Kto zapłacze po Mary Stuart?

„Mary Stuart" – reż. Agata Duda-Gracz – Teatr Ateneum z Warszawy

Maria Stuart – niemowlę z królewską koroną, dziecko za wcześnie wyrwane z objęć matki, element politycznej układanki, ofiara intryg i ich źródło, władczyni wojująca z zewnętrznym wrogiem i rodzimymi nieprzyjaciółmi. Maria – dziewczyna piękna, utalentowana, rozkwitająca na francuskim dworze urokiem nieprzeciętnym, rozsmakowana w luksusach. Młoda żona, bardzo młoda wdowa. K

Królowa Szkocji, obrończyni katolicyzmu, zdradzona przez brata, zdradzona przez swego angielskiego męża, niszczona przez szkockich lordów. Maria zakochana. Oskarżona o udział w zabójstwie męża. Maria uciekinierka. Więźniarka królowej Elżbiety, skazana na śmierć za uczestnictwo w spisku na jej życie.

Sztuka Wolfganga Hildesheimera nawiązuje do ostatniego aktu w bogatym życiu Marii Stuart. Gorzowianie mogli ją obejrzeć w ramach 32. Spotkań Teatralnych, w wykonaniu artystów Teatru Ateneum z Warszawy, w reżyserii Agaty Dudy-Gracz, odpowiedzialnej również za scenografię.

Jest sobota 14 listopada 2015 roku. W Osterwie scena zamienia się w więzienie. Z trzech stron ogromne kraty wyznaczają przestrzeń życia szkockiej monarchini, a raczej przestrzeń jej wegetacji. Widzowie stają się gapiami, którzy przyszli zobaczyć egzekucję Mary. Pod kratą ona, w białej długiej koszuli, skurczony ludzki kształt. Lament i wycie, przeplatane modlitwą. Strach, niezgoda na śmierć, czepianie się Boga, ostatniej nadziei. Jest brzydka, niemal łysa, odrażająca. Jakby proces gnicia jej ciała rozpoczął się jeszcze za życia. A przecież kiedyś była piękna, długie kasztanowe włosy błyszczały w słońcu! Wszystko przepadło. O nieuchronności śmierci przypomina jej kat (Przemysław Bluszcz), stojący nieruchomo z założonymi na piersi rękoma. Jego tors jest nagi, niepotrzebny mu kostium, bo to Mistrz nad mistrzami, nigdy się nie pomyli, nikomu nie ulegnie, pracę swą wykona solidnie, wszak jest figurą konieczności, w finałowej scenie to on z królową stanie do dance macabre.

Pozostali bohaterowie przedstawienia, pojawiający się kolejno na scenie, to „dwór" zdetronizowanej władczyni. Homoseksualista lokaj czy błazen, aptekarz przygotowujący dla pani mikstury, których sam boi się tknąć, bo mogą nagle przenieść do świata, gdzie mu się nie spieszy, lekarz przedmiotowo traktujący zarówno pokojówkę, jak i królową, owa pokojówka, uwiedziona niegdyś przez męża Marii, a potem wykorzystywana przez wielu. Wszyscy oni są odpychający, interesowni i źli. Motywowani do służby chęcią zawłaszczenia zawartości szkatuły, jedynej rzeczy należącej do królowej, która ma jakąkolwiek wartość. Są ordynarni w gestach i języku, zezwierzęceni. Lekarz spółkuje z pokojówką leżącą na plecach aptekarza, błazen jak małpa skacze po kratach celi, nikt nie dba o intymność, padają dosadne komentarze na temat fizjologii, publicznie bada się zawartość nocnika.

Mary Stuart siedzi na tronie-kloace. Jej biała koszula zaplamiona jest fekaliami. Z wyłysiałego czerepu zwisa kępka siwych włosów. Zbyt słabych, by utrzymać w rękach kata odciętą głowę. Mary przypomina bohaterkę turpistycznego wiersza Grochowiaka Piersi królowej, pozbawiona majestatu, przesądzona. To nie królowa Francji ani Szkocji, aspirująca do korony Anglii, lecz opuszczona przez wszystkich kobieta budząca obrzydzenie. Pyta: „Gdzie oni są?". Cienie przeszłości, ci, których kochała, przez których została skrzywdzona i których sama skrzywdziła. Świadoma nieuchronności śmierci chce być męczennicą za wiarę, świętą, która wybaczy grzesznikom i którą Bóg nagrodzi. Ale Bóg milczy. A może nie ma go wcale? Więc jaki był sens jej życia?

Przestrzeń wokół skazanej zapełniają psy. Lubiła je kiedyś, polowała z nimi we Francji, trzymała na swym dworze. Znała imiona ich wszystkich. Teraz są do niej podobne, kalekie, z pourywanymi łapami, niektóre w fazie rozkładu. Ofiary okrucieństwa. I ona bywała okrutna. Jak do tego doszło? Walcząc o tron, o swego Boga, osaczana przez intrygantów, musiała stać się twarda, coraz bardziej bezwzględna. Ceną za to była samotność, a skutkiem śmierć. Czekając na ścięcie, uświadamia sobie tragizm własnego losu. Odrzucona przez wszystkich, skazana na nicość, podźwignie się z upodlenia, po raz ostatni użyje swej władzy, by odejść z godnością, nie jako Mary S., lecz jako królowa Maria Stuart. Ubrana w królewskie szaty, z peruką na głowie, wyprostowana – to ona ma ostatnie słowo. Władza zapewni nieśmiertelność. Historia zapisze jej imię. Widowisko zamyka świst topora i mrok. Uwięzieni w klatce widzowie przez dłuższą chwilę siedzą w ciszy. Dopiero brawa przynoszą wyzwolenie.

Spektakl budzi mieszane uczucia. Największym jego atutem jest odtwórczyni głównej roli, Agata Kulesza, przechodząca na oczach widza ogromną metamorfozę i wywołująca skrajne emocje. Pozostali aktorzy stanowią, niestety, tylko jej tło i nie trudno powiedzieć, czy to sam tekst nie dawał im większych możliwości, czy zostali tak poprowadzeni przez reżyserkę. Jedynie głąb (Tomasz Schuchardt), pomocnik kata, przykuwa uwagę swą nadmierną ekspresją, drażniąc jednocześnie skalą środków eksponujących jego odmienność. Epatowanie estetyką kloaki, wyuzdanie, dosadność języka – to z pewnością ryzykowne rozwiązania sceniczne. Podejmowana przez Agatę Dudę-Gracz tematyka nie do końca przekonuje mnie o konieczności ich użycia.

Na pochwałę zasługuje piękna muzyka w wykonaniu Mai Kleszcz i Wojciecha Krzaka. Bardzo trafne jest zaprojektowanie scenografii w formie klatki, zamykającej w swym wnętrzu nie tylko bohaterów teatralnych, ale też widzów – to nośny znak wszelkiego uwięzienia, determinującego ludzkie losy.

Agnieszka Moroz
Dziennik Teatralny Szczecin
17 listopada 2015
Portrety
Agata Duda-Gracz

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia