Larum zagrali

"Trylogia" - reż. Jan Klata - 34. Opolskie Konfrontacje Teatralne "Klasyka Polska 2009"

Po co powstaje spektakl oparty na narodowej epopei, którą w powszechnym przekonaniu każdy Polak - choćby i nie chciał - znać musi? Dla wyśmiania baśniowych postaci i obalenia zmitologizowanego obrazu historii, funkcjonującego w podświadomości społeczeństwa? Na to wygląda. Dla rozrywki gawiedzi? I to być może.

Nie brak jednak w tym przewrotnym projekcie inteligentnej krytyki i dużej porcji ironii wobec postaw dziś jeszcze pokutujących.

Przełożenie tak obszernego tekstu, jakim jest Trylogia, na utwór sceniczny wydawać by się mogło co najmniej niełatwe. Klata jednak tworzy całość w konwencji szpitala psychiatrycznego, co usprawiedliwia swobodne łączenie wątków, fragmentaryczny dobór tekstu i przemieszanie ról. W osobliwej przestrzeni, będącej połączeniem szpitalnych łóżek i wnętrza kościoła, ma prawo zdarzyć się wszystko. Zarówno taki wystrój, jak i centralnie umieszczony obraz-postać Matki Boskiej Częstochowskiej, poszczególni bohaterowie, improwizowane walki i uczty, to rojenie chorych umysłów pacjentów szpitala.

Sen wariata podkreśla umowność miejsca i czasu akcji, aktorzy ubrani są zarówno w dresy jak i elementy strojów sarmackich, bywa, że kwestie zapożyczają bezpośrednio z książki leżącej na nocnym stoliku. Porozumiewając się między sobą na przemian to kwestiami bohaterów, to fragmentami narracyjnymi tekstu, które służą tutaj za didaskalia, wskazują na odczytywanie powieści na nowo. Jaki zatem jest obraz nas samych odbity w charakterach przedstawianych postaci? Bo chyba nie tylko taki, jaki widać w śmiesznych, podstarzałych rycerzykach, jadących na wyimaginowanych konikach, pokrzykujących z poręczy łóżek „Bij, zabij!”, stosujących często i na wszystko remedium z chleba i pajęczyny. Wydawać by się mogło, że reżyser przenosi do teatru świat zabawek małego chłopca, jednak ostatecznie bierze górę ironiczny głos przestrogi i rozliczenia z narodowymi mitami i przywarami.

Widzimy zatem polityczną śmierć Radziwiłła (Mikołaj Grabowski), podsumowującego swoje manipulacje w momencie porażki na tle skończonej, kiepskiej imprezy, która mogłaby być równie dobrze powyborczym afterparty. Możemy przyjrzeć się pannom na wydaniu, chytrym i interesownym w swych dążeniach do celu (tu szczególnie irytująca swym zmanierowaniem Barbara Wysocka jako Aleksandra Bilewiczówna). Znajdzie się też wątek zalewającej Europę fali muzułmańskiej imigracji. Azja Tuhaj-Bejowicz (Zbigniew W. Kaleta) to już nie symbol szaleńczej miłości, ale znak czasów zagrożonych islamem, przenikającym granice już nie tylko militarnie, przesączającym się do kultur narodów Zachodu. Trudno pominąć ten motyw, kiedy to już w pierwszych słowach, jakie padają ze sceny, w kazaniu, Ksiądz Kamiński (Tadeusz Huk) stwierdza, że „ Kościoły nam na meczety pozamieniają”, i to nie z byle jakiego miejsca, bo z górującej nad sceną ambony. Zapowiedzią spełnienia tej wizji jest jedna z ostatnich scen spektaklu, w której rysuje się zalany czerwienią obraz Azji rozstrzeliwującego kolejno wszystkich bohaterów w takt pieśni „Boże coś Polskę”.

Jednocześnie wiadomo, że już nic nie może tego świata uratować. Rycerze, jacy by nie byli,  to jednak rozmiłowani w swej ojczyźnie i gotowi umrzeć dla sprawy pomarli - przypomina o tym ich postępujące pomieszanie zmysłów, a w pewnym momencie nawet marsz pogrzebowy. Larum grają, nikt już nie stanie w obronie kraju, a poprawność polityczna nas zgubi - takim tonem wybrzmiewa podsumowująca spektakl scena, ze znamiennym tekstem żałobnym z „Pana Wołodyjowskiego”, który hipnotycznym głosem recytuje Krzysztof Globisz.
Inscenizacja, choć momentami przydługa, to w istocie zgrabnie skonstruowany projekt, namaszczony autorską wizją Klaty. Wydaje się, że reżyser dobrze wie, iż miejsce Trylogii w kulturowym dorobku to półka z napisem „kicz”, czego dowodzi lekko i z wdziękiem.

Agnieszka Bujniak
Dziennik Teatralny Opole
21 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia