Kwiaty kwitną na łąkach naszej krwi

"Franciszek, sen everymana" - Festiwal Kultury Chrześcijańskiej

Spektakle, które możemy oglądać podczas XIV Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej charakteryzuje wyjątkowa różnorodność - pod względem warsztatu i tematyki przedstawienia przechodzą ze skrajności w skrajność. Po wzniosłym "Alexanderplatz" Polskiego Teatru Tańca z Poznania obejrzeliśmy spektakl "Franciszek, sen everymana" Wrocławskiego Teatru Lalek, który wielu widzów wprawił w osłupienie. Ciekawy pomysł inscenizacyjny przybrał formę brutalnego eksperymentu, który dobitnie unaocznił widzom, na czym polega przemoc i gwałt dokonany na psychice młodego człowieka

Przez pierwszych dwadzieścia minut słuchamy przeintelektualizowanego, akademickiego wywodu dotyczącego biografii św. Franciszka - ksiądz opowiadający o losach znanej postaci wykorzystuje rzutnik pokazując kolejne slajdy. Widzimy miejsca, w których przebywał młody Franciszek, podziwiamy wnętrze groty, w której pojawiły się u niego stygmaty. Co jakiś czas na sali dają się słyszeć głosy i komentarze (w szczególności starszych pań) uzupełniające żywot świętego, wchodzące w polemikę z przemawiającym. Znaczna część widowni kierowała się tytułem przedstawienia przychodząc na nie z myślą o osobie świętego z Asyżu. Gdy na salę wpadło trzech agresywnych „drechów” terroryzujących prelegenta i zgromadzoną publiczność większość widzów była autentycznie przerażona. Ten stan utrzymał się do końca spektaklu - choć opowieść szybko przeniosła się w plan lalkowy pozwalając wystraszonym widzom nieco odetchnąć (fakt, iż tak wielu uwierzyło w napad świadczy o umiejętnościach aktorów), nie na długo mogliśmy się cieszyć spokojem ducha. Wszystko, co wydarzyło się na scenie było wizją podobną do koszmarnego snu, w którym cały świat sprzysiągł się przeciw bohaterowi. Wrocławskie przedstawienie to przerażająco realistyczna opowieść o chłopaku jakich wielu - wychowanku blokowiska, w którym otoczenie stopniowo zabija wszelkie przejawy wrażliwości. Na młodym człowieku dokonywany jest psychiczny gwałt, na którego skutki nie musimy długo czekać.

Spektakl pełen jest makabrycznych, psychodelicznych obrazów, których dotkliwość sprawia, że jest to niezapomniane widowisko. Obserwujemy chłopaków, którzy katują kolegę tylko dlatego, że nie wykonał ich polecenia. Wszystkiemu przygląda się bezradny ksiądz (autor wspomnianego wykładu o świętym), świetny teoretyk, który w praktyce nie potrafi przeciwstawić się złu, woli nie patrzeć na to, co się dzieje. Kiedy przychodzi do niego bohater prosząc o kawałek chleba, duchowny odpowiada, że dla takich jak on, osiedlowych bandytów w kościele nie ma miejsca. Bardzo sugestywnie wypadła grana w planie lalkowym scena kłótni rodziców głównego bohatera - to właśnie domowe nieporozumienia wypchnęły chłopaka na ulicę, która zapewniła mu „wychowanie”. Na czym ono polegało? Przede wszystkim na zmuszaniu młodego człowieka do coraz to brutalniejszych czynów. Koledzy kazali mu wysadzić petardą psa, który w końcu zastaje w ten sposób zabity. Chłopak nie ma siły, by przeciwstawić się rówieśnikom - choć charakteryzuje go wielka wrażliwość nie może znaleźć miejsca, w którym mógłby ją uzewnętrznić. Przedstawienie kończy metaforyczna, pełna poezji scena, w której chłopak siada nad przepaścią. Towarzyszy mu święty Franciszek, który tłumaczy chłopakowi, że cierpienie nie ma granic, że aby przelecieć nad przepaścią musi poczekać aż wyrosną mu skrzydła. Będzie musiał trwać w oczekiwaniu sam, ponieważ każdy człowiek pokonuje tę drogę w pojedynkę. Jednak w końcu osiągnie spokój - być może nie za życia,  być może nie tu, jednak ostatecznie będzie mógł odpocząć po wędrówce, której człowiek zawdzięcza jedynie skaleczenia i blizny. „Rany mówią do nas” - przekonuje Franciszek. Gotowość na ciosy i niezłomność postanowień stają się miarą człowieczeństwa.

„Franciszek, sen everymana” w reżyserii Jolanty Denejko grany jest w planie żywym i lalkowym, wykorzystano także projekcje wideo, jednak scenograficznie ograniczono się do niezbędnego minimum. Zachwyca wykonanie lalek - upiornych, wynaturzonych postaci zakrzywiających optykę bohatera, który stopniowo przestaje wierzyć w istnienie dobra. Twórcom przedstawienia doskonale udało się pokazać, jak trudno w praktyce wygrać z biernym przyzwoleniem na zło, jak wielkim wyzwaniem jest bycie przyzwoitym człowiekiem. Choć posłużono się drastycznymi środkami pozwoliło to na zidentyfikowanie się z bohaterem, zrozumienie przepełnionej cierpieniem drogi, którą przeszedł. Po obejrzeniu tego spektaklu niewielu odważy się wydawać powierzchowne sądy na temat dzisiejszej młodzieży, dokonywać łatwych klasyfikacji. Świat, w którym przyszło im żyć, nie jest rajem, daleko mu także do czyśćca. To rzeczywistość, w której „kwiaty kwitną na łąkach naszej krwi”.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny
13 listopada 2010

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia