Lisie decyzje, czyli czas na zmiany

"Pod-Grzybek" - reż. Jacek Malinowski - Teatr Baj Pomorski

Rozmowy dotyczące śmierci, przemijania, pożegnań zazwyczaj nie należą do najłatwiejszych. Dorośli mają problem z przyswojeniem i akceptacją sytuacji ostatecznych, a co dopiero mówić o dzieciach, które straciły kogoś bliskiego. Często trudności w takich momentach nastręcza odpowiedni dobór słów. "Pod-Grzybek" Marty Guśniowskiej w reżyserii Jacka Malinowskiego - najnowsza realizacja Teatru "Baj Pomorski" - to próba przekonania widzów, że z dziećmi można rozmawiać na tematy poważne, ale koniecznie z uśmiechem i w jasnych barwach

Wrzawa na widowni zanika. Światła przygasają. Słychać pierwsze takty muzyki. Obserwacja maluchów w chwili, gdy przenoszą się w świat teatralnej iluzji, ma w sobie coś rozczulającego. Aż chciałoby się znów być kilkuletnim psotnikiem, którego mama pierwszy raz zabrała na przedstawienie. I choć to już niemożliwe, to przynajmniej energia małych widzów rozchodzi się po sali i razem z nimi można chłonąć każdą bajkową sekundę.

Bo zaczyna się rzeczywiście bajkowo, żeby nie powiedzieć bajecznie. Wesoła melodia, ćwierkanie ptaszków, odgłosy lasu. Nagle po bokach foteli publiczności wybiegają aktorzy w biało-niebieskich szatach i tańczą w rytm muzyki z ptakami na drucikach. Skupiają uwagę do momentu dostrzeżenia na scenie tajemniczej postaci w białej sukni i o rudych włosach. Porusza się lekko, puszcza bańki mydlane, zdaje się czarować las, który dzięki niej ożywa niczym za dotknięciem magicznej różdżki. Nie, nie jest to żadna dobra wróżka, żadna leśna wróżka. Już niedługo widz przekona się, że owa piękna dama to… Śmierć.

Głównymi bohaterami zarówno dramatu, jak i spektaklu są dwa lisy – Młody i Stary. Każdy z nich ma te wady i zalety, które przynależą do wieku. Młody (Andrzej Słowik) jest ciekawski, niecierpliwy i nieostrożny, ale także pełen życia, energiczny oraz pewny siebie. Stary (Krzysztof Grzęda) to maruda i zrzęda, ale dobroduszny i uchodzący w lesie za szczególny autorytet w kwestii sprytu, chytrości i chowania się przed złym Kłusownikiem (Jacek Pietruski). Doświadczony stryj próbuje przekazywać małemu swoje życiowe prawdy i niczym nauczyciel wskazywać właściwą drogę. Dla Młodego jest najważniejszą istotą na świecie, dlatego tak trudna do przejścia i zrozumienia okazuje się dla nich sytuacja śmierci Starego Lisa. Dopada go strzała Kłusownika, gdy chroni własną piersią małego gamonia. I w tym momencie akcja się zawiązuje. Przez następne sceny Stary Lis umiera, odwiedzają go leśni przyjaciele – Pies (przezabawna Dominika Miękus), który zastanawia się czy psy i lisy spotykają się w jednym niebie; Jeż (Andrzej Korkuz) – pasjonat przechadzek po autostradzie, co ostatecznie przynosi mu dość opłakane skutki; Jeleń (Jacek Pysiak), który bardzo liczy na stypę oraz trzy Kury (Agnieszka Niezgoda) wdzięczne za to, że nie zostały pożarte. Pojawia się także pani Śmierć (czarująca dosłownie i w przenośni Marta Parfieniuk-Białowicz), aby zabrać ze sobą Starego Lisa. Okazuje się, że dzięki swemu ostatniemu bohaterskiemu czynowi zasłużył na niebo (mimo licznych grzeszków na koncie) i zostaje do niego odprowadzony przez całą leśną delegację. Mały nie zamierza rozstawać się ze stryjem i za pozwoleniem Śmierci trafia z gościną do lisiego nieba. Co najgorsze z miejsca mu się w tym niebie podoba i nie chce wracać na ziemię. Jest tu przecież tak bialutko, bezproblemowo i nawet można pograć ze stryjkiem w szachy. Stary Lis zdaje sobie sprawę, że mały ma jeszcze całe życie przed sobą i nie powinien z nim przebywać w niebie. Na szczęście i na takiego uparciucha jak Młody Lis Śmierć znajdzie sposób… Wystarczy, że ciekawskiemu podglądaczowi (przez dziurę w puchowej chmurce) ukaże uroczą lisiczkę, która zajęła miejsce Młodego pod muchomorem. Chęć doświadczenia miłości sprawi, że Młody Lis dojrzeje i podejmie decyzję o powrocie do swego życia.

Marta Guśniowska stworzyła ciepłą, zabawną i mądrą historię o pożegnaniu z bliską osobą oraz o przechodzeniu na kolejny etap istnienia (dorosłość, śmierć), z czym nierzadko ciężko się pogodzić. W realizacji Jacka Malinowskiego wszystkie wartości dramatu zostały wyostrzone oraz wzbogacone dodatkowymi środkami, wspomagającymi na przykład intensywność komizmu. Temat ostateczny, jakim jest przecież śmierć, został w tym przedstawieniu potraktowany z dużą dozą humoru i dystansu. Liczne momenty łamania iluzji, kiedy aktorzy wychodzą z ról i zwracają się wprost do widza wywołują szczery, głośny śmiech. Najbardziej wyrazista sytuacja ma miejsce, gdy Dominika Miękus animująca postać Psa i perfekcyjnie poszczekująca przez cały spektakl, staje na środku sceny z poważną miną, stwierdza, że „już ma dość tego szczekania” i… zaczyna miauczeć. Publiczność była zachwycona – i ta młodsza, i ta trochę starsza.

Przygody mieszkańców lasu wciągają z łatwością także dzięki baśniowej scenografii, oryginalnym lalkom i pozytywnej, radosnej muzyce. Do współpracy przy tym przedstawieniu zostało zaangażowanych dwoje znanych litewskich twórców. Giedrė Brazytė zawdzięczamy symboliczne ukazanie lasu, w którym rośnie kilka drzew o lisiej, rudej barwie i muchomory – kryjówki przed Kłusownikiem. A kiedy przenosimy się do nieba, w którym wszystko jest nieskazitelnie białe, puchowe i delikatne to nawet trudno dziwić się Młodemu Lisowi, że nie chce wracać na ziemię. Na szczególne uznanie zasługują lalki stworzone przez litewską scenografkę. Każda z nich jest wyjątkowa, przezabawna oraz idealnie oddająca charakter danego bohatera. Największe rozbawienie wywołuje Jeż, który jako jedyny występuje pod dwiema różnymi postaciami – przed spacerem po autostradzie i po… W pamięć zapada również wielka głowa Kłusownika, którą ledwo dźwiga na swych barkach Jacek Pietruski. Muzyka skomponowana przez Antanasa Jasenkę – drugiego zaproszonego przez reżysera twórcę z Litwy – wywołuje wśród publiczności efekt kiwającej się głowy i podrygujących nóg. Znakomicie podkreśla urok tego przedstawienia. Piękna dama w białej sukni ma nawet swój własny motyw muzyczny, który pojawia się prawie za każdym jej ukazaniem się na scenie.

„Pod-Grzybek” to spektakl, który łamie wiele stereotypów. Lisy nie są w nim chytrymi pogromcami lasu, ale istotami, który mają uczucia, bywają zagubione, potrafią zaprzyjaźnić się z paradoksalnie największym wrogiem (Pies i Stary Lis). Śmierć nie jest brzydka i koścista, jak spodziewał się Młody Lis – to piękna, dobra i sprawiedliwa dama, która czuwa nad niebem i ziemią, zgadza się na drobne ustępstwa, daje drugą szansę oraz docenia dobre uczynki. Temat pożegnania został ukazany bez zbędnego patosu, przygnębiającej muzyki czy ciemnych barw. Wszystko zrobiono właściwie na odwrót – postaci mówią prosto, nawet potocznie, a w ich wypowiedziach nie brakuje żartu i komizmu; muzyka jest radosna, a stroje, scenografia oraz lalki (ba, nawet plakat i program teatralny) to już zupełny popis zabawy barwą i formą.

Kolorowo. Ciepło. Optymistycznie. Naprawdę warto odwiedzić ten lisi świat, gdyż wbrew pozorom nie jest to tylko prosta historyjka dla dzieci. Niesie ze sobą kilka ważnych prawd, które i w dorosłym życiu mogą się przydać. Twórcy zwracają uwagę na rolę przyjaźni i miłości oraz podkreślają, że na wszystko przychodzi odpowiednia pora i należy się z tym pogodzić – nawet z odejściem najbliższej osoby. Bo przecież śmierć to tylko kolejny etap, który wszyscy kiedyś przejdziemy, a potem spotkamy się może w tak samo pięknym niebie, jak to lisie. I naszym jedynym problemem będzie partner do partyjki szachów.

Małgorzata Kowalska
Teatrakcje
10 marca 2011

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia