"Krzyżacy" w teatrze lalkowym

Rozmowa z Jakubem Roszkowskim

Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc, ale z drugiej strony potrafił bardzo celnie nasze słabości punktować. Moim zdaniem to wspaniała historia do opowiedzenia niewielkimi, dramatycznymi scenami, ale skrótowo, formalnie, nieomal komiksowo. Zamiast kilkunastu ważnych scen, sto malutkich obrazeczków polskich, z których gdzieś ci "Krzyżacy" będą nam się wyłaniali. Aż do wielkiej (mam nadzieję) i puentującej całość finałowej bitwy pod Grunwaldem.

Z reżyserem "Krzyżaków" w Teatrze Miniatura w Gdańsku Jakubem Roszkowskim rozmawia Grażyna Antoniewicz.

Grażyna Antoniewicz: Dlaczego postanowił Pan zrobić adaptację i wyreżyserować "Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza w teatrze lalkowym?

Jakub Roszkowski: - Już jakiś czas temu myślałem o tym, by sięgnąć do kanonu polskiej prozy i spróbować zderzyć ją z formą, z teatrem lalek. Wtedy przyszli mi do głowy "Krzyżacy" jako wspaniały tekst do takiego teatru. Jest to bowiem powieść olbrzymia, wielowątkowa, zawierająca ogromną ilość postaci, miejsc. Dziś powiedzielibyśmy o niej: filmowa.

A może - serialowa.

- Rzeczywiście, ukazywała się ona w odcinkach w "Tygodniku Ilustrowanym" od lutego 1897 do lipca 1900 roku. Tak. To był tamtejszy serial. Ta historia rosła, rozwijała się, pęczniała razem z czytelnikami. Mam poczucie, że "Krzyżacy" mają w sobie olbrzymi potencjał do opowiedzenia ich w teatrze formy. Można w nim w tak piękny sposób pokazać polowanie na niedźwiedzia, walkę z turem, czy pojedynki na koniach - sceny zazwyczaj wyrzucane w teatrach dramatycznych. Wreszcie powieść ta opisuje moment w polskiej historii, który od wczesnego dzieciństwa ogromnie mnie fascynował, czyli bitwę pod Grunwaldem. W teatrze lalkowym można próbować ją całą w teatralny sposób ożywić: wpuścić na scenę wojska, pokazać walki, wielkie zbiorowe sceny - a z drugiej strony zastanowić się nad sensem wojny w ogóle. Mam bowiem wrażenie, że to jest bardzo aktualna opowieść o Polsce i Polakach, o naszych strachach, fobiach, egoizmie i próżności. Sienkiewicz dość krytycznie ukazuje nasze społeczeństwo.

Które zostało trochę wybielone w filmie Aleksandra Forda "Krzyżacy"...

- Tak. To właśnie obraz Zbyszka w bieli i pięknej, niewinnej Danusi najczęściej staje nam przed oczami, gdy myślimy o tym tytule. W powieści tymczasem postaci nie są tak kryształowo czyste. To opowieść o Polakach, patriotach, ale raczej w takiej przaśnej, zdjętej z pomnika wersji. Dużo w nich pychy, egoizmu, poczucia własnej wyższości, lepszości i przeświadczenia, że jak Kali ukraść krowa to dobrze, a jak Kalemu - to źle. Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc, ale z drugiej strony potrafił bardzo celnie nasze słabości punktować. Moim zdaniem to wspaniała historia do opowiedzenia niewielkimi, dramatycznymi scenami, ale skrótowo, formalnie, nieomal komiksowo. Zamiast kilkunastu ważnych scen, sto malutkich obrazeczków polskich, z których gdzieś ci "Krzyżacy" będą nam się wyłaniali. Aż do wielkiej (mam nadzieję) i puentującej całość finałowej bitwy pod Grunwaldem.

Skąd wziął się pomysł, aby Mirek Kaczmarek zajął się oprawą plastyczną tego spektaklu? To scenograf pracujący w teatrze dramatycznym. Między innymi z Janem Klatą.

- To nie jest jego debiut w teatrze lalkowym. Zrobił już we Wrocławskim Teatrze Lalek

"W środku słońca gromadzi się popiół". Mirek ma wspaniały zmysł plastyczny, wyczucie formy, a z drugiej strony, duże poczucie humoru w tym co robi. Mam wrażenie, że to rzeczy niezbędne w tej realizacji, którą chcielibyśmy umieścić tak trochę między komiksem, a starą dobranocką. W skrótowej, może zabawnej wersji - dostępnej tak dla młodszej, jak i dorosłej widowni. Myślimy o stworzeniu rodzaju makiety filmowej, na której - również z wykorzystaniem kamer - moglibyśmy opowiedzieć tę wielką historię i faktycznie móc przemieszczać się od Krakowa do Malborka, przez polskie lasy, wsie, miasteczka...

Będzie żywy plan. projekcje wideo, lalki...

- Chciałbym oprzeć ten spektakl w większości na lalkach i na formie - nie na żywym planie - by jak najbardziej się tym światem bawić. Choć zestawienie małych lalek, drzewek i domków z prawdziwymi ludźmi również brzmi intrygująco. Zależy mi również, by obraz świata dopełniała muzyka grana na żywo.

Kto będzie grał?

- To jeszcze jest w fazie ustaleń, choć marzy mi się, by był to ktoś grający na klawesynie.

Grażyna Antoniewicz
Polska Dziennik Bałtycki
5 stycznia 2016
Portrety
Jakub Roszkowski

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski