Lubię tafty i koronki, nie ćwieki i glany

Rozmowa z Bożeną Adamek

Mieszka w Krakowie, uwielbia spacery po lesie, zbieranie grzybów i jagód, jazdę na rowerze i pływanie. Jest osobą skromną, delikatną, lubi czuć obok siebie męską opiekę. Dlatego nie jeździ samochodem; czuje się dobrze kiedy wozi ją mąż. Bożena Adamek, jedna z najlepszych polskich aktorek, opowiada nam o swojej karierze, upływie lat i przyjaźniach.

Z aktorką Bożeną Adamek rozmawia Jolanta Ciosek z Polskiej Gazety Krakowskiej.

Jolanta Ciosek: Masz na swym koncie kilkadziesiąt ról teatralnych i filmowych, dwójkę dorosłych dzieci, a nadal jesteś młoda duchem i ciałem, pełna energii, uśmiechnięta, nikt o Tobie nie powie jednego złego słowa. Jak Ty to robisz?

Bożena Adamek: - To bardzo miłe słowa, ale przecież sama wiesz, że nie zawsze i nie wszystko jest takie różowe. Czasami odczuwam upływ lat, tu i ówdzie jego oznaki, a i rezerwa innych wobec mnie zdarza się. Ale to prawda, że nie mogę narzekać, los jest dla mnie łaskawy. Mam kochającą i wspierającą się rodzinę - to jest nie do przecenienia. Myślę też, że moja dewiza, iż w życiu liczą się ważne sprawy, ale i drobne przyjemności sprawdza się. Przede wszystkim nie należy robić problemu z upływu lat, lecz cieszyć się życiem. Nie zazdrościć innym, choć nasz zawód należy do tych "zazdrosnych". Jako młoda aktorka bardzo serio podchodziłam do pracy. Niepowodzenia okupywałam bezsennością, łzami. Dziś nabrałam do tego dystansu, choć zawsze daję w pracy z siebie wszystko co mogę.. Ale nie traktuję już mojego zawodu w kategoriach misji, bo nie uważam, że teatr może zbawiać świat. Nie. Ma dać ludziom radość, zadumę, uśmiech, mądrość. I takie podejście do życia i zawodu sprawia, że jestem wciąż ciekawa życia. I jeszcze jedno: "nie poprawiam" urody u kosmetyczki, nic nie podciągałam, nie nacinałam, jedynie nie żałuję pieniędzy na dobre kremy. To wszystko co robię w temacie "upiększanie". Poza tym, jak wiesz, mieszkamy z synem, jego żoną i ich dwuletnim synkiem we wspólnym domu. Jak rano słyszę: "babciu, gdzie jesteś" to dzień od razu pięknie się zaczyna. Te słowa dodają mi sił.

Ten cudowny dom i ogród jest Twoją radością?

- W ogrodzie pracujemy oboje z mężem. Włodek (Włodzimierz Nurkowski, reżyser - przp. red.) jest większym jeszcze pasjonatem roślin. Ale bardzo lubię po pracy usiąść z książką, albo z poezją Achmatowej, którą tłumaczyłam i grałam spektakl złożony z jej wierszy. Mój wnuczek o naszym domu mówi "mój raik". Tak, to jest nasz mały raj.

Często wspominasz swój debiut?

- Tak, bo jak to się mówi poszłam "jak burza". Zagrałam na I roku w "Weselu Figara", potem Has obsadził mnie w "Sanatorium pod klepsydrą" w roli Bianki. Szczęśliwie udało się. Potem była Szekspirowska Julia w Teatrze Telewizji - też na studiach. Musisz przyznać, że jak na debiut to całkiem nieźle?

Co dla Ciebie jest najbardziej fascynującego w tetrze?

- Można w nim całym sobą opowiadać o świecie i ludziach, z których radościami i smutkami mierzę się każdego wieczoru. Cudowny Bronek Pawlik, z którym miałam zaszczyt grać, powtarzał zawsze: "Aktorskie małe "ja" zostawiaj w domu. W teatrze szukaj problemu, prawdy, wyszarpuj je i wydzieraj z siebie". Zawsze staram się być wierna tej zasadzie. Im postać bardziej chropowata, zawiła -tym bardziej lubię się z nią zmagać. Wspaniali partnerzy nauczyli mnie na cale życie, jak radzić sobie przed kamerą. Ta praca zaowocowała również rolami teatralnymi: Garbuską w "Procesie" Jerzego Jarockiego i Julią, obok Krzysztofa Kolbergera, w telewizyjnej realizacji "Romea i Julii" przygotowanej przez Jerzego Gruzę. Tak zakończyłam studia.

Cicha, skromna - ten zawód nie lubi takich charakterów. Jak sama kiedyś powiedziałaś: "jestem niemodna". Na czym to polega?

- Przede wszystkim nie lubię zgiełku, tak dziś modnego. Nie znoszę tych wszystkich "ścianek", opowieści o najintymniejszych sprawach, nie cierpię tego szumu, który dziś wielu aktorów tak chętnie robi wokół siebie. Nigdy nie walczyłam o żadną rolę, nigdy nie byłam na "żebrach" u żadnego dyrektora z pretensjami, sugerując co mam grać. Grałam co było mi przeznaczone i mam nadzieję, że jeszcze zagram. Dane było mi otrzeć się o wielki świat, gdy pojechałam do Wenecji, gdyż film "Rozmowa z człowiekiem z szafy" przyniósł mi nominację do wielkiej nagrody weneckiej. Na konferencji Mastroianni, Pfeiffer, owacje na stojąco po projekcji filmu - to są wrażenie, które pozostają do końca życia. W teatrach Bagatela, Stu, Ludowym, w warszawskim Powszechnym i moim macierzystym "Słowaku" zagrałam piękne role, ale i epizody - to wszystko cieszy, to jest ważne.
I ludzka życzliwość a nie wywiady dla kolorowych pisemek o ulubionej zupie i ilości kochanków. To prawda: jestem niemodna, bo lubię klasyczny teatr, w którym myśl i warsztat są najważniejsze, bo nie lubię jak wszystko stawia się na głowie, gdy ma stać na nogach. Owszem, uwielbiam eksperyment, ale mądry. I lubię tafty, koronki a nie ćwieki i glany. Ale nie lubię gotowania. Wolę męskie zajęcia: chwycić za pędzel, żeby płot pomalować. I w tym jestem modna.

Jesteś szczęśliwą żoną Włodka Nurkowskiego, reżysera, mamą i babcią. Ponad 40 lat razem to też wielki sukces?

- Tak, choć dwoje artystów w domu to czasami pewien problem. Włodziu jest bardzo skupiony na swoim zawodzie, nieco egocentryczny jak większość mężczyzn, ale wspólna pasja teatru łączy nas. Mogę się na Włodku oprzeć, zawsze na niego liczyć, jest solidną firmą. Kilkakrotnie grałam w spektaklach przez niego reżyserowanych i powiem szczerze, iż nie jest to prosta sprawa. Zwykle wobec mnie był o wiele bardziej krytyczny niż wobec innych. Ale wiesz jak to jest: po powrocie z wspólnej pracy do domu żona potrafi wyperswadować mężowi swoje racje.

"Często niesprawiedliwie układają się filmowe kariery w naszym kraju. Adamek nigdy później nie otrzymała już w kinie porównywalnej roli do Bianki, ale również rodzimy Teatr im. Juliusza Słowackiego przez lata nie wykorzystywał należycie talentu aktorki" - twierdzą recenzenci. Zgadzasz się z tą opinią?

- Wiesz, że nie lubię narzekać, ale co prawda to prawda... Pamiętajmy, trzeba się cieszyć tym co jest. I dalej iść do przodu. A były też wspaniałe lata: filmowe role w "Królowej Bonie", "Znaku orła", "Popielcu", "Rezerwacie" Palkowskiego, fantastyczna praca przy nagrodzonym Nagrodą Wyspiańskiego spektaklu Iwony Kempy "Za chwilę", a wcześniej byłam też Radczynią w "Weselu". Tych ról było mnóstwo. A przecież jeszcze seriale, salony poezji. Aktualnie gram gościnnie Donnę Annę w Operze Krakowskiej w spektaklu "Tereska" i w Teatrze Łaźnia Nowa Matkę narzeczonej w "Konformiście". W moim macierzystym teatrze Słowackiego, zapraszam na bajkę "Czarnoksiężnik z krainy Oz". Mam nadzieję wydać wiersze Achmatowej w moim tłumaczeniu, które też nagrałam wraz z Andrzejem Grabowskim na płycie. I wciąż wierzę, że jeszcze dużo przede mną. Rilke napisał o aktorach: "Istnienie grać nie myśląc o oklaskach". To jest dla mnie sedno sprawy.

Czy aktorstwa to ciężko zarobiony grosz?

- Największa, najtrudniejsza rola nie wyczerpuje mnie tak, jak praca z osobami hałaśliwymi, zadufanymi czy niekompetentnymi, Nie mówię tu o debiutantach, którzy mają absolutne prawo uczyć się zawodu, ale na przykład o reżyserach, którzy wrzeszczą, narzucają swój, nie zawsze dobry, gust, albo o partnerach, którzy błyszczą swym nieznośnym gwiazdorstwem. Sama praca jest przecież szczęściem. Człowiek zarabia pieniądze i czuje się potrzebny Ale aktor to nie malarz, który sam decyduje, co stworzy na płótnie. Dobra atmosfera w zespole to podstawa sukcesu.

Spotkałaś na swej drodze wielu wspaniałych artystów, czy w środowisku aktorskim możliwe są bezinteresowne przyjaźnie?

- Oczywiście. Przyjaźniłam się z Wandzią Łuczycką, nadal wspieramy się z Hanią Bieluszko. Fantastycznie rozumiałyśmy się z Basią Sass, u której grałam w "Czarodziejskiej górze" i w "Czarownicach z Salem". Mogę się poszczycić naprawdę wieloma wspaniałymi artystycznymi spotkaniami. Pracę z Januszem Majewskim, reżyserem o wielkiej kulturze artystycznej i osobistej, niezwykle sobie cenię. Bo z wychowania i z potrzeby ducha jestem osobą bardzo wyczuloną na styl i formę - zarówno w życiu codziennym, jak i na scenie czy przed kamerą. Janusz Majewski zapewniał ten komfort. No i Aleksandra Śląska - partnerować jej, podglądać w pracy i obserwować jej wiarę w powodzenie mojej roli - to była wielka radość.

Z tego co wiem drugim Twoim "raikiem" jest Zaklików - rodzinny dom. Czy tak?

- Tak, tam się urodziłam ostatniego dnia grudnia, ale wspaniałomyślny lekarz uznał, że nie będzie dziewczynce dopisywał roku i jako datę narodzin wpisał l stycznia roku następnego. Cudowne miejsce mojego i siostry dzieciństwa. Niedawno odnalazłam dokument - list sąsiada pisany po niemiecku do mojej babci, wysłany z Oświęcimia, z prośbą o przysłanie mu pieniędzy ze sprzedaży owoców z jego sadu. Oczywiście babcia wysłała. Ale potem już słuch o nim zaginął.

Czy, jak każda aktorka, masz jakieś zawodowe "niespełnienia'?

Od lat chciałam być aktorką charakterystyczną a byłam przez lata amantką. A mnie się marzy ktoś kto jest moim przeciwieństwem. Dla aktora to zawsze jest bardzo ciekawe. Przyjęło się, że po 60. panie są puszyste albo demoniczne. Ja jestem ciągle drobną blondynką. Nigdy nie byłam typem władczyni ani przekupki czy mieszczki, nie stałam się charakterystyczna, a amantką od dawna nie jestem. Może w przyszłości będę mogła grać śmieszne staruszki. Wciąż tęsknię za komediową rolą.

Nawet jak byłaś młodziutka nie lubiłaś swego nazwiska w formie panieńskiej: Adamkówna. Dlaczego? Przecież wiele aktorek stosuje tę formę.

- Nigdy mi się to nie podobało, ta "ówna". I los się na mnie nieco zemścił. Idę pewnego dnia z mojego teatru, widzę plakat do sztuki, nad której premierą pracowaliśmy, a na plakacie: Bożenka Adamek. I masz babo placek. Jak nie Adamkówna to Bożenka. Mam nadzieję, że tak to nie zostanie do końca życia.

___

 

Bożena Adamek - aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Ukończyła krakowską PWST (1975 r.). Jest żoną Włodzimierza Nurkowskiego, reżysera. W teatrze zadebiutowała 20 lutego 1972 r. Występowała w teatrach: Ludowym w Nowej Hucie, STU, Bagatela i w Teatrze im. J. Słowackiego. Zagrała w kilkunastu spektaklach Teatru Telewizji. Ma na swoim koncie role w kilkudziesięciu filmach fabularnych i serialach telewizyjnych.

Jolanta Ciosek
Polska Gazeta Krakowska
3 sierpnia 2018

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia