Ludzie, którzy zmierzają donikąd

"Wujaszek Wania" - reż. Andrzej Bubień - Teatr 6. piętro w Warszawie

Po serii spektakli lekkich, łatwych i przyjemnych warszawski Teatr 6. piętro sięgnął po klasykę dramatu. Efekt jest całkiem przyzwoity. Wprawdzie „Wujaszek Wania” w reżyserii Andrzeja Bubienia nie jest specjalnie odkrywczy, ale pozwala delektować się tekstem Czechowa i grą Wojciecha Malajkata.

Scenografia spektaklu Bubienia składa się z kilku przenośnych, drewnianych konstrukcji imitujących dwadzieścia sześć pomieszczeń w wiejskim majątku profesora Sieriebriakowa, w którym dzieje się akcja sztuki. W miejscu tym spotyka się ośmioro bohaterów, których wiele dzieli, a łączą niespełnione marzenia i rozgoryczenie życiem. Sieriebriakow marzył o karierze naukowej, ale osiadł na wsi, której nie znosi; jego młoda żona Helena jest coraz bardziej przytłoczona małżeństwem z podstarzałym profesorem; z kolei córka Sonia jest zakochana w cynicznym alkoholiku Astrowie – niespełnionym lekarzu i miłośniku lasów, który z kolei kocha Helenę. Wreszcie tytułowy bohater Iwan Wojnicki – szwagier Sieriebriakowa poświęcił całe życie na zarządzanie majątkiem należącym do profesora, którego niegdyś podziwiał, a później znienawidził, ale zakochał się w jego żonie. Kiedy Sieriebriakow chce sprzedać majątek, zdesperowany Wojnicki usiłuje zastrzelić profesora.

Lew Szestow napisał, że postaci dramatu Czechowa „dokądś podążają, być może nawet do przodu". Natomiast Bubień w swoim spektaklu stworzył portret ludzi, którzy zmierzają donikąd. Najlepiej widać to w jednej z ostatnich scen przedstawienia, tuż przed wyjazdem Sieriebriakowów. Bohaterowie sztuki stają wtedy w grupie, jakby pozowali do rodzinnego zdjęcia, silą się na uśmiech. Ze sceny padają nawet słowa o pojednaniu, ale już po wyjeździe części postaci, pozostali bohaterowie wprawdzie dalej ze sobą rozmawiają, ale wszyscy poza Sonią siadają i niemal zastygają w przybranych pozach. Ta scena doskonale pokazuje, że w życiu bohaterów spektaklu tak naprawdę nic już nie może się zmienić.

„Wujaszek Wania" w Teatrze 6. piętro jest przedstawieniem tradycyjnym zarówno w interpretacji, jak i w środkach wyrazu. Spora część spektaklu Bubienia rozgrywa się na lekko przyciemnionej scenie, co – używając określenia Jerzego Koeniga – dodaje przedstawieniu „mgiełki księżycowej". W odbiorze pomaga też muzyka, która wprowadza elementy grozy i niepokoju, ale też podkreśla subtelność scen miłosnych. Jednak zdecydowanie największym atutem tego spektaklu jest Wojciech Malajkat w roli tytułowej. Aktor celnie ukazał narastające szaleństwo swojego bohatera, który z początku jest zgryźliwym cynikiem bezlitośnie wykpiwającym otoczenie, następnie przeistacza się w groźnego furiata, a pod koniec spektaklu staje się kompletnie wyobcowany. Poza tym Malajkat umiejętnie łączy tragizm z komizmem, co widać zwłaszcza w scenie próby zabójstwa profesora – kiedy aktor wypowiada słowa: „No i nie trafiłem", widzowie momentalnie wybuchają śmiechem. Malajkat buduje też postać poprzez gest, który Wania powtarza co jakiś czas przez cały spektakl – coś w rodzaju trzykrotnego gładzenia się po twarzy.

Z pozostałych aktorów wyróżniają się Anna Dereszowska w roli Heleny i Miłogost Reczek jako Tielegin. Helena w interpretacji Dereszowskiej to typowa femme fatale, a jej sojusz z Sonią jest czysto taktyczny i ma na celu wyłącznie rozpoznanie relacji uczuciowych między Sonią a Astrowem. Scena zalotów Wojnickiego do Heleny należy do najpiękniejszych w spektaklu (z jednej strony sceny Dereszowska zalotnie wygina się, z drugiej Malajkat bezradnie siedzi i kiwa się w przód i w tył, a wszystko to przy dyskretnym akompaniamencie fortepianu). Natomiast Reczek oszczędnymi środkami buduje postać zubożałego z wyboru wazeliniarza, który walczy o resztki godności. Nieco gorzej wypadają Michał Żebrowski w roli Astrowa i Dorota Krempa jako Sonia. Żebrowski w otwierającym spektakl monologu wystrzeliwuje słowa z prędkością karabinu maszynowego, a w scenie pożegnania z Heleną Astrow ni stąd, ni zowąd popada w płacz. Natomiast finałowy monolog Soni w wykonaniu Krempy z niezrozumiałych powodów jest przekrzyczany. Z kolei Piotr Machalica w roli Sieriebriakowa w scenie kłótni z Heleną przejmująco zagrał człowieka, który nie może poradzić sobie z własną starością, ale w następnych odsłonach aktor dość monotonnie deklamuje kwestie swojego bohatera.

Mimo tych zastrzeżeń „Wujaszek Wania" w Teatrze 6. piętro jest niezłym spektaklem, wartym polecenia miłośnikom klasyki teatru w dobrym wydaniu. Mam też nadzieję, że najnowsza produkcja teatru mieszczącego się w Pałacu Kultury i Nauki będzie zwiastunem ewolucji repertuarowej tej placówki.

Maciej Bielak
miernik Teatru
19 grudnia 2015

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski