Kwartet dla ludzi

"Kwartet dla 4 aktorów" - reż: zespół - Teatr Korez w Katowicach

Kolejne pokolenie miało zaszczyt ubawić się w trakcie spektaklu Teatru Korez w Katowicach - "Kwartet dla 4 aktorów". Grane od kilkunastu już lat przedstawienie, nie straciło ani świeżości podania, ani też trafnych spostrzeżeń na temat tworzenia teatru jako takiego. Sztuka, w której Mirosław Neinert, by zabawić publiczność dosłownie staje na rękach.

"Kwartet dla 4 aktorów” można odbierać na dwóch płaszczyznach. Pierwsza, ta niedająca się ukryć, to komediowość. Druga natomiast, to dywagacja na temat sztuki. Rzecz jasna – oba strumienie zostają ze sobą skrzętnie połączone, co w efekcie skończyło się przedstawieniem dobrej komedii, z niebanalną puentą – „liczy się intencja”.

Czterech ubranych na czarno aktorów wchodzi na scenę – zaczynają tworzyć. I to dosłownie, bowiem spektakl ten zawiera wiele momentów improwizacji, w ciągu których ani publiczność, ani też aktorzy nie wiedzą, jak się dana akcja skończy. Bo jak inaczej odebrać sytuację, kiedy jeden z aktorów zabiera torebkę pani z pierwszego rzędu, po czym wyrzuca na stół całą jej zawartość? Prawda jest taka, że nigdy niewiadomo, jakie „niespodzianki” może kryć damska torebka. Tutaj jednak profesjonalizm, doświadczenie i współpraca aktorów daje się we znaki. Sprytne ogranie tej sytuacji, momentami doprowadza publiczność do łez.

Kolejnym pomysłem było wyjście aktorów do publiczności i pozabieranie butów niektórym widzom, jednocześnie prowadząc dywagacje na temat zapachu wydobywającego się z ich wnętrz. Pomijając już przekroczenie intymnej granicy widzów, tu jeszcze ku ich konsternacji, buty zostały rzucone o ścianę... Ale i jedna z właścicielek „porwanego” buta zaskoczyła aktorów, wchodząc odważnie na scenę, by odebrać swoją własność. Właśnie to jest mocnym punktem całego przedstawienia – jego nieprzewidywalność, która jest atrakcyjna i dla widza, i dla aktora, który musi podjąć rzucone mu wyzwanie.

Nie da się również ukryć, że przedstawienie to jest swoistą krytyką, a na pewno parodią wszelkiego rodzaju performance’ów, które często stają się „sztuką dla sztuki”, a nie „sztuką dla widza”. Aktorzy pokazują akt tworzenia. „Bebechy” pracy artysty, próby stworzenia, czegoś nowego i zaskakującego ociera się o abstrakcję tak skrajną, że aż niemożliwą do zrozumienia jej przez przeciętnego odbiorcę. To właśnie było celem twórców tego przedstawienia – wyśmianie, przerysowanie owej niby wielkiej sztuki, która reprezentuje „przerost formy nad treścią”.

I tak – układanie piosenek, których treść poziomem ambicji nie przerasta tekstów dzieci bawiących się podwórku, czy też granie na wszystkim, co ma się pod ręką (np.: worku, gazecie, wodzie), owszem może być stać się prawdziwą sztuką, ale wszystko zależy od intencji…A intencją tego przedstawienia jest pokazanie dobrej zabawy w teatrze.

Anna Broniszewska
Dziennik Teatralny Katowice
28 stycznia 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...