Ludzie nie powiedzą, że lekarz bawi się w Boga ratując wcześniaki

"Nietoperz " - reż. Kornél Mundruczó - TR Warszawa

Warszawa, dwudziesty siódmy lutego, godzina dziewiętnasta trzydzieści.

Osiem lat po premierze „Nietoperza" w reżyserii Kornél'a Mundruczó, skromna w swojej liczbie widownia, zbiera się i ma ZASZCZYT, na żywo, uczestniczyć w wydarzeniu teatralnym. Na sali znajduję się kilkadziesiąt osób, dookoła nich toczy się ponadwymiarowa transmisja, umożliwiająca wejście w to wydarzenie ludziom, których liczyć należałoby w tysiącach. Przysłówek NA ŻYWO wzrasta w siłę w swoim dwojakim znaczeniu, które choć w wymowie brzmi tak samo, to w rezultacie obdarza widza dwoma, zupełnie odległymi od siebie doznaniami. Czy ten widz przed ekranem, transmiterem może poczuć się jak widz faktyczny? Czy definicja przedstawienia teatralnego, jako wydarzenia dziejącego się w czasie teraźniejszym i wymagająca płynnego, autopojetycznego korespondowania między widownią a sceną, między sceną a widownią nie rozprzestrzenia się w eter, zanim dotrze do świadomości tych, którzy na widowni ZASZCZYTU siedzieć nie mają.

Jeszcze osiem lat temu sytuacja taka wydawałaby się abstrakcją, tworem wyimaginowanym w celach wyobrażenia sobie „co by było gdyby", ale z tej najgorszej do pomyślenia strony. Najgorsze może jeszcze daleko przed nami , niewątpliwie zostaliśmy zawieszeni w przestrzeni , która z jednej strony zawiera w sobie kilkadziesiąt mocnych jednostek jak ludzie siedzący na widowni, a z drugiej wypełniona jest lawiną niedookreślonych, namnożonych odbiorców, nie ujawniających się na żywo ale sprawiających, że teatr funkcjonuje w nowy, nieodwracalnie scyfryzowany sposób.

Z abstrakcją podobnego rzędu mierzyli się aktorzy, osiem lat temu, kiedy rozczytywali pierwsze kwestie scenariusza napisanego przez Mundruczó i Weber. Aktorzy, jak mówią, mieli poczucie, że znajdują się w jakiejś odległej krainie, za górami, za lasami - w jakimś Zurych. Scenopisarski duet wyszedł od, jak mówią, zabawy- zabawy śmiercią. Chcieli stworzyć pewnego rodzaju danse macabre, z którego uleci wiele pytań a niekoniecznie jasne odpowiedzi. Te pytania to przede wszystkim próba uświadomienia sobie czy możliwe jest pogodzenie się ze śmiercią ? Czy jesteśmy w stanie ją zaplanować, mieć nad nią kontrolę? Gdzie leży granica moralna tej kontroli? Czy chęć naszej kontroli nad życiem i jego końcem wiążę się z przekroczeniem granic moralnych? Czy osoby, które pośredniczą w procesie tych decyzji, pozwalają sobie nazbyt wiele? Na bycie Bogiem? A jeżeli tak, to dlaczego lekarz, który ratuje noworodki, takim prorokiem nie jest nazywany? Odpowiedzi szukamy dziś intensywniej niż mogłoby się wydawać twórcom w przeszłości. Mija osiem lat, jesteśmy Warszawie, nie jesteśmy w Zurych. Wyłaniające się pytania to nasza rzeczywistość. Wszystkich przekracza świadomośc tego, jak bardzo dzieło Mundruczó wyprzedziło bieg wydarzeń.

Ludzie zaszczyceni na widowni, ludzie których zaszczytem obdarzyła cyfryzacja, mogą zmierzyć się z historią o zadawaniu pytań i nieoczekiwaniu odpowiedzi. Ten spektakl sam nie wiedział dokąd historia go poniesie, a jego aktualność i ponadczasowa mądrość pozwala lepiej zrozumieć różnorodność perspektyw. To pewnego rodzaju szansa na poznanie, różnych bohaterów, którzy jeżeli tylko na to pozwolimy, pomogą nam nabrać szacunku do myślenia inaczej.

Zdefiniowanie przestało być interesujące. Teatr Rozmaitości, jego aktorzy, reżyserzy pozwalają nam, nieustannie poszukiwać.

Andżelika Fafanów
Dziennik Teatralny Katowice
19 marca 2021
Teatry
TR Warszawa

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...