Ludzie z najbliższego miejsca

"O rozkoszy" - reż: Maciej Wojtyszko - Teatr im.Słowackiego w Krakowie

Jedną z pierwszych baśni pornograficznych mego dzieciństwa była baśń o carycy Katarzynie II i jej koniu.

Że co? - pytałem zdumiony Felka, który rewelację do szkoły przywlókł i w toalecie sprzedawał szeptem. Że jak?... Ano z koniem wiernym, nocą, w stajni, na sianie... Skąd wiadomo o wierności?... Pewności brak, lecz chyba był wierny, to znaczy rozsądny, bo kobitka zadbana, mocarna i bogata, po cholerę więc ryzykować skoki w boki... I co dalej?... Źle się skończyło... To znaczy?... Zmarła... Na koniu?... Nie. Pod koniem. Cóż, dobrze szło, raz nie wyszło - i kurtyna, bracie... 

Niezła historyjka, co? Później dołączyły doń rewelacje, które złudzeń nie zostawiły: o ile koń być może był wierny Katarzynie II, o tyle ona jemu - z pewnością nie. Po prostu - "w te klocki" caryca grała zawodowo. I to akurat prawda jest. W programie przedstawienia Macieja Wojtyszki "O rozkoszy" - historii domniemanego romansu Katarzyny II i Denisa Diderota - Anna Burzyńska skatalogowała, by tak rzec, zastępców ogiera. Legion! Caryca liczyła sobie ledwie metr sześćdziesiąt. Kto by pomyślał - mała, a zuch nad zuchy!

Jedno pewne - Wojtyszko nie pomyślał, że mądre by było pokazanie na scenie takiego "zuchostwa". Opowieść jego, owszem, ma smak bajki, przypowieści lekkiej, nie nachalnego bajania o grze "w te klocki", lecz, Boga chwalić, nie ma w niej banału tamtych Felka w kiblu szeptem snutych rewelacji końskich, nie ma dziecinnie dzielnej szczerości mówienia o legionie żołnierzy, noc w noc jękliwie dokazujących na mikrej carycy, słowem - nie ma głupoty. Są zdania.

Tak, zdania. Ogromna, gdzieś do połowy widowni sięgająca, pusta scena, z tyłu zamknięta szklaną ścianą. Po obu stronach wysokie, czerwonym pluszem obite krzesła. Od czasu do czasu kilka rekwizytów się pojawia: klatka, poduszka, flaszka szampana, skrzypce, stół, okrągłe łoże, sztuczny goryl, karłowata szubienica, misa z winogronami. To chyba wszystko. No i ludzie są. 

Melchior Grimm (Rafał Dziwisz), Katarzyna Daszkow (Hanna Bieluszko), Piotr III (Grzegorz Łukawski), Grzegorz Potiomkin (Wojciech Skibiński), Aleksander Bestużew (Krzysztof Jędrysek), Mawra (Marta Waldera), Grzegorz Orłow (Tomasz Wysocki), Elżbieta (Lidia Bogaczówna), Opiekun (Maciej Jackowski), Damy dworu (Katarzyna Bąk-Chuchacz, Agnieszka Berny), wreszcie główne figury romansu - Katarzyna II (Joanna Mastalerz) i Denis Diderot (Tomasz Międzik)... Figury? 

Dobrze mi się powiedziało. Tak, Katarzyna II, Diderot, cała reszta - wszyscy oni, okutani malowniczymi szatami, są na ogromnej, pustej scenie niczym filigranowe figurki z kruchej porcelany, tańczące na starej pozytywce. Nie mówię o sztuczności póz, min i gestów. Mówię o lekkości. Oglądasz ich i masz pewność, że gdy kichniesz - wszyscy zamilkną nagle i na zawsze. Czujesz, iż wystarczy dmuchnąć - a gwałtownie pierzchnie wolno tańcujący świat Wojtyszki, śladu najlichszego nie zostawi i będzie tak, jakby tu, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, seansu "O rozkoszy" nigdy nie było. I to jest dobre.

Lekkość, zwiewność. Jeśli kto woli - brak pretensji do bycia czymkolwiek innym, niż lekko, zwiewnie opowiedzianą bajką o domniemanym petersburskim romansie jurnej carycy z geniuszem, co lubił wszędzie łazić w szlafroku. A już z pewnością brak jest w Wojtyszce (znakomita to nieobecność) pretensji do nachalnego serwowania prawdy. Na kanwie paru faktów - Wojtyszko zmyśla. Z palca wysysa zdania smakowite i układa je w eleganc-ką przypowieść o zauroczeniu jej ciała jego mózgiem (i odwrotnie), o obopólnej fascynacji, grze erotycznej, miłości i fiasku miłości. Wojtyszko zna odwieczną zasadę: nie ważne jak było, ważne jak się napisało. Jemu "O rozkoszy" napisało się tak, że człowiek na widowni przez dwie godziny i dwadzieścia minut nie głupio wypoczywa na fikcji. 

A co z prawdą? "O rozkoszy" rozpoczyna się słowami, którymi Diderot otwiera "Kubusia Fatalistę i jego pana". "Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy. Jak się zwali? Na co wam ta wiadomość? Skąd przybywali? Z najbliższego miejsca. Dokąd dążyli? Alboż kto wie, dokąd dąży?". To jest prawda. W teatrze nie ma innej.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
2 lutego 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...