez Karola Czarnowicza to zagubione dziecko, które nie umie wydorośleć, ale też nie chce. Jako pupilek matki może sobie jednak pozwolić na więcej niż ojciec, więc regularnie ucieka z domu do podejrzanych knajp i podejrzanych relacji z kobietami, bo tylko to daje mu poczucie dorosłości i przede wszystkim wolności. W kreacji Karola Czarnowicza te właśnie cechy najbardziej wybijają się na pierwszy plan. Jego niedojrzałość, chęć buntu jak u nastolatka. Jest małym chłopcem, tylko strojem i zachowaniem pretendującym do dorosłości. Kiedy uświadamia sobie, że jego bunt też spełznie na niczym, bo matka znalazła sposób, żeby rozwiązać sprawę po swojemu, wyżywa się na pianinie i powraca do swojego statusu niegrzecznego chłopca na pokaz.

W tym spektaklu zespół koszalińskiego teatru absolutnie stanął na wysokości zadania pod względem aktorskim i dlatego spektakl ogląda się z taka przyjemnością.

Paweł Szkotak, zapewne zaskakując znawców jego innych realizacji, zrobił "Moralność pani Dulskiej" w sposób tradycyjny, ale tylko pozornie. Dekoracje i kostiumy z epoki, nawiązują do okresu, w którym Zapolska pisała swoją sztukę, czyli „Dywany, meble solidne... Rogi obfitości, sztuczne palmy, landszaft haftowany za szkłem... Stara piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. Lampa z abażurem z bibuły, stoliki, a na nich fotografie". Jednak ten celowy zabieg w zderzeniu z naszą współczesnością tym dobitniej pokazuje, że w naszej mentalności niewiele się zmieniło. Dulskie zawsze były i będą, bo przecież one nie uczą się na błędach. Nie ma co się silić na uwspółcześnianie, skoro główny problem jest zawsze aktualny. Chociaż na koniec Mela i Hesia wychodzą na scenę w dżinsach i topach.

Jeśli chodzi o zarzuty, to mam tylko dwa - po pierwsze taniec Zbyszka, Meli i Hesi. Ta scena jest zawsze jedną z najbardziej zapamiętywanych po spektaklach, a w tym zabrakło mi trochę dopracowania choreograficznego, co oczywiście można poprawić.

No i jeszcze ta lokalność. Ja wiem, że autorka przeniosła akcję utworu do Lwowa (dotyczyło to odniesień do rozmaitych miejsc – np. w wersji „lwowskiej" Felicjan Dulski odbywa „spacer" na Wysoki Zamek, a przy ulicy Teatyńskiej musi przyspieszyć, bo „tunel rozbijają", podczas kiedy w „krakowskiej" celem „spaceru" jest Kopiec Kościuszki, a przyspieszyć musi koło Parku Jordana, bo „zaczepiają"). W Koszalinie też jest zaakcentowana "koszalińskość", ale dla widzów spoza, np. oglądających spektakl w IX Konkursie na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa", w którym bierze on udział, takie rzeczy są zazwyczaj niezrozumiałe i bawią tylko lokalsów.

Koszaliński spektakl jest dynamiczny, dobrze zagrany i na pewno nie jest szkolnym brykiem, czego zawsze można się obawiać przy inscenizacjach lektur szkolnych. Jest spektaklem o kryzysie rodziny i o kryzysie człowieczeństwa.

Obsada: Bernadetta Burszta - Hesia, Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska - Dulska, Adrianna Jendroszek - Hanka, Dominika Mrozowska-Grobelna - Lokatorka, Beata Niedziela - Juliasiewiczowa, Katarzyna Ulicka-Pyda - Tadrachowa, Piotr Krótki - Dulski, gościnnie: Laura Jankowska - Mela, Karol Czarnowicz - Zbyszko.

Reżyseria i opracowanie muzyczne: Paweł Szkotak, scenografia: Wojciech Stefaniak, kostiumy: Sylwester Krupiński, autorka: Gabriela Zapolska, zdjęcia: Izabela Rogowska.

Premiera 17 czerwca 2023.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
3 lipca 2023
Portrety
Paweł Szkotak

Książka tygodnia

ahat ilī. Siostra bogów. Sceny dramatyczne
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Olga Tokarczuk, Zbigniew Mikołejko

Trailer tygodnia