List ws. listu o Teatrze Powszechnym

Teatr Powszechny w Łodzi

Odpowiedź na odpowiedź listu ekspertów i sygnatariuszy petycji "Dlaczego Łódź nie kreuje?" na list aktora Teatru Powszechnego w Łodzi Pana Jakuba Firewicza.

Szanowni Państwo,

Poprosiliśmy Panią Wiceprezydent Łodzi Agnieszkę Nowak i dyrektora Wydziału Kultury UMŁ Jakuba Wiewiórskiego o rozmowę na temat zapowiedzi ogłoszenia konkursu na stanowisko dyrektora Teatru Powszechnego w Łodzi (właśnie mija 7 tygodni i do dziś nic nie wiemy 15.06.2012). Podczas spotkania, które odbyło się 22 maja 2012 r. w Wydziale Kultury, rozmawialiśmy tylko o sytuacji Teatru Powszechnego, a nie całej łódzkiej kultury. Państwa na tym spotkaniu nie było, zastanawiające jest więc, skąd znacie jego rzekome szczegóły.

Może trudno w to uwierzyć, ale Waszego listu (petycji) wcześniej nie czytaliśmy. Pani Wiceprezydent Agnieszka Nowak pokazała nam tylko zaznaczone jego fragmenty i korzystając z tematów i argumentów w nim zawartych zadawała nam pytania dotyczące Teatru Powszechnego. Nie rozmawialiśmy o idei Państwa listu, bo nie taki był wszak cel naszego spotkania. Mówiliśmy natomiast m.in. o tym, dlaczego najważniejsi polscy reżyserzy (a konkretnie - Lupa, Warlikowski i Jarzyna) nie reżyserują w Teatrze Powszechnym. Takie pytanie pojawiło się, także w Państwa petycji. Cóż - wystarczyłoby porozmawiać z Panią Dyrektor Teatru Powszechnego, a dowiedzielibyście się Państwo, że takie rozmowy trwają od dłuższego czasu. Właśnie wybudowanie małej sceny jest jednym z elementów, dzięki którym dyrekcja może powrócić do rozmów między innymi z Krystianem Lupą na temat jego przyszłych realizacji w Powszechnym.

Piszecie Państwo: "To nie wybitni reżyserzy ponoszą odpowiedzialność za mizerię naszych scen i łódzkiego życia artystycznego en globe, ale Ci, którzy te sceny w ostatnich latach prowadzili oraz ci, którzy - jako miejscy decydenci - w ciągu ostatniego ćwierćwiecza je nadzorowali."

Istotnie, trudno obwiniać Lupę, Warlikowskiego, Jarzynę, Strzępkę, Zadarę czy Cieplaka za premiery w Nowym, Jaraczu czy Powszechnym. Władze dokonały określonych wyborów przy obsadzie konkretnych stanowisk, a Ci, którzy prowadzili w ostatnich latach łódzkie sceny, dokonali określonych wyborów artystycznych, które w wielu wypadkach wniosły istotny wkład w rozwój kultury łódzkiej i ogólnopolskiej. Wiele z tych realizacji doczekało się uznania u publiczności, grane na scenach przez kilkanaście lat przy wypełnionych salach. Niektórych z Państwa widziałem na tych spektaklach, bijących brawo na stojąco. Wydarzenia tworzone na tych scenach były szeroko komentowane przez media ogólnopolskie wystawiające nam najlepsze oceny (Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, Łódzkie Spotkania Baletowe czy Festiwal Nowa Klasyka Europy - to tylko kilka z licznych przykładów).

Głęboko szanuję wymienionych przez Państwa wybitnych twórców, ale czy to nie jest trochę tak, że ich zaproszenie do realizacji w Łodzi to - owszem - zapewniony duży sukces artystyczny, ale jednocześnie kupienie "gotowego formatu"? Czy mamy bać się poszukiwania własnej łódzkiej tożsamości, poszukiwania własnych twórców? Moim zdaniem Łódź ma własne zaplecze artystyczne, zaś nasz problem to kompleks ludzi, którzy nie tworzą, a chcieliby być decydentami, chcieliby mieć czynny udział w kreowaniu, ale sami tego nie robią. Może warto, aby Łódź próbowała budować swoją drogę artystyczną a nie podążać utartym szlakiem i tylko odtwarzać i kopiować repertuary?

A swoją drogą jeszcze jedno: skoro wspominacie Państwo wybitnych twórców, którzy pracowali bądź pracują w Łodzi, może byłoby warto przypomnieć też nazwiska kilku innych reżyserów, dla mnie również ważnych, takich jak Brzyk, Aigner, Wojtyszko, Glińska, Bogajewska, Zawodziński, Grzegorzek, Kalwat, Celeda, Głomb, Raduszyńska, Staniek, Połoński, Duda-Gracz, Olsten, Wiśniewski, Figura, Tumidajski, Sławiński, Brzoza, , Orłowski. To m.in. ich realizacje w teatrach łódzkich wielokrotnie nagradzane na rożnych festiwalach, grane przez wiele sezonów kreują łódzką rzeczywistość kulturalną, o której Państwo piszecie jako "o mizerii łódzkich scen".

Piszecie Państwo, że Waszym listem chcieliście "zachęcić władze Miasta do radykalnych zmian - bo tylko tak Łódź może zacząć kreować".

Naiwnością - moim zdaniem - jest stwierdzenie, że to administracyjne metody mają sprawić, aby powstało wiekopomne dzieło. Rewolucje, jak uczy historia, najpierw niszczą i naprawdę bardzo im daleko do znaczenia słowa "kreuję". Jak wynika z mojego (i nie tylko mojego) doświadczenia życiowego, najpierw "wymyśl", "stwórz", "pokaż", a dopiero potem "żądaj". I na pewno powinno odbywać się to w ramach "uczciwego dialogu ". Dlaczego więc w tym uczciwym dialogu nie poszukujecie głosu widowni - ludzi, którzy płacą za bilety i tłumnie wracają do teatrów? Wszak to oni są dla nas najważniejsi. Nie nasze prywatne idee, nie nasze wielkie marzenia, a głos tych, dla których teatr robimy!

Używając argumentów zaczerpniętych z Państwa petycji, Pani Wiceprezydent zapytała nas, dlaczego Teatr Powszechny nie jeździ na festiwale ogólnopolskie. Nie odpowiadaliśmy na pytanie: "Dlaczego spektakle miejskich teatrów dramatycznych nie są zapraszane na najważniejsze polskie festiwale teatralne (np. Boską Komedię czy Warszawskie Spotkania Teatralne - jedyne przeglądy, na których obecni są zagraniczni kuratorzy)?", bo nie jesteśmy do tego uprawnieni. Rozmowa dotyczyła tylko Teatru Powszechnego, który nie jest teatrem wędrownym po festiwalach. Teatr Powszechny gra na miejscu, w Łodzi, dla swojej widowni, która często przez długie tygodnie czeka na możliwość obejrzenia naszych spektakli.

W zeszłym sezonie odwiedziliśmy dwa ważne polskie festiwale - prapremier w Bydgoszczy i Genius loci w Krakowie. Zarzucacie nam Państwo, że "Teatr Powszechny w Łodzi z grania prapremier chciał w ostatnich latach uczynić swoją specyfikę". Przyznam, że jako aktor zupełnie nie rozumiem tego zarzutu. Co w tym jest złego? Przecież zawsze lepiej opowiedzieć o naszej rzeczywistości nową historią. To jest właśnie odwaga podjęcia ryzyka artystycznego, a nie korzystanie ze znanych i sprawdzonych wzorców. To wiedza żywa, nie książkowa. Prapremiera jest w teatrze czymś wyjątkowym, jest eksperymentem maksymalnym. Jak mówią praktycy teatru, eksperyment pt. Polskie Centrum Komedii i Komediopisanie to jedyna w Polsce - w Łodzi! - próba zawodowego upominania się o jakość współczesnej komedii, walczenia z chałturą, stworzenia biblioteki tekstów komediowych.

Jeśli zaś chodzi o ustawę, o której Państwo piszecie, czyniąc Jakubowi Firewiczowi zarzut, że do niej nie zajrzał, to zapewniam - nie tylko zajrzał, ale i przeczytał, o co sam zadbałem. Dlatego z pełnym przekonaniem twierdzę, że w żadnym miejscu jego listu nie ma mowy o "wyśmiewaniu" przez niego pomysłu konkursów. Rzeczywiście, w rozporządzeniu do nowej ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej minister Bogdan Zdrojewski wymienia wszystkie instytucje artystyczne i kultury, w których przeprowadzane mają być konkursy (wszystkie łódzkie teatry - w tym Teatr Powszechny - muzea, Filharmonia etc.). Nie jest manipulacją stwierdzenie Jakuba Firewicza, że Urząd Miasta Łodzi ma dwie opcje do wyboru: przedłużenie kontraktu z dyrektorem teatru na czas 3 lat lub 5 lat, albo ogłoszenie konkursu.

Z całą pewnością nie jest też wyśmiewaniem opinia, w której mowa jest o przepisach ustawy , iż konkurs na dyrektora teatru ogłasza się wtedy, gdy praca jego obecnego dyrektora doprowadziła teatr do ruiny finansowej, frekwencyjnej, albo widać w teatrze brak sprecyzowanej linii repertuarowej.

I jeszcze jedno - sprzeciwiacie się Państwo stanowczo "publicznemu dyskredytowaniu władz miejskich () i łatwości, z jaką aktor Teatru Powszechnego ironizuje na temat cudzych kompetencji i prawa do oceny działań artystycznych".

Nikt z nas nie dyskredytuje Pani Wiceprezydent Agnieszki Nowak, nie podważa jej kompetencji. Na spotkaniu,w którym - przypomnę - Państwo nie uczestniczyliście, Pani Wiceprezydent sama szczerze, w emocjonalnej rozmowie przyznała, że nie zna się na teatrze.

Mam nieodparte wrażenie, że list naszego młodego kolegi, Jakuba Firewicza, został przez Państwa źle zrozumiany i zinterpretowany. Chciałbym wierzyć w to, że stało się to zupełnie przypadkowo, a nie celowo, bo nie tylko Wy, ale także my, aktorzy Teatru Powszechnego, również jesteśmy za "poprawą merytorycznej jakości łódzkiej debaty o kulturze". Chcemy, aby istotny w niej głos, przynajmniej w części dotyczącej teatru, należał do osób, którzy się na nim znają - twórców, reżyserów, aktorów. Przede wszystkim jednak do tych, którzy do teatrów przychodzą i kupują bilety nie tylko w kasie przy ul. Legionów, ale także na ul. Narutowicza, Jaracza czy Więckowskiego - ludzi, dla których teatr funkcjonuje. Nie odmawiam też bynajmniej prawa udziału w tej debacie recenzentom czy fachowcom licząc, że ich głosy będą całkowicie bezstronne, a jeśli krytyczne - to z rzetelnym, obiektywnym uzasadnieniem.

Drodzy Państwo, proponuję zorganizowanie debaty na temat kondycji łódzkiej kultury (albo tylko kondycji naszego Teatru) z udziałem szerszej widowni i na żywo. Teatr Powszechny w Łodzi jest jak najbardziej otwarty na tego typu inicjatywy, z całą pewnością cenniejsze niż "przerzucanie się" listami, petycjami, oświadczeniami, itp. Chętnie zorganizujemy taki panel wraz z ludźmi, których najbardziej interesuje dobro teatrów łódzkich - mam tu na myśli widzów wszystkich teatrów. Jestem przekonany, że władze Łodzi chętnie wspomogą taką inicjatywę. Nie bójmy się zapytać o zdanie publiczności! To ona zawsze ma rację.

Z poważaniem

Andrzej Jakubas

Rzecznik prasowy

Teatr Powszechny w Łodzi

P.S. Nie zgadzamy się z manipulacją jakiej dokonali Państwo z listem Pana Jakuba Firewicza. Wykazanie powyższego zajęło nam 10 stron. Nikt nam tego nie wydrukuje. Po odbiór zapraszam do Powszechnego. Ulica Legionów 21.

(-)
16 czerwca 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia