Krzysztof Sielicki o Dniu Teatru

Teatr jest obok świata

Tym razem było gorąco. Od dziesięcioleci Międzynarodowy Dzień Teatru był "święcony" poprzez pompatyczne najczęściej wypowiedzi zaproszonych twórców, postaci znanych

Po czym  - raz do roku – pojawiał się w telewizji film o pięknej przeszłości naszego teatru, przywoływano tradycję Bogusławskiego itd. – w sumie budowano kolejne piętro wspólnego gmachu kultury. Nie muszę dodawać, że wychowałem się także w podobnym duchu. Ale już wtedy coś trzeszczało. Przytoczę tu historyjkę sprzed dziesięcioleci, jaką opowiadał Jerzy Koenig (człowiek, który traktował  teatr choć z dystansem to  w stu procentach poważnie – czego mu zazdroszczę). Otóż jechali kiedyś w latach 60. Koenig i Konstanty Puzyna do odległego miasta na ważną premierę.  Kolejna zima stulecia zatrzymała jednak pociąg w zaspie. W przedziale rozpoczęły się niezobowiązujące rozmowy między miejscowymi,  z województwa, a przyjezdnymi. Ktoś zapytał, po co fatygują się w taką pogodę do miasta N...? -Jedziemy zobaczyć  przedstawienie – odpowiedzieli  krytycy. – A toż u was w Warszawie nie macie teatrów? – szczerze zdziwił się tutejszy. A było to z pół wieku temu. I proces zadziwienia postępował, postępował – aż zakończył się serią  bulwersujących   zdarzeń na kończących się właśnie Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.
Staram się w blogowym pisaniu nie komentować bieżącego tzw. życia teatralnego. Nie lubię boksu ideologicznego, wyścigów artystycznych w ogóle  nie lubię. Ale słuchając jakiejś kosmicznie dziwacznej rozmowy o teatrze w konkurencyjnym radiu nagle zrozumiałem, że Rubikon już przekroczono.
Teatr – ten zetlały nieco postaw sukna  – szarpany jest na wszystkie strony. Pomijam wątki polityczne – choć może to one są najważniejsze w organizowanych protestach młodych widzów, w gwałtownych poruszeniach środowisk zagrożonych przez tzw. decydentów, w totalnej niepewności i małej elastyczności owych decydentów. To temat na inne opowiadanie.
W pustosłowiu i prawdziwej pasji, w skandalach traktowanych jako typowe przejawy życia teatralnego i dzikiej furii ujawniającej się na internetowych forach – przejawia się właśnie dzisiejszy poziom owego zadziwienia z opowiastki  Jerzego Koeniga. Teatr jest obok świata, a jeśli stara się przywdziewając czerwoną barwę  wbiec do centrum – staje tym bardziej obok. Po prostu zmieniło się  jego miejsce, cel, sens, dla którego przychodzą dziś młodzi ludzie, by teatr tworzyć. Cel, dla którego przychodzą dziś młodzi ludzie, by teatr oglądać. Czego innego oczekuje się od teatru – i to jest kwestia dużo poważniejsza niż tzw.polityka kulturalna, mechanizmy rozdziału  pieniędzy, artystyczne mody czy inne „tryndy”. Myślę tu przede wszystkim o widzach, którzy nie są młodymi profesjonałami w sztuce, o tych, do których kiedyś przede wszystkim starał się apelować teatr.
Ktoś mi kilka dni temu przypomniał, że przy okazji którychś WST w latach 70. proszono nas – studentów PWST – aby wziąć udział w dyskusjach na POLITECHNICE. Rzeczywiście przyszli inżynierowie, a nawet doktoranci od maszyn i mostów chcieli rozmawiać o Ghelderodem reżyserowanym przez Conrada Drzewieckiego! Pamiętam to.
Przemiana jest zasadą życia, kto nie zmienia się ten znika – więc  nie dziwię się  temu, co jest dziś.  Wiem jedno, że o ile „tutejszy” z pociągu w zaspie na wszelki wypadek (być może) zakładał, że jest jakiś sens w oglądaniu teatru, to dzisiaj  na kolejne akcje typu „teatr nie jest produktem”  odpowiedzią może być milczenie tych, którzy nie interesują się, nie wiedzą, są zarobieni, budują domy, zakładają sklepy... Przekonywać przekonanych nie ma  sensu, reszta widzi życie gdzie indziej.
Trzeba zupełnie inaczej.
No, niezbyt wesoły jest ten Dzień Teatru.

Krzysztof Sielicki
polskieradio.pl/blogi/sielicki/
3 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia