Ku górom

"Każdemu Everest" - reż. Piotr Jędrzejas - Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze

Natura jest czymś, co nas fascynuje. Szczególnie ta trudno dostępna. Są takie miejsca na ziemi, które mamy okazję najczęściej oglądać na zdjęciach, ponieważ mimo wielu możliwości w wiele miejsc i tak się ostatecznie nie wybierzemy. Jednym z takich rejonów są góry najwyższe. Pasma Himalajów i Karakorum – gigantyczne twory z lodu i skał, które fascynują i wciąż są miejscem eksploracji wspinaczy z różnych krajów. Jednak pierwszymi zdobywcami najwyższych szczytów zimą byli w większości przypadków Polacy. O międzynarodowej legendzie „Lodowych Wojowników" opowiada spektakl „Każdemu Everest" w reż. Piotra Jędrzejasa. Ożywia historię, która dzieje się na naszych oczach do dziś.

Wspinamy się na ostatnie piętro Teatru Jeleniogórskiego. Tu znajduje się scena studyjna, która wygląda jak niewielka, czarna jaskinia. Zasiadamy na widowni i zaczynamy wpatrywać się w widoczny na scenie kamień, zawieszony na plątaninie czerwonej liny. Pod nim widzimy niebieską beczkę wyprawową, jaką nieraz można było zobaczyć w filmach dokumentalnych z wypraw himalajskich. Na beczce umieszczona jest wielka bryła lodu, która kształtem przypomina ludzki mózg. Wokół tego prostego, ale sugestywnego zestawu rekwizytów będzie toczyć się cała akcja.

Na scenę wchodzi czwórka ludzi. Ubrani w górskie spodnie, buty, itp. Trzech mężczyzn i kobieta. Jeden z mężczyzn wyraźnie odróżnia się wiekiem od dwóch pozostałych – jest starszy. Kobiet wśród wspinaczy zawsze było zdecydowanie mniej, co nie oznacza, że odegrały niezbyt znaczącą rolę. Aktorzy nie grają konkretnych ról, ale wśród oparów magnezji, w plątaninie lin, podpierając się czekanami opowiadają o całej generacji polskich wspinaczy lat 80. Opierają się głównie na słowie, a ich opowieści mogą wydać się momentami o tyle naiwne, że mówią o pewnych oczywistościach w sposób może zbyt bezpośredni. Próbują też w maksymalnym skrócie mówić o wielu rzeczach naraz.

Choroba wysokościowa, specyfika wyprawy, warunki w górach. Sceny płynnie przechodzą jedna w drugą. Spektakl podzielony jest na specyficzne podrozdziały, których tytuły (wyświetlone na metalowej, ciemnej ścianie horyzontu sceny) wiążą się z nazwami kolejnych szczytów w Himalajach. Od zdobywania środków na wyprawy, przez ciężką pracę przy malowaniu kominów docieramy do zimna, śniegu i lodu, czekających na śmiałków daleko poza granicami Polski. Wspinaczy nie powstrzymuje fakt posiadania rodziny, nie zniechęca trud zdobywania pieniędzy. Natomiast powala na łopatki pytanie: „Po co jechać w góry?" Skoro jest tam ciemno, zimo, nieprzyjemnie, niebezpiecznie, to gdzie tu jest sens?

W spektaklu wspinacze pokazani są jako hermetyczne środowisko, które ma swoje rytuały, ciężko pracuje na swoje sukcesy, ale przy tym świetnie się bawi. Widać, że aktorzy bardzo dobrze czują się w swoich rolach, spektakl jest autentyczny. Czuje się, że tematyka nie jest tym ludziom obca. Jeśli ktoś interesuje się historią himalaizmu i czyta literaturę górską, na pewno zwróci też uwagę na dużą ilość cytatów z książek i materiałów telewizyjnych na temat naszych wspinaczy. Mamy tu m.in. znane wszystkim nagranie rozmowy radiotelefonicznej Andrzeja Zawady z Leszkiem Cichym i Krzysztofem Wielickim, którzy jako pierwsi stanęli zimą na szczycie Mount Everestu, fragment ostatniego wywiadu Andrzeja Zawady z Jerzym Kukuczką czy opis śmierci Kukuczki, dokonany przez Ryszarda Pawłowskiego.

„Każdemu Everest" to drugi spektakl o tematyce himalajskiej, jaki powstał w Polsce. Pierwszy – „Wasza Wysokość" w reż. Katarzyny Kalwat – zrealizowany został w Teatrze WARSawy i opowiadał o życiu Wandy Rutkiewicz. Natomiast Piotr Jędrzejas zdecydował się na swego rodzaju kompilację, która prowadzi widzów od początków polskiego himalaizmu, dochodząc aż do współczesności. Dobrym pomysłem jest wprowadzenie Roberta Mani jako wspinacza, który świadomie zarabia na swoje wyprawy prelekcjami, a na końcu jest przewodnikiem, organizującym komercyjne wyprawy w góry najwyższe. Dzięki temu mamy kontrast dwóch skrajności. W jednej z początkowych scen mamy długą scenę rodem z lat 80. rozmowy wspinacza (pracownika kopalni) ze swoim szefem, którego musi kolejny raz prosić o bezpłatny urlop. Przeciwstawiona jest ona niejako odbywającej na końcu rozmowie doświadczonego wspinacza ze współczesnym klientem, który „kupił sobie szczyt", choć nie ma pojęcia, z czym wiąże się dla niego taka wyprawa. Człowiek ten, cały czas monologując i pogrążając się w swojej niewiedzy i głupocie, zakłada prawdziwy kombinezon wyprawowy i pakuje się do czarnego worka. Zabójcza, ale wspaniała pasja może być czymś, co obraca się przeciwko nieświadomym ludziom, którzy mają za dużo pieniędzy.

Minimalistyczny w środkach spektakl, który nie mówi niczego nowego, ale obrazuje ewolucję możliwości pokonywania ścian gór najwyższych ogląda się z lekkim dystansem, ale też z przyjemnością. Oświetlony na koniec pomarańczowym światłem kamień w ciemnościach wygląda jak wierzchołek himalajskiego szczytu o zachodzie słońca. To piękny moment, po którym na horyzoncie pojawia się napis, że spektakl poświęcony jest pamięci polskich wspinaczy, którzy zginęli w górach. Lista, która następuje później, jest długa i nieco przytłaczająca. Dobitnie pokazuje, ilu wielkich ludzi poniosło śmierć w starciu z górami. Sam spektakl jest natomiast doskonałą ilustracją słów Piotra Pustelnika (jednego z żyjących himalaistów): „Kiedyś ktoś mnie zapytał: „Dlaczego chodzisz po górach?". Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje: na tych, którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć i na tych, którym się jej nie wytłumaczy".

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny
19 kwietnia 2016
Portrety
Piotr Jędrzejas

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia