Kto uratuje zwiędłe kwiaty?

"Duszę się pośród tego wszystkiego! Dajcie mi powietrza! Otwórzcie okna! Otwórzcie więcej okien niż jest wszystkich okien na całym świecie!"

Mogłoby się zdawać, że siedmiotomowa powieść Marcela Prousta jest nazbyt obszerna i przestarzała, aby stać się podstawą spektaklu postępowego teatru, jakim jest przecież Nowy Teatr. Zespół Warlikowskiego pokazuje jednak, że Francuzi z czasów afery Dreyfusa niewiele różnią się od dzisiejszego polskiego społeczeństwa.

Spektakl jest dopracowany w każdym calu - zarówno w warstwie scenograficznej, muzycznej, aktorskiej jak i dramaturgicznej. Jest swoistą rozkoszą estetyczną. Aktorzy snują się po scenie w niejako - mam nadzieję, że nie będzie to nadużyciem - hopperowskim duchu. Na scenie stoją odosobnione meble, wzdłuż niej ciągnie się bar, a co jakiś czas ukazuje się na pozór absurdalny kwiat. Swoistą wizytówką przedstawienia jest poruszający i bądź co bądź transowy utwór „Kartka z albumu" Pawła Mykietyna. A wszystko to dopełnione przez - moim zdaniem niedościgły - ruch sceniczny Claude'a Bardouila. Spektakl warto zobaczyć także ze względu na wybitne popisy aktorskie Bartosza Gelnera (w roli Narratora) oraz Agaty Buzek (między innymi w olśniewającej roli Fedry).

Przedstawienie rozpoczyna seans spirytystyczny w towarzystwie nietoperzy, w którym przywołany zostaje duch Alfreda Dreyfusa (w tej roli Zygmunt Malanowicz). Uważny widz już wie - poruszone zostaną niewygodne i niewyjaśnione wydarzenia historyczne, polityczne i społeczne.

„Stracony" z tytułu powieści zdaje się być kluczowym słowem w spektaklu, bowiem opowiada on o tym, co utracone - o zmarnowanych wartościach i niespełnionych oczekiwaniach. Oczywiście także „poszukiwanie" w pewnym sensie się realizuje. Mam jednak wrażenie, że na scenie więcej jest żalu i rozgoryczenia niż nadziei.

Gdyby musieć określić istotę „Francuzów" należałoby, jak sądzę, przytoczyć fragment monologu Macieja Stuhra w roli Roberta de Saint Loupa - bez wątpienia jednej z najlepszych scen spektaklu - „Duszę się pośród tego wszystkiego! Dajcie mi powietrza! Otwórzcie okna! Otwórzcie więcej okien niż jest wszystkich okien na całym świecie!". Zdaje się, jakby wszyscy bohaterowie, wszystkie postaci krzyczały te słowa.

Odwiedzając paryskie salony, składając w ukryciu (bo przecież z widowni) wizytę u państwa de Guermantes, jesteśmy świadkami powolnego, ale i na swój sposób odrażającego upadku moralnego. Arystokracja jest nieprzyzwoita, cierpka, a ich rozmowy niekiedy nawet przyprawiające o mdłości.

Kto z nich jest szczęśliwy? Czy Oriana de Guermantes (nieziemska Magdalena Cielecka), która trwa w tragicznym związku? Czy Błażej de Guermantes (sarkastyczny Marek Kalita) sfrustrowany już do końca, tak że przyjemność sprawia mu wypominanie żonie koloru pantofelków? Czy Odetta de Crécy (zjawiskowa Maja Ostaszewska), która w każdym działaniu, choćby w drgnięciu wargą, daje wyraz swojej inności? Czy Sydonia Verdurin (wirtuozerska Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) oddana wspinaniu się po drabinie społecznej? Albertyna Simonet (efemeryczna Maria Łozińska) nieszczęśliwie zakochana w kobiecie? Charles Morel (hipnotyzujący Piotr Polak) - zakompleksiony artysta? A może to baron de Charlus (mistrzowski Jacek Poniedziałek) wiedzie radosne życie? Jednak czy pogardliwy antysemita wykluczony ze względu na swoją orientację seksualną może być szczęśliwy? W końcu - moglibyśmy o szczęście „podejrzewać" Charlesa Swanna (natchniony Mariusz Bonaszewski), jednak wątpliwym pozostaje wewnętrzny spokój ofiary antysemityzmu i męża nieustannie kompromitowanego na salonach.

Warlikowski przygląda się relacjom bohaterów powieści - niezwykle chłodnych, bezdusznych i cynicznych. Wszelkie romanse, małżeństwa przepełnione są brutalnością, kłamstwem i zazdrością, a ich symbolem jest pojawiający się co jakiś czas na scenie kwiat anturium - symbol płomiennej miłości. W tle elitarnych rozgrywek pojawia się wątek afery Dreyfusa, która podzieliła francuskie społeczeństwo i to właśnie ona służy do ukazania ówczesnego antysemityzmu.

Zdaje się, że rozwiązanie tej swoistej poniekąd beznadziejnej sytuacji podaje Maciej Stuhr we wspomnianym już monologu: „Przemińcie tandetne odrzuty! Artyści i politycy, amatorzy błyskawicznych lunchów! Przemińcie budowniczowie, bywalcy kawiarń i konferencji, którzy sprzedajecie kupy cegieł, nazywając je domami! Przemińcie wieśniacy z euro-wiochy! Gaduły, półgłówki, ochłapy i resztki! Przemińcie wegetarianie, abstynenci, kalwini, którzy nie chcecie się odpieprzyć, smutasy. Przemińcie, definitywnie przemińcie!". To jednak, jak sądzę, dość pesymistyczna myśl. A może ziści się raczej koncepcja, która wygłasza Małgorzata Hajewska Krzysztofik, niekończącego się porodu?

Straceni arystokraci są symbolem słaniających się w obliczu wojny państw, a co za tym idzie - narodów na skraju kryzysu tożsamości. Starzeją się, a my mamy okazję do refleksji nad przyszłością. Za sprawą słabnących elit wkraczamy w wizję nowoczesności, która na pewno nie zależy od barona de Charlus podpiętego do kroplówki.

Zatem kto uratuje zwiędłe kwiaty?

„Francuzów" będzie można zobaczyć jeszcze we wrześniu (24 - 27.09). Bilety do kupienia na stronie Nowego Teatru.

autorka: Aleksandra Górecka

„Francuzi", reż. Krzysztof Warlikowski, Nowy Teatr, premiera: 2015r.;

Mogłoby się zdawać, że siedmiotomowa powieść Marcela Prousta jest nazbyt obszerna i przestarzała, aby stać się podstawą spektaklu postępowego teatru, jakim jest przecież Nowy Teatr. Zespół Warlikowskiego pokazuje jednak, że Francuzi z czasów afery Dreyfusa niewiele różnią się od dzisiejszego polskiego społeczeństwa.

Spektakl jest dopracowany w każdym calu - zarówno w warstwie scenograficznej, muzycznej, aktorskiej jak i dramaturgicznej. Jest swoistą rozkoszą estetyczną. Aktorzy snują się po scenie w niejako - mam nadzieję, że nie będzie to nadużyciem - hopperowskim duchu. Na scenie stoją odosobnione meble, wzdłuż niej ciągnie się bar, a co jakiś czas ukazuje się na pozór absurdalny kwiat. Swoistą wizytówką przedstawienia jest poruszający i bądź co bądź transowy utwór „Kartka z albumu" Pawła Mykietyna. A wszystko to dopełnione przez - moim zdaniem niedościgły - ruch sceniczny Claude'a Bardouila. Spektakl warto zobaczyć także ze względu na wybitne popisy aktorskie Bartosza Gelnera (w roli Narratora) oraz Agaty Buzek (między innymi w olśniewającej roli Fedry).

Przedstawienie rozpoczyna seans spirytystyczny w towarzystwie nietoperzy, w którym przywołany zostaje duch Alfreda Dreyfusa (w tej roli Zygmunt Malanowicz). Uważny widz już wie - poruszone zostaną niewygodne i niewyjaśnione wydarzenia historyczne, polityczne i społeczne.

„Stracony" z tytułu powieści zdaje się być kluczowym słowem w spektaklu, bowiem opowiada on o tym, co utracone - o zmarnowanych wartościach i niespełnionych oczekiwaniach. Oczywiście także „poszukiwanie" w pewnym sensie się realizuje. Mam jednak wrażenie, że na scenie więcej jest żalu i rozgoryczenia niż nadziei.

Gdyby musieć określić istotę „Francuzów" należałoby, jak sądzę, przytoczyć fragment monologu Macieja Stuhra w roli Roberta de Saint Loupa - bez wątpienia jednej z najlepszych scen spektaklu - „Duszę się pośród tego wszystkiego! Dajcie mi powietrza! Otwórzcie okna! Otwórzcie więcej okien niż jest wszystkich okien na całym świecie!". Zdaje się, jakby wszyscy bohaterowie, wszystkie postaci krzyczały te słowa.

Odwiedzając paryskie salony, składając w ukryciu (bo przecież z widowni) wizytę u państwa de Guermantes, jesteśmy świadkami powolnego, ale i na swój sposób odrażającego upadku moralnego. Arystokracja jest nieprzyzwoita, cierpka, a ich rozmowy niekiedy nawet przyprawiające o mdłości.

Kto z nich jest szczęśliwy? Czy Oriana de Guermantes (nieziemska Magdalena Cielecka), która trwa w tragicznym związku? Czy Błażej de Guermantes (sarkastyczny Marek Kalita) sfrustrowany już do końca, tak że przyjemność sprawia mu wypominanie żonie koloru pantofelków? Czy Odetta de Crécy (zjawiskowa Maja Ostaszewska), która w każdym działaniu, choćby w drgnięciu wargą, daje wyraz swojej inności? Czy Sydonia Verdurin (wirtuozerska Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) oddana wspinaniu się po drabinie społecznej? Albertyna Simonet (efemeryczna Maria Łozińska) nieszczęśliwie zakochana w kobiecie? Charles Morel (hipnotyzujący Piotr Polak) - zakompleksiony artysta? A może to baron de Charlus (mistrzowski Jacek Poniedziałek) wiedzie radosne życie? Jednak czy pogardliwy antysemita wykluczony ze względu na swoją orientację seksualną może być szczęśliwy? W końcu - moglibyśmy o szczęście „podejrzewać" Charlesa Swanna (natchniony Mariusz Bonaszewski), jednak wątpliwym pozostaje wewnętrzny spokój ofiary antysemityzmu i męża nieustannie kompromitowanego na salonach.

Warlikowski przygląda się relacjom bohaterów powieści - niezwykle chłodnych, bezdusznych i cynicznych. Wszelkie romanse, małżeństwa przepełnione są brutalnością, kłamstwem i zazdrością, a ich symbolem jest pojawiający się co jakiś czas na scenie kwiat anturium - symbol płomiennej miłości. W tle elitarnych rozgrywek pojawia się wątek afery Dreyfusa, która podzieliła francuskie społeczeństwo i to właśnie ona służy do ukazania ówczesnego antysemityzmu.

Zdaje się, że rozwiązanie tej swoistej poniekąd beznadziejnej sytuacji podaje Maciej Stuhr we wspomnianym już monologu: „Przemińcie tandetne odrzuty! Artyści i politycy, amatorzy błyskawicznych lunchów! Przemińcie budowniczowie, bywalcy kawiarń i konferencji, którzy sprzedajecie kupy cegieł, nazywając je domami! Przemińcie wieśniacy z euro-wiochy! Gaduły, półgłówki, ochłapy i resztki! Przemińcie wegetarianie, abstynenci, kalwini, którzy nie chcecie się odpieprzyć, smutasy. Przemińcie, definitywnie przemińcie!". To jednak, jak sądzę, dość pesymistyczna myśl. A może ziści się raczej koncepcja, która wygłasza Małgorzata Hajewska Krzysztofik, niekończącego się porodu?

Straceni arystokraci są symbolem słaniających się w obliczu wojny państw, a co za tym idzie - narodów na skraju kryzysu tożsamości. Starzeją się, a my mamy okazję do refleksji nad przyszłością. Za sprawą słabnących elit wkraczamy w wizję nowoczesności, która na pewno nie zależy od barona de Charlus podpiętego do kroplówki.

Zatem kto uratuje zwiędłe kwiaty?

__

„Francuzów" będzie można zobaczyć jeszcze we wrześniu (24 - 27.09). Bilety do kupienia na stronie Nowego Teatru.

Aleksandra Górecka
Dziennik Teatralny Warszawa
5 września 2020

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia

"Odlot" - reż. Anna Au...
Anna Augustynowicz
Tytułowy Odlot nie jest jednak tylko ...