Kto zabił mojego kota?

W pewien styczniowy wieczór weekendowy na Śląsku miało miejsce wydarzenie wstrząsające i brzemienne w skutki. Irlandzcy terroryści na kilka godzin zawładnęli zabrzańską sceną Teatru Nowego. Padły setki wyzwisk, ogrom ciosów, salwy wystrzałów. Polała się krew ludzi i zwierząt...
Ale spokojnie, spokojnie.... to - na szczęście moje i Wasze - nie realne wydarzenia, ale teatralna fikcja. Terrorystami byli przebrani artyści zabrzańskiej sceny, którzy strzelali do siebie li i jedynie kapiszonami, a zakrwawione zwierzęta były sztuczne. W Teatrze Nowym odbyła się premiera bardzo poczytnego irlandzkiego autora, Martina McDonagh'a i jego dyskusyjnego dramatu "Porucznik z Inishmore". Dyskusyjnego, bo w przewrotny i karykaturalny sposób ilustrującego głupotę i ograniczoność wszelkich nacjonalistycznych organizacji terrorystycznych. Tekst McDonagha został przez reżysera zabrzańskiego spektaklu - Andrzeja Sadowskiego, potraktowany nad wyraz poważnie. Owa powaga w ogólnym rozrachunku, niestety, nie wyszła sztuce na dobre. Sztuce Sadowskiego brak poczucia humoru, którym wręcz przesiąknięte są dramaty Irlandczyka - wprawdzie jest to czarny humor - no ale jest! A u Sadowskiego kompletnie go brakuje. Zabrzański spektakl jest sprawny aktorsko, ale od samego początku aktu pierwszego aktorzy nie mają do siebie wystarczającej dawki dystansu (miejscami wyabstrahować z owej grupy należy Roberta Lubawego w roli Davey'a - skora byłam dać się ponieść przez całą sztukę tylko tej właśnie postaci). Gdyby tylko w kreacjach aktorów, wcielających się w bandę terrorystów, pojawiła dawka zdrowej ironii do tego, kogo i jak przedstawiają, gdyby choć odrobina zdystansowania i parodii pojawiła się za ich sprawą na scenie, to zabrzański "Porucznik..." zapewne nie byłby tak przeraźliwie poważny. A już sącząca się z białych ścian patetycznie, cicho i nieskończenie niemożliwie czerwona krew, dopełnia obraz grozy i ciężkości, jaka zapanuje na finiszu. Być może ta powaga byłaby do zniesienia, gdyby tekst McDonagha był takiego samego kalibru. Sęk jednak w tym, że nie jest, bo (jak już wyżej wspomniałam) pełno w nim wisielczego, czarnego humoru, absurdalnych sytuacji, groteskowych postaci i parodii bezsensownych akcji terrorystycznych. Bynajmniej nie sądzę, że nie ma w tym tekście zawartej głębokiej prawdy o dzisiejszym świecie i jego problemach. Tylko że w przypadku, gdy kołem napędowym akcji dramatycznej staje się niewyjaśniona śmierć ukochanego kotka Tomaszka (a z minuty na minutę owa liczba zwierzaków się zwielokrotnia) to, pomimo tego, że zasada decorum już dawno odeszła do lamusa, śmiertelna powaga nie jest idealnym rozwiązaniem inscenizacyjnym. Ani też najlepszym sposobem na wystawianie dramatów Martina McDonagha. Teatr Nowy w Zabrzu Martin McDonagh "Porucznik z Inishmore" ("The lieutenant of Inishmore") przekład: Klaudyna Rozhin reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne: Andrzej Sadowski asystent reżysera: Marian Kierycz Obsada: Dagmara Ziaja, Robert Lubawy, Marian Kierycz, Jarosław Karpuk, Andrzej Kroczyński, Marian Wiśniewski, Jacek Wojnicki, Mariusz Wojtas Premiera: 19.01.2008r.
Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
26 stycznia 2008

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...