Ludzie nie wiedzą czego chcą

"Błękitnie" - reż. Agata Maszkiewicz, Magdalena Chowaniec, Vincent Tirmarche - Teatr Polski w Bydgoszczy

Oryginalność tego wydarzenia artystycznego nie polega na nowatorskości formy. Bo performance, młodszy wszakże od sięgającego starożytności przedstawienia teatralnego, narodził się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Niespotykany jeszcze na rodzimych scenach jest natomiast jego temat. I tym sposobem Teatr Polski w Bydgoszczy wkroczył właśnie na niezagospodarowany tu artystycznie obszar błękitnego oceanu.

"Błękitnie" skomponowane jest z trzech części - na pierwszy rzut oka - niepowiązanych z sobą. W pierwszej Roland Nowak i Marcin Zawodziński, wynurzywszy się z toni koronowskiego jeziora, podnoszą z jego tafli płaski karton i rozpoczynają z nim wędrówkę. Przez lasy, pola, szosy, uliczki i ulice, by wreszcie dojść do gmachu Teatru Polskiego. Dziwna to z pozoru pielgrzymka do miejsca kultu sztuki. Wszyscy bowiem mijani przez nich na drodze przypadkowi przechodnie idą tyłem. Cofają się do "czerwonego oceanu", z którego nasi bohaterowie wypłynęli, gdy zmierzali do wód błękitnych?

Rewelacyjny pomysł i wykonanie. Bo tak naprawdę, aby stworzyć wrażenie cofania się reszty świata, to właśnie ci dwaj aktorzy cały czas wędrują tyłem, niosą bardzo ciężki pakunek. Ta z pozoru banalnie prosta zabawa wymagała od wykonawców ogromnej sprawności, a zarazem przydała zdarzeniu ciekawej symboliki.

Wniósłszy karton na górne foyer, rozpoczynają jego rozpakowywanie, wyjmowanie elementów, z których dość długo i mozolnie, metodą prób i błędów, montują szafę. Swój obszar do działania. Kiedy kończą, prawie natychmiast z różnych stron i zakamarków zaczynają wypełzać inni i lokować się w tej niezależnej przez chwilę, własnej przestrzeni jej twórców. Okazuje się, że niedawno odkryty "błękitny ocean" mimo wszystko z czasem czerwienieje. I błękitu trzeba znów szukać. Jeden z intruzów ma na głowie torbę na zakupy. Znak niemożliwej do okiełznania konsumpcji, która ewokuje ową czerwień.

Część trzecia to podwodny balet mieszkańców Bydgoszczy, zatopionej przez wielką powódź. Ludzie muszą przystosować się do nowych warunków egzystencji. Uczą się oddychać i żyć pod wodą. Mimika aktorów w tej części to zupełnie nowa jakość w teatrze. Ta umowna sytuacja uruchamia nieznane dotąd obszary ich wyobraźni. Muszą robić to, czego nie robili nigdy. Więcej - czego nie robił jeszcze nikt przed nimi. Nie ma więc mowy o podglądaniu, naśladownictwie. To absolutnie oryginalna twórczość. Każdy z aktorów układa też dla siebie indywidualną choreografię, która konfiguruje się potem w przecudnej urody zespołowe widowisko.

Ale nie jest to pokaz sztuka dla sztuki. Ludzie, oswojeni już z podwodnym życiem, zaczynają dostrzegać dotychczasowych mieszkańców tych obszarów. Nad sceną unosi się disneyowska nadmuchana ryba, zdalnie sterowana przez Marcina Zawodzińskiego. Symbol praistoty. Intruzi najpierw się jej nieśmiało przyglądają. Wkrótce jednak zaczynają ingerować w jej autonomiczność, traktują jak zabawkę, wreszcie - zadręczają ją na śmierć. Reanimacja na wiele już pilotów nie przynosi rezultatu. Ale pojawia się kolejna ryba. Czy i ją spotka podobna dola? Czy też uda się skończyć z niczym nieuzasadnionym antropocentryzmem współczesnego świata?

Wywoływani do ukłonów aktorzy przybierają pozycje artystów areny. Jest to wyraźna aluzja do zastosowania strategii błękitnego oceanu przez twórców Cirque du Solei - słonecznego cyrku bez zwierząt. Jeśli komuś to artystyczne wydarzenie w pierwszej chwili by się nie spodobało, niech przemyśli jedną z zasad strategii błękitnego oceanu:

"Dawanie ludziom tego, czego chcą, jest fundamentalnie złe i prowadzi do klęski. Ludzie nie wiedzą, czego chcą. Dajcie im coś lepszego".

Jest to też piękna pointa całego minionego sezonu, który był ciekawy artystycznie, zmuszał też przeważnie widzów do niemałego wysiłku intelektualnego.

(Recenzja emitowana na antenie Polskiego Radia PiK 21 czerwca 2015 w "Śniadaniu z Muzami")

Anita Nowak
Teatr dla Was
23 czerwca 2015

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia