Loewe i Szczecin. Szukając tożsamości

"Podwieczorek u Łazarza" - reż. Adam Opatowicz - Teatr Polski w Szczecinie

- Tak łatwo odwracamy się od ludzi, których darzyliśmy szacunkiem, zapominamy o nich... Loewe poświęcił Szczecinowi kilkadziesiąt lat, uczynił to miasto ważnym dla kultury niemieckiej. I nagle okazało się, że, jak w tytule filmu, niepotrzebni mogą odejść - mówi Artur Daniel Liskowacki, pisarz i dziennikarz "Kuriera Szczecińskiego", autor sztuki "Podwieczorek u Łazarza", której premiera odbyła się właśnie w Teatrze Polskim w Szczecinie.

"Podwieczorek u Łazarza" wpisuje się w nurt poszukiwań tożsamości Szczecina. To druga - po "Eine kleine" taka sztuka pana autorstwa. Widać, że temat jest panu bliski.

- "Eine kleine" to była tylko adaptacja mojej powieści, dokonana przez Pawła Kamzę, mogę więc powiedzieć, że "Podwieczorek..." jest moim debiutem w teatrze dramatycznym. A temat? Carl Loewe jest mi bliski od dawna. Pierwszy raz pisałem o nim kilkanaście lat temu w szkicu "Pożegnanie miasta", który stał się potem tytułem mej książki. W dużej mierze poświęconej właśnie tożsamości miasta. Te sprawy wydawały mi się zresztą zakończone - myślałem, że już oswoiliśmy szczecińską przeszłość. Ale okazało się, że trzeba do tego wracać. Przeszliśmy już chyba okres fascynacji Szczecinem pocztówkowym, w kolorze sepii, ale był on trochę fałszywy: z tego etapu pozostał nam pomnik Colleoniego, tymczasem Loewe swojego pomnika nie ma. Choć miał go kiedyś... Kiedy więc z propozycją napisania czegoś dla teatru zwrócił się do mnie dyrektor Adam Opatowicz, doszliśmy wspólnie do wniosku, że właśnie Loewe mógłby być takim punktem wyjścia do zmierzenia się z tym tematem na scenie. O tyle ciekawym dodatkowo, że niby lepiej go dziś znamy mówimy o nim, organizujemy wieczory poświęcone jego muzyce, gdyby jednak zapytać szczecinian o4ego kompozytora, okazałoby się, że to postać nieznana.

W obliczu ostatnich wydarzeń w kraju, pana sztuka zrobiła się nagle bardzo aktualna - opowiada przecież o odwracaniu się od autorytetów. Sportretowany przez pana Carl Loewe, po wylewie potrzebuje pomocy, wsparcia...

- ... a choćby i tylko sygnałów, iż jest potrzebny. Jako muzyk i koncertujący artysta wie, że nie będzie już twórczy jak dawniej ani w pełni sprawny, ale oczekuje od miasta, od ludzi wokół, że okażą się lojalni wobec niego. Dadzą mu jakiś sygnał, że był dla nich ważny. Ten moment w biografii Loewego, obecny w niej bardzo mocno, wydał mi się symptomatyczny nie tylko dla relacji twórca - jego miasto, ale i w ogóle dla naszych relacji ze światem. Nas wszystkich. Tak łatwo odwracamy się od ludzi, których darzyliśmy szacunkiem, zapominamy o nich... Loewe poświęcił Szczecinowi kilkadziesiąt lat, uczynił to miasto ważnym dla kultury niemieckiej. I nagle okazało się, że - jak w tytule filmu - niepotrzebni mogą odejść. To dotyka wielu i jest doświadczeniem bardzo gorzkim.

To, co porusza w wersji literackiej, czasem jest nieprzekładalne na język teatru. Dotychczasowe szczecińskie spektakle tożsamościowe - a było ich bodaj trzy, trudno uznać za udane. Nie ma pan obaw, że scena spłaszczy głębię "Podwieczorku'?

- Mam nadzieję, że... taka głębia tam jest. A mówiąc serio: to nie miała być sztuka "tożsamościowa" w takim dosłownym znaczeniu, unikam w niej publicystyki. To raczej kameralna opowieść o człowieku, o nas... Nie wiem, jak to znajdzie odzwierciedlenie w spektaklu, nie uczestniczę w próbach. Starałem się, by była to opowieść klasyczna, tradycyjny teatr, choć z pewnym mrugnięciem oka, dystansem do formy - mówimy jednak rzeczy współczesne do współczesnej publiczności.

W roli wybitnego kompozytora zobaczymy wybitnego aktora: Carla Loewego zagra Jacek Polaczek.

- Bardzo się z tego cieszę. Nie tylko dlatego, że w pełni z panią się zgadzam, że to aktor wybitny. Ale i dlatego, że znamy się - choć nie prywatnie - od wielu lat. Pan Jacek grał w wielu słuchowiskach mojego autorstwa, czytywał w radiu moje wiersze. Co było dla mnie wielką frajdą, bo zawsze podziwiałem jego talent, ale i osobowość teatralną. Jest czasem coś takiego u aktora, że chce się na niego patrzeć i słuchać go, niezależnie od roli, którą akurat gra. Muszę zresztą przyznać, że pisząc sztukę o Carlu Loewem miałem przed oczyma - jako Loewego - właśnie pana Jacka.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Stróżyk
Kurier Szczecińsk
9 czerwca 2015

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...