Kto jest z Wenus, a kto z Marsa?

"Ludzie inteligentni" - reż. Olaf Lubaszenko - Teatr IMKA w Warszawie

Sztuka francuskiego pisarza i komika, Marca Fayeta, przedstawia historię przyjaźni sześciu bohaterów, których codzienny spokój zakłóca wiadomość o rozstaniu dwojga z nich. Może się okazać, że ta informacja ujawni nieznane dotąd fakty z życia każdego z bohaterów.

„Ludzie inteligentni" to przezabawna komedia oparta na tekście składającym się z powiedzeń i swego rodzaju nowomowy używanej przez współczesnych młodych ludzi. To właśnie dobrze skonstruowane dialogi odróżniają tę komedię na tle innych, bo to nie jest kolejne śmieszne przedstawienie, z którego ludzie śmieją się dla samego śmiechu, ale przede wszystkim jest to komedia inteligentna. To nie pierwsza premiera „Ludzi inteligentnych" w tym sezonie teatralnym. W listopadzie 2016 roku w Teatrze im. Juliusza Osterwy z tą sztuką zmierzył się Grzegorz Chrapkiewicz. Teraz przyszedł czas na Olafa Lubaszenkę, który w Teatrze IMKA wyreżyserował spektakl w gwiazdorskiej obsadzie.

Obecnie na ważne tematy rozmawia się w specyficznych okolicznościach, Panowie zazwyczaj rozprawiają o życiu podczas oglądania meczu w telewizorze, a Panie przy butelce dobrego wina. Tak jest i tym razem, kiedy poznajemy trzy pary przyjaźniące się od wielu lat, na pierwszy rzut oka nie mają przed sobą żadnych tajemnic i świetnie się dogadują, choć każda z nich reprezentuje zupełnie inny typ osobowości. Chloe (Izabela Kuna) przypomina typową kobietę pracującą w korporacji, intelektualistkę, która bez najmniejszych skrupułów postanawia zgodzić się na zakończenie wieloletniego związku z Davidem (Bartłomiej Topa). Mężczyzna zdaje się być nieprzywiązany do partnerki i nie przejawia do niej głębszych uczuć, stąd jego, jak się później okazuje, zbyt pochopny pomysł o rozstaniu, które dla wszystkich przyjaciół jest wielkim zaskoczeniem. Ta decyzja sprawiła, że w gronie męski, jak i damski pojawiły się refleksje na temat ich własnych związków. Gina (Magdalena Stużyńska) i Alexander (Rafał Królikowski) na pierwszy rzut oka tworzą parę idealną, a wszystko przez to, że Gina jest doskonałym przykładem domatorki, a Alexander świetnie odnajduje się w roli pantoflarza, któremu chyba ta sytuacja nie przeszkadza, a może zwyczajnie boi się postawić żonie z uwagi na jej stanowczych braci, którzy bardzo troszczą się o małżeństwo jedynej siostry. Całkowitym przeciwieństwem tej pary jest Marina (Magdalena Boczarska) i Thomas (Szymon Bobrowski), ona jest wyzwoloną artystką, która otwarcie godzi się ze zdradami ukochanego i co więcej, wcale jej to nie przeszkadza, ponieważ preferuje otwarty związek. To wszystko może wydawać się dość zaskakujące patrząc na Thomasa, który przypomina raczej mężczyznę ciapowatego, bez własnego zdania, przejmującego większość domowych obowiązków, ponieważ jego partnerka to dusza artystyczna, która nie może być ograniczana przez domowe obowiązki. Jednak to wszystko jest tylko po to, żeby zmylić otoczeni, bo tak naprawdę Thomas jest podrywaczem. Bohaterowie w swoich domach i na wspólnych spotkaniach rozmawiają o rozstaniu Davida i Chloe, co pokazuje jakie relacje panują między kobietą i mężczyzną oraz jak to samo wydarzenie może zostać przedstawione przed dwie osoby.

Patrząc na tę mozaikę osobowości można zadać sobie pytanie, kto rządzi światem i czy naprawdę mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus? Fenomen całej sztuki polega na tym, że patrząc na aktorów grających na scenie widzimy samych siebie. Mężczyźni, jak na prawdziwą męską przyjaźń przystało, oglądają wspólnie mecz piłki nożnej i wcale nie przeszkadza im to, że ich najlepszy przyjaciel kibicuje przeciwnej drużynie. A kobiety, poza winem i plotkami, wspólnie wzruszają się przy ulubionym serialu. To co dzieje się w naszym codziennym życiu zostało przeniesione na deski teatru, tworząc prostą i zabawną komedię z inteligentnym humorem. A nie trzeba było do tego zbyt wielkich środków, przy niewielkiej ilości rekwizytów udało się stworzyć trzy przestrzenie przedstawiające mieszkania bohaterów, a to wszystko zasługa scenografii autorstwa Justyny Woźniak. Akcja przedstawienia jest bardzo dynamiczna, historie opowiadane przez bohaterów, podczas ich wspólnych spotkań, zaczynają się układać w pewną logiczną całość, ale czy to co wydaje się tak oczywiste okaże się prawdą?

Reżyser, Olaf Lubaszenko, w mistrzowski sposób obalił stereotypy, jakie panują w społeczeństwie, o tym, że kobiety wszystko wyolbrzymiają i plotkują, podczas gdy mężczyźni robią nie tylko to samo, ale jeszcze z większą fantazją, dochodząc przy tym do absurdalnych wniosków. Przez niedomówienia i dodatkowo wysnute wnioski życie bohaterów coraz bardziej się komplikuje, a do tego wychodząc na jaw nieznane dotąd fakty z ich życia.

Sztuka jest prosta w odbiorze, dzięki dynamicznej akcji i zabawnym dialogom widzowie nie mają prawa narzekać na nudę. Atutem spektaklu jest przede wszystkim jego tematyka, kryzys w związku, obalanie stereotypów, spór kobiet z mężczyznami o to, kto ma więcej racji. Krótko mówiąc jest to sztuka o nas samych i o tym, o co na co dzień się spieramy.

Małgorzata Kociubowska
Dziennik Teatralny Warszawa
28 kwietnia 2017
Portrety
Olaf Lubaszenko

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia