Lęk przed robakami

"Przemiana" - reż: Magdalena Miklasz - Teatr Stary w Krakowie

Bywa tak, że monotonna codzienność (praca, dom, praca, dom), poczucie zwyczajności, nudy i zmęczenia sprawiają, że rodzi się w nas potrzeba jakiejś zmiany, spojrzenia na rzeczywistość z nowej perspektywy. Czasami przed snem myślimy sobie: "obudzę się jutro i zmienię swoje życie, zacznę wszystko od początku". Tak mógł się czuć Gregor (bohater kafkowskiego opowiadania "Przemiana"), kiedy po całym dniu ciężkiej pracy jako komiwojażer wreszcie przychodził do domu i jedyne, na co miał siłę, to położyć się do łóżka i zasnąć. I faktycznie, pewnego normalnego dnia coś w jego jednostajnym życiu uległo zmianie. Dobrze, dobrze, wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że na drugi dzień obudził się... robakiem

Miklasz postanowiła przenieść tą osobliwą prozę na deski Teatru Starego w Krakowie. Osobliwą, bo dającą niezliczone możliwości do popisu interpretacyjnego, a ponadto poruszającą ważne współcześnie wątki, które sprytnie skrywane są pod warstwą absurdu, abstrakcji i wieloznaczności tekstu. Mam jednak wrażenie, że ta otwartość zamknęła niejako reżyserkę w jednej, ciasnej przestrzeni. Przestrzeni życia rodzinnego.  

Ludzie, przybyli do teatru na „Przemianę” Miklasz, stają się widzami dużo wcześniej niżby się tego spodziewali, bo już we foyer. Tam w szatniarskim klimacie prowadzone są zabawne, moralizatorskie dyskusje, mężczyźni wspominają niedawne wydarzenia. Aktorzy wyciągają ręce w stronę widza, zagadują, ale jak dla mnie nijak się to ma do późniejszej sztuki. Może mieć się wcale nie powinno? Nie wiem. Ale mimo wszystko takie urozmaicenia na początek, nawet jeśli są banalne i tak są zawsze mile widziane.

Po nieoczekiwanym, trochę przegadanym wstępie akcja wreszcie przenosi się na scenę, która to została podzielona wyraźnie na dwa światy - przestrzenie. Pierwszą – najważniejszą - jest ta, w której toczy się życie rodzinne, tam przy stole rozmawiają ze sobą matka, ojciec, córka i prokurent, tam rozgrywa się akcja, którą zainteresowany jest widz. To świat zwyczajny, przeciętna domowa rzeczywistość.

Drugim obszarem – pobocznym – jest pokój Gregora (w tej roli bardzo dobry Wiktor Loga-Skarczewski), w którym początkowo mężczyzna tylko śpi, a potem gdzieś szybko wybiega (domyślamy się, że spieszy się do pracy). Sytuacja ta powtarza się wiele razy, stąd poczucie upływającego czasu, mijających dni - wszystkie wyglądają tak samo. Kontrast pomiędzy biegającym synem a spokojną rodziną ukazuje stosunki panujące w domu. Uwaga ma być skupiona na rodzinie, Gregor jest ważny, bo zarabia, ale przez to jest nieobecny przez większość czasu. Gregor zostaje pominięty, jego bieg jest celowo nieciekawy, rutynowy, za to rozmowy przy stole przykuwają uwagę widza, wciągają w swoją prostotę i niekiedy zabawność codziennych sytuacji.

Pokój Gregora to również miejsce, w którym dokonuje się tytułowa przemiana bohatera w robaka, to tam owadopodobny mężczyzna pełza i wydaje się z siebie bolesne piski. Choć ta nierealna przestrzeń wydawać by się mogła bardziej interesująca, to jednak nie na niej skupia się wszelka uwaga. Przemiana odbywa się niejako obok, niemal niezauważalnie.

Opowiadanie Kafki to przede wszystkim rewelacyjne studium ludzkiej psychiki. Bo przecież każdy z nas pielęgnuje w sobie takiego „robaka”. To coś co zjada nas od środka, sprawia, że w życiu czujemy się raz lepiej raz gorzej. To jakaś podniszczona część naszej podświadomości. Tekst zdaje się być też przestrogą dla ludzkości, że pogoń za pieniądzem i bezrefleksyjny konsumpcjonizm mogą doprowadzić jednostkę do deprawacji i niszczenia jej moralności. Nie jestem jednak pewna czy „Przemiana” Miklasz zdoła przemienić coś w ludziach, zwrócić uwagę konkretny problem. Sztuka zdaje się koncentrować bardziej na ukazaniu stosunków, więzi międzyludzkich w rodzinie niż na jednostkowej alienacji. Wnioskuję, że jest to zabieg celowy, że przez to pominięcie głównego bohatera i usadowienie go niejako na drugim planie, reżyserka chciała jeszcze dobitniej podkreślić jego samotność i wyobcowanie w świecie. Jego robaczywość została podwójnie wyparta – przez rodzinę i przez samego widza. Z powodu bycia Innym, został całkowicie usunięty z systemu. Obawiam się, że ta jakże interesująca, świetnie zagrana, zabawna sztuka, zatrzyma się tylko na tym właśnie poziomie, żeby zainteresować widza tu i teraz. Nie wyjdzie poza teatr, nie zbliży się do świata, a tego możnaby oczekiwać. Po spektaklu zostaje tylko ślad w pamięci, no i może obrzydzenie do robaków nieco maleje.

Karolina Kiszela
Dziennik Teatralny Kraków
31 maja 2011

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia