Kunszt Filipa i kicha z wodą

"Don Kichot" - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Polski Balet Narodowy świadomie spuścił z tonu swych nowoczesnych i autorskich ambicji, aby wykonać arcybalet Don Kichot w historycznej choreografii Mariusa Petipy pochodzącej z roku 1869, a przekazanej po mistrzowsku przez Aleksieja Fadiejeczewa.

Obejrzałem spektakl, w którym rolę Don Basilia gościnnie tańczył Filip Barankiewicz. Jego ojciec był ongiś solistą baletu Teatru Wielkiego. Po krajowych sukcesach zaangażował się za granicą, a utalentowanego jedynaka pozostawił w warszawskiej Szkole Baletowej. Wkrótce po maturze Filip został laureatem Konkursu Eurowizji i stypendystą Fundacji Nurejewa. Dzięki temu mógł odbyć roczne studia w Akademii Tańca Klasycznego w Monte Carlo.

Od roku 1996 związał się z Baletem Stuttgarckim. Na jego czele tańczy Oniegina, Leńskiego, Romea, Zygfryda, Alberta, Colasa, Księcia Desire, Des Grieux, Armanda i mnóstwo innych postaci w choreografiach Cranco, Aschtona, Neumeiera, Scholza, Bintleya i Marcii Haydee.

W konkurencji międzynarodowej to wielka polska kariera baletowa. Poza repertuarem stuttgarckim często zapraszany jest do Wiednia, Lipska, Oslo, Lizbony, Rio de Janeiro i Pragi, partnerując najwybitniejszym współczesnym balerinom: Po-linie Siemionowej, Aleksandrze Ferri czy Alinie Cojocaru.

W Warszawie zatańczył Basilia perfekcyjnie. Pozostaje w szczytowej formie. Prezentując doskonałą sylwetkę danseur noble z wieloma cechami talentu charakterystycznego i dojrzałego aktorstwa, zademonstrował nienaganną technikę klasyczną w wariacjach i mistrzowskie partnerowanie w duetach.

Wśród solistów warszawskich znalazł godnych siebie partnerów. Zachwycającą Kitri była Aleksandra Liaszenko, najlepszy od lat nabytek stołecznego baletu. Tancerkę uliczną świetnie wykonała Marta Fiedler, a role Don Kichota i Sancho Pansy przekonująco odtworzyli Sergiej Basałajew i Paweł Koncewoj.

W Driadach uwagę zwracała Ana Kipszidze, dobrym Torreadorem był Władimir Jaroszenko, a bolero tańczył Maksim Wojtiul, czyżby przedwcześnie zdymisjonowany do epizodów?

W tym przedstawieniu może podobać się wszystko: postacie epizodyczne, tańce zespołowe, scenografia i piękne kostiumy. Niestety, zaledwie poprawna była gra orkiestry pod nudną, ostrożną, szkolną i dalece nieporywającą Martą Kluczyńską przy pulpicie dyrygenckim.

Natomiast istna "kicha z wodą" rodem z głębokiej prowincji odbyła się po zakończeniu przedstawienia. Klasyczne spektakle baletowe mają swój uświęcony tradycją rytuał ukłonów. Po jego dokonaniu wniesiono bukiety, co w renomowanych teatrach praktykuje się tylko w stosunku do pierwszoplanowych gwiazd.

Ale nie u nas! Najwięcej kwiatów wcale nie otrzymali Liaszenko i Barankiewicz. Przepychając się przez solistów, teatralny posłaniec z trudem dotarł do ostatniego rzędu zespołu i wręczył olbrzymie naręcze roślin niezidentyfikowanej tancerce. W tym momencie wszyscy wykonawcy, zamiast nadal się kłaniać, dali gromkie brawo, co siedząca obok mnie baletomanka przyjęła jako protest artystów, że dyrekcja nie docenia wepchniętego w głąb sceny zapoznanego talentu. Widzowie z sąsiednich rzędów zaczęli głośną dyskusję, że to żadna balerina, tylko żona właściciela kwiaciarni, w której niesprzedane w tym dniu kwiaty kochający mąż przysłał na scenę, a jutro ponownie wystawi na sprzedaż.

Byłem już świadkiem różnych przedmiotów wynoszonym artystom na scenę. Często jedni wręczali je drugim, albo wręcz wysyłali samym sobie. Doniczki, torty, laleczki, misie, rozmaite artykuły żywnościowe, gospodarstwa domowego, a nawet żywe zwierzęta i ptaki. Ale zdarzało się to tylko w kiepskich teatrach na głębokiej prowincji, a nie w Operze Narodowej, po produkcji artystycznej na doprawdy światowym poziomie.

W czasie pisania tego tekstu wpadł mi w ręce wywiad, jakiego udzieliła nieoceniona Stanisława Celińska. Cytuję: "Babcia powiedziała mi kiedyś: Stasiunka, nigdy nie pokazuj całej dupy, tylko zawsze kawałek. Bo trzeba mieć też tajemnicę".

Biorę to sobie do serca i polecam innym na teraz i na przyszłość. Zaiste "kicha z wodą"...

Sławomir Pietras
Angora
17 czerwca 2014

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia