Którędy do morza? Teatr o Szczecinie

"Którędy do morza" - reż: Adam Opatowicz - Teatr Polski w Szczecinie

Zdanie padające w radiowej sondzie, że nie mamy szczęścia do prezydentów, widownia nagradza brawami

Szczecin i szczecinianie jako bohaterowie sztuki to świetna przynęta ściągająca ludzi do teatru.

"Którędy do morza" opiera się na tekście. Sztukę dla potrzeb teatru napisał szczeciński prawnik Roman Ossowski. Pomysł miał ciekawy. W pierwszym akcie popatrzymy na Szczecin przez pryzmat odsłaniania czterech pomników: Czynu Polaków, Jana Pawła II, Colleoniego i Anioła Wolności (w tle trwa poszukiwanie jeszcze jednego, niedookreślonego, zapewne Sediny). W drugim te pomniki nieoczekiwanie z cokołów znikają. "Którędy do morza" to sekwencja scenek, które rozgrywają się w pustawej przestrzeni zagospodarowanej na stałe biurkiem Sekretarza partyjnego, a potem Prezydenta miasta.

Pochód przez scenę szczecinian rozpoczyna trzech stoczniowców montujących pomnik Czynu Polaków. Jest Paprykarz, który "jak tu przyjechał ze wsi, to pytał, którym tramwajem nad morze dojechać". Jest pan Marian (świetny Jacek Polaczek), repatriant, opowiadający, że jak w 1948 r. tu przyjechał, to trzy domy na Pogodnie i Głębokim zajmował, a "jak się węgiel w piwnicy skończył, to szło się mieszkać do następnego". Oto pierwsi mieszkańcy Szczecina. W tym czasie aparatczycy zastanawiają się, czy to nie zaszkodzi, że nie wszystkie trzy orły w pomniku patrzą na Wschód.

Samych postaci szczecinian jest w spektaklu kilkanaście. Stawianiu pomnika Papieża towarzyszy np. Ksiądz, któremu nie przeszkadza, że cała Polska usłana jest takimi samymi figurami ("Papież dla wszystkich jest taki sam") i Działacz partii Nasza Polska (dobry Sławomir Kołakowski), który głosi, że "dopiero nasz pomnik jest prawdziwym czynem, prawdziwych Polaków".

Szczecinian nie jednoczy żaden pomnik. To miasto bez tożsamości. Kto spodziewał się sztuki rozrachunkowej, może się rozczarować. Historię Szczecina spowija tu dobroduszna ironia, którą reżyser oswaja ponad trzy dekady zawirowań historii. Spektakl przeplatają piosenki z lat 50. i 60 (są też na płycie dołączanej do programu).

Ale w tym momentami irytująco sentymentalnym spektaklu jest też "wmontowana" kąśliwa diagnoza: Szczecin ma słabe elity. I choć może padliśmy ofiarą teatralnego żartu (jesteśmy "tylko" na próbie w teatrze), w pustym cokole, który w finale wyrasta ze sceny i jest też kominem statku, przejrzeć się warto jak w krzywym zwierciadle. Bo statek wciąż płynie.

Teatr Polski: "Którędy do morza" Romana Ossowskiego, reż. Adam Opatowicz, scenografia Mariusz Napierała, ruch sceniczny Janusz Józefowicz. Premiera 6 lutego

Ewa Podgajna
Gazeta Wyborcza Szczecin
10 lutego 2010

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...