Lateks w plastiku

"Znachor" - aut. Tadeusz Dołęga-Mostowicz - reż. Jakub Roszkowski - Teatr im Juliusza Słowackiego w Krakowie

Kultowy już film ,,Znachor'', który w telewizji leci przy każdej nadarzającej się okazji, zna go większość a wszyscy pozostali na pewno kojarzą. Postać Rafała Wilczura na teatralne deski Małopolskiego Ogrodu Sztuki przeniósł reżyser Jakub Roszkowski.

Charakterystyczny akcent i sentymentalny, już przemijający obraz polskiej wsi, do której jeszcze często wzdycha pokolenie rodziców to obraz ukazany nam przez reżysera filmowej wersji Jerzego Hoffmana, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ,,słowacki" Znachor znalazł się na przeciwnym spektrum jeśli chodzi o wizualną część spektaklu.

Przy zachowanej fabule reżyser Jakub Roszkowski obrał ciekawy sposób wyrazu, już od pierwszych chwil na sali możemy przyjrzeć się jaskrawo żółtym reflektorom oraz niemówiącej dużo scenografii. Wszystko staje się jasne wraz z pierwszą sceną operacji przeprowadzanej przez Wilczura (Maciej Jackowski), ,,operacja'' odbywa się w sposób bezdotykowy, możemy obserwować aktorów, w wielkim skupieniu, prawie nieruchomo uchylających się nad pacjentem. W pewnym momencie, po udanym zabiegu z całkowitej ciszy wybrzmiewa potężny głos aktorki zaczynającej śpiewać ,,everybody dance now", aktorzy zaczynają tańczyć, a Jackowski rapować - okej, czyli już wiem jak będzie wyglądał cały spektakl. Z lekkim zawodem od razu pomyślałam o ,,Lalce'' także w repertuarze Teatru Słowackiego w reżyserii Wojtka Klemma, która w sposób mocno przejaskrawiony i zbyt usilnie unowocześniony podeszła do perypetii Wokulskiego.

W tym przypadku reżyser obrał zupełnie inną konwencję i co najważniejsze trzymał się jej przez cały czas trwania spektaklu. Wraz z rozwojem akcji na przód wysuwa się dziwnie przyjemna w odbiorze plastikowość całego spektaklu, sztuczność jeśli chodzi o aktorów i przesada widoczna w neonowo lateksowych kostiumach i scenografii.

Zaczynając od scenografii, którą zaprojektował Mirek Kaczmarek, składa się z kilku modułów a każdy z nich jest oddzielną platformą zaadaptowaną na przestrzen da poszczególnych scen. Tak na przykład powstał sklep, w którym pracuje Marysia (Katarzyna Zawiślak-Dolny) sprzedająca kolorowe figurki maryjek czy ,,dom'' Dobranieckiego (Wojciech Skibiński) z wystawnym tronem, na którym bohater spędził większą część spektaklu oraz rażąco złotą kotarą w tle.

Mobilne platformy były raz za razem przesuwane aby zrobić miejsce dla następnych i odsłonić kolejnych bohaterów w dedykowanych im przestrzeniach. Był to bardzo ciekawy zabieg, który w połączeniu z jaskrawymi i obszernymi w formie kostiumami, za które także odpowiada MIrek Kaczmarek, przemienił bohaterów w lalki, które były nam prezentowane już znajdujące się w swoim ,,zestawie''. Wśród kostiumów królowały neonowe tiulowe sukienki oraz błyszczące, skóropodobne, lateksowe zestawy garniturowe.

Specyficzny, nieco mechaniczny ruch aktorów na scenie także potęgował, zdaje się zamierzoną, lakową konwencję, która została wprowadzona już od pierwszej sceny bezdotykowej operacji i była stanowczo kontynuowana do końca. Przejawia się jakiś dziwny brak kontaktu pomiędzy poszczególnymi bohaterami którzy mimo, że ze sobą rozmawiają to tylko wymieniają się słowami cały czas pozostając zamknięci w swojej przestrzeni.

Mimo braku bezpośredniego kontaktu ekspresyjna wymowa prezentowanej nam historii jest poruszająca, dzięki temu nawet bardziej możemy odczuć samotność i obcość z jaką boryka się tytułowy bohater czy poczucie odrębności i niedopasowania Marysi.

Zdecydowanie dobrym rozwiązaniem było zaangażowanie zespołu muzycznego co znacznie podwyższyło jakość i wpłynęło na odbiór spektaklu. Opracowaniem muzycznym zajęli się Antonis Skolias i Zuzanna Skolias, dzięki nim mogliśmy usłyszeć współczesne utwory w dosyć nietypowej ale interesującej aranżacji. Zwłaszcza procesowi ,,przeistaczania" się profesora Wilczura w Antoniego Kosibę towarzyszyła współczesna piosenka śpiewana do ludycznej melodii.

Twórcy spektaklu biorąc pod warsztat tak znany i popularny film podeszli do niego w nieoczywisty sposób a wielowymiarowa warstwa wizualna jaką nas obdarowali stanowi potężny atut. Z początku pomysł może się wydawać nietrafiony ale ogólna estetyka oraz lekko kampowa konwencja bardzo szybko pochłania widzów.

Adriana Markowska
Dziennik Teatralny Kraków
11 lipca 2022
Portrety
Jakub Roszkowski

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...