Lupa w krok za Thomasem Bernhardem

"Wycinka" - reż. Krystian Lupa - Teatr Polski we Wrocławiu

Polski reżyser odtwarza to, co kryje się w samym sercu Wycinki, ze zdumiewającą empatią i pomysłowością. Spektakl zarazem wizjonerski i sarkastyczny

Źródło: Libération, 6 lipca 2015, Hughes Le Tanneur

Lupa w krok za Thomasem Bernhardem

Polski reżyser odtwarza to, co kryje się w samym sercu Wycinki, ze zdumiewającą empatią i pomysłowością. Spektakl zarazem wizjonerski i sarkastyczny

Autor: HUGHES LE TANNEUR, specjalny wysłannik w Awinionie

Ciężka, przeładowana Wycinka Thomasa Bernharda wydaje się napisana jednym tchem. Krystian Lupa zamiast inscenizować powieść jako całość, wydaje się zanurzać we wnętrze tekstu i rozkładać go na części pierwsze z wielką pomysłowością. I to ta pomysłowość najbardziej uderza podczas oglądania spektaklu – siła wyobraźni zarówno aktorów, jak i reżysera. W efekcie powstaje dzieło nowe i idealnie oddające duch autora.

Zainspirowany Screen Test Andy'ego Warhola, Lupa powołuje do życia Joanę jako bohaterkę wywiadu wyświetlanego na ekranie w czasie, gdy publiczność zajmuje miejsca. Joana, aktorka i tancerka, mówi dziennikarzowi o swojej sztuce. W swojej wypowiedzi wyraża pewne elementy teorii zapożyczone od samego Lupy. Ekran znajduje się nad mieszczańskim salonem, w którym ma miejsce „kolacja artystyczna" wydana przez małżeństwo Auersbergerów, a goście właśnie zajmują miejsca. Od publiczności oddziela ich szklana ściana, co sprawia wrażenie, że są w czymś na kształt szklanej klatki lub w witrynie. Wrażenie to podkreśla dodatkowo sarkastyczny ton mężczyzny (Thomas Bernhard), siedzącego w wygodnym fotelu na zewnątrz salonu, a co za tym idzie, poza klatką, który oddaje się bezlitosnej analizie współbiesiadników. Jego wewnętrzny głos czasami nakłada się na dialogi innych postaci, ale nigdy nie wychodzi na pierwszy plan.

Nikt tak jak Lupa nie potrafi jednocześnie oddać w tej samej przestrzeni różnych poziomów świadomości lub wymieszać przeszłości z teraźniejszością. Wieczór zaczyna się przeciągać, goście czekają na aktora z Burgtheater, grającego tam rolę Ekdala w Dzikiej kaczce Ibsena. Kolacja została wydana na jego cześć. Ale nastrój wieczoru jest zakłócony przez wspomnienie Joany, która popełniła samobójstwo i której pogrzeb odbył się tego samego ranka.

Sandacz
W salonie Auersbergerów mieszają się niezliczone motywy. Bernhard nie bywał tu już od dwudziestu lat i mniej więcej od tego samego czasu nie miał kontaktu z Joaną. Następuje więc zanurzenie w czeluść pamięci: Bernhard widzi Joanę zniszczoną alkoholem, dążącą ku upadkowi.

Przestrzeń nabiera wymiaru onirycznego. Mogliby być Adamem i Ewą, gdzieś w jakimś kościele. Joana oddaje się szalonej spowiedzi, w której stara się wytłumaczyć, dlaczego nie powiodła się jej kariera artystyczna. Bernharda ze snu wyrywa przybycie oczekiwanego aktora z Burgtheater. Wszyscy czekają na danie główne – sandacza. W tym czasie aktor skupia na sobie uwagę, wychwala swój występ jako Ekdala w Dzikiej kaczce. Atakują go najpierw Jeannie, pisarka, a później sam Auersberger.

„Wysoki las"
Podczas suto zakrapianej kolacji zapada nagle atmosfera ogólnego moralnego upadku, w rytm Bolera Ravela. Postacie, na granicy snu i czuwania, ze zmąconym umysłem, albo na długo milkną, albo mówią naraz, jakby głośno myśleli. Te właśnie fragmenty, kiedy wydaje się, że nic się na scenie nie dzieje, są momentami czystego teatru, pełnego szczegółów na temat przejmującej do głębi natury ludzkiej.

Nagle aktor Burgtheater, nie mogąc już znieść tego dłużej, „strąca" swoją apatię i wykrzykuje: „Las, wysokopienny las, wycinka". Bernhard, który do tej pory uważał aktora za postać całkowicie śmieszną, teraz zauważa w nim „filozofa chwili", bawiąc się tym balansowaniem swojej myśli, która bez uprzedzenia przechodzi od odrzucenia do akceptacji. Za pomocą tego 4,5-godzinnego spektaklu, bardzo dokładnego i czułego w najdrobniejszych szczegółach, granego przez aktorów niemających sobie równych, Lupa pokazuje oszałamiające przetłumaczenie powieści na język sceny. Świat Bernharda, jego język i filozofia znajdują w Lupie pewien rodzaj pośrednika mediumicznego, zdolnego odtworzyć w swojej reprezentacji elementy odpychającego transu kryjącego się w tekście.

Hughes Le Tanneur
Libération
25 sierpnia 2015
Portrety
Krystian Lup

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia